Już w drugiej minucie „Szarotki” dostały szansę gry z przewagą jednego zawodnika i to w dodatku przez cztery minuty. Nic z niej nie „wycisnęły”. Atakowały, ale wszystkie strzały były bądź niecelne, bądź z łatwością radził sobie z nimi Salama. Filipek, który odsiadywał te cztery minuty, chwilę później postanowił kolejny raz dać szansę przeciwnikowi, po przewinieniu z gatunków głupich. Tym razem górale okazji nie zmarnowali. Rąpała najpierw się przewrócił, a jak się podniósł, to był zagubiony pod własną bramką i nie zorientował się, iż za plecami ma rywala. Dobitka Bochnaka znalazła drogę do siatki. Podhale posiadało inicjatywę, ale trudno się dziwić, bo pałeczkę po Filipiaku przejął Mocarski, któremu spodobała się odsiadka na ławce po przeciwnej stronie niż jego boks. Sanoczanie byli ociężali, spóźniali się w defensywie, a to skutkowało faulami. Zaś w ofensywie kompletnie nie mogli się rozwinąć.

W przerwie musiało być ostro w szatni gości, bo wyszli na drugą tercję mocno nabuzowani. Bardzo szybko zamknęli górali w ich tercji i opuścili ją dopiero wtedy, gdy krążek zatrzepotał w siatce. Henttonen czarował, czarował i najpierw ostemplował słupek, a potem z korytarza międzybulikowego wrzucił krążek na bramkę, lot jego zmienił Sawicki i Bizub nie miał szans na skuteczną interwencję. Chwilę później goście objęli prowadzenie wykorzystując okres gry w przewadze. Przegrana walka Podhalanina pod bandą, zagranie na koło bulikowe do Bukowskiego, a stamtąd krążek trafił do Tamminena, który strzałem po lodzie pokonał golkipera „Szarotek”. Bardzo szybko, bo po 16 sekundach kolejnej przewagi, Bukowski wpisał się na listę strzelców. W 31 minucie nie popisał się golkiper zespołu z Podkarpacia. Po wygraniu wznowienia Sulka wypalił i Salama nie zdołał zatrzymać krążka, który majestatycznie wtoczył się do bramki. Trzy minuty przed końcem tercji świetną okazję na wyrównania miał Siuty, który pozostawiony bez opieki przed bramką nie zdołał pokonać ostatniej instancji przyjezdnych. Za moment nie dokonał tego również Bochnak w podobniej sytuacji. Nie dasz, dostaniesz. To powiedzenie sprawdziło się co do joty. Bukowski niczym w masło wjechał między dwóch obrońców i umieścił krążek w okienku bramki strzeżonej przez Bizuba.

W 30 sekundzie trzeciej odsłony Bukowski upolował hat tricka. Piękny strzał pod długim rogu, zaraz po wtargnięciu do tercji przeciwnika. W 44 minucie ustrzelony został Kamieniecki, który z grymasem bólu zjechał do boksu, gdzie zajęli się nim ratownicy medyczni. Defensor Podhala wrócił na taflę. Miejscowi do końca grali bardzo ambitnie i ofiarnie, chcąc zmniejszyć rozmiary porażki.
Tauron Podhale Nowy Targ - Ciarko STS Sanok 2:5 (1:0, 1:4, 0:1)
1:0 Bochnak - Bryniczka (11:12 w przewadze)
1:1 Sawicki - Henttonen –Biłas (22:25)
1:2 Tamminen – Bukowski - Sawicki (26:23 w przewadze)
1:3 Bukowski – Mokszancew – Sawicki (27:54 w przewadze)
2:3 Sulka – F. Kapica (30:56)
2:4 Bukowski – Mokszancew – Karlsson (38:16)
2:5 Bukowski – Sawicki (40:30)
Podhale: Polak – Tomasik, Kamieniecki, Worwa, Neupauer, Siuty –Volrab, Mrugała, Jarczyk, Bryniczka, B. Wsół –P. Wsół, Sulka, Bochnak, F. Kapica, Soroka. Trener Andriej Gusow.
Ciarko: Salama – Jekunen, Marva, Henttonen, Bukowski, Mocarski – Karlsson, Rąpała, Mokszancew, Tamminen, Sawicki – Biłas, Florczak, Filipek, Wilusz, Sienkiewicz – Bielec, Biały, Bar. Trener Miika Elomo.
Nerwówka na własne życzenie
GKS Tychy w tym tygodniu przedłużył kontrakt z trenerem Andrijem Sidorenko na następne dwa lata. Rosjanin z białoruskim paszportem miał przede wszystkim poprawić grę defensywną tyszan, tymczasem gospodarze zaczęli mecz z JKH fatalnie szybko dając sobie strzelić dwa gole. Po 40 minutach obrońcy mistrzowskiego tytułu prowadzili 4:0 i tyszanie byli na łopatkach. Tak przynajmniej się wydawało. Ale kara Jelszańskiego (5 +20 min.) sprawiła, iż gospodarze szybko złapali kontakt i mecz nabrał rumieńców. Gospodarze dostali wiatr w żagle i raz za razem było gorąco pod bramką mistrzów kraju, którzy w dramatycznej końcówce dowieźli jednobramkowe zwycięstwo do końcowej syreny. Mecz w Tychach obfitowały w ostre starcia. Na lodzie bójki stoczyli najpierw Grigorij Żełdakow i Maciej Horzelski, a później Szymon Marzec i Paweł Jelszański. Cała czwórka została za to ukarana karami meczu i przedwcześnie musiała udać się do szatni.
GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 3:4 (0:2, 0:2, 3:0)
Bramki: Galant 43, Marzec 47, Mroczkowski 47 - Kasperlik 12, A. Szewczenko 16, Razgals 29, 38
Moelder zatrzymał Unię!
Golkiper torunian zamurował bramkę. Oświęcimianie odbijali się od niego jak od ściany. Nie potrafili znaleźć sposobu na niego. Unici dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale go tyleż razy stracili. W 59 min gospodarze grając w przewadze nadziali się na kontrę. Glenn celowo ruszył bramkę i sędzia przyznał gościom karnego, którego na gola na wagę dogrywki zamienił Huhndappa. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, w karnych lepsi okazali się goście. Szósta seria karnych wyłoniła triumfatora. Dwa najazdy wykorzystał Kozłow, a dla gospodarzy trafił tylko W. Strielcow.
Re-Plast Unia Oświęcim – Energa Toruń 2:3 K (1:0, 1:1, 0:1; 0:0) karne 1:2
Bramki: Jerasow 14, Dziubiński 35 – K. Kalinowski 25, Hahdanpaa 59 k, Kozłow k
Zadyszka „Pasów”
Krakowianie prowadzili do 22 minuty, a wynik remisowy utrzymywal się do 46 minuty. W trzeciej tercji „Drużyną marzeń” Rudolfa Rohaczka dostała zadyszki i katowiczanie ją rozbili.
GKS Katowice – Comarch Cracovia 4:1 (0:1, 1:0, 3:0)
Bramki: Kruczek 22, Pasiut 46, Krężołek 50, Fraszko 60 - Miszczenko 5
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian










