Mylił się ten, kto myślał, że szkoleniowiec „Pasów” już więcej obcokrajowców do drużyny nie ściągnie. Cracovia w ostatnim dniu okienka transferowego znowu szalała, szalała… Średnio co godzinę odwiedzając największe galerie handlowe. Wybrała się tam na bogate zakupy i zaskoczyła opinię publiczną. Do zespołu dołączył: 19-letni czeski bramkarz Ondrej Doliszka, obrońcy – Rosjanie Iwan Worobjow i Władisław Kazamanow oraz Łotysz Imants Lescovs, a także fiński napastnik Emil Oksanen i rosyjski Anton Żłobin. Dodajmy, większość ma bogate CV. Dzisiaj jeszcze nie znaleźli się w składzie. Z zespołu odszedł Jere Karlsson (Sanok). Tymczasem „Szarotki” straciły w tym dniu kolejnych dwóch graczy - Pawła Jelszańskiego (JKH) i Filipa Wielkiewicza (Katowice). Gdyby wartość zespołu mierzyć tylko w euro, to dzisiaj ogromnie bogaty spotkał się z biednym i ten drugi nie powinien mieć żadnych szans. Ale w sporcie to nie szeleszcząca waluta decyduje o sukcesie. Pożyjemy i zobaczymy, czy transfery doprowadzą zespół spod Wawelu na mistrzowski tron.
W piątek obcokrajowcy zawiedli swojego pryncypała. Dzisiaj niemiłosiernie mordowali się przez pół meczu. Ofiarność i determinacja przeciwnika krzyżowały plany aspirantowi do mistrzowskiego tytułu. Armia zaciężna posiadała inicjatywę, przez większą część meczu gościła w tercji górali. Były momenty, że „Craxa”, nawet gdy rywal grał w komplecie, zamykała go w tercji. Bizub często był w opalach, ale wychodził z nich obronną ręką. Skapitulował w pierwszych 20 minutach tylko raz i to dopiero za trzecią dobitką, Popiticz ulokował krążek już w pustej bramce. Krakowianie grali nieproduktywnie. A to co zrobił Shirley, nie trafiając do pustej bramki z metra, to powinno wołać o pomstę do nieba. Dugin powielił jego wyczyn w drugiej tercji. Nie powinno się to przytrafiać graczom z obcym paszportem. Nie trzeba mieć tysięcy okazji, by zdobyć gola. Udowodniło to Podhale. Wystarczyło, że upłynęło 9 sekund gry w przewadze jak Tomasik huknął spod niebieskiej i Pierewozczikow nie zdołał zatrzymać krążka. Przyjezdni byli spanikowani w swojej tercji obronnej, często podawali przeciwnikowi krążek, a nie mogąc zatrzymać młodych, zadziornych górali po prostu uciekali się do fauli.

Bizub zwijał się jak w ukropie, a jego koledzy z pola z każdą minutą przekonywali się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Cierpliwie czekali na swoje szanse i takich się doczekali. Bryniczka ostemplował spojenie bramki gości, a Tomasik, Neupaeur, F. Kapica, Bochnak i Soroka zmusili Pierewozczikowa do interwencji. Podhalanie tak bardzo rozochocili się w atakach, że zapomnieli, iż obrona też jest ważna. W połowie meczu w odstępie 39 sekund stracili dwa gole. Najpierw po kontrze, a potem po strzale spod niebieskiej linii. No i krakowianie zaczęli grać spokojnie. Wykorzystali liczebną przewagę, zdobywając gola w zamieszaniu podbramkowym.

Znając góralski charakter byliśmy przekonani, że gospodarze w trzeciej tercji jeszcze powalczą i napsują jeszcze mnóstwo krwi rywalowi. Tak było, ale nie ustrzegli się błędu. Popełniony został przez parę obrońców Volrab – Mrugała, na niebieskiej w tercji ataku, gdy ich drużyna grała w przewadze, i Nemec w sytuacji sam na sam nie dał szans Bizubowi na skuteczną interwencję. Mrugała zrehabilitował się w 54 min. Po wygranym wznowieniu w tercji krakowian, huknął z pierwszego i ostatnia instancja przyjezdnych musiała po raz drugi wyjmować krążek z bramki.
Tauron Podhale Nowy Targ - Comarch Cracovia 2:5 (1:1, 0:3, 1:1)
0:1 Popiticz – Ismagiłow (4:04 w przewadze)
1:1 Tomasik – F. Kapica – B. Wsół (11:38 w przewadze)
1:2 Nemec – Dugin (31:13)
1:3 Gula – Ismagiłow (31:52)
1:4 Jacenko – Ismagiłow - Kinnunen (34:29 w przewadze)
1:5 Nemec – Shirley – Jeżek (48:32 w osłabieniu)
2:5 Mrugała – Bochnak – J. Malasiński (53:54)
Podhale: Polak –Volrab, Mrugała, F. Kapica, Bryniczka, B. Wsół – Tomasik, Kamieniecki, Worwa, Neupauer, Siuty –P. Wsół, Sulka, Bochnak, Słowakiewicz, Soroka – Jarczyk, T. Kapica, J. Malasiński. Trener Andriej Gusow.
Cracovia: Pierewozczikow – Szaur, Gula, Nemec, Dugin, Sołowiow – Jeżek, Dudasz, Ismagiłow, Bodrow, Popiticz – Kinnunen, Jaracz, Csamango, Jacenko, Brynkus – Surma, Miszczenko, Shirley, Woroszyło, Bezwiński. Trener Rudolf Rohaczek.
Niezawodny „Dziubek”
Przegrane przed tygodniem spotkanie w Tychach 1:8 stoi kością w gardle unitów. Szkoleniowiec tyskiej drużyny Andriej Sidorienko był podwójnie uradowany, bo w przeszłości trzykrotnie z Unią zdobył mistrzostwo Polski. Liga pędzi w ekspresowym tempie i od tej porażki dużo już wody upłynęło w Sole. Oświęcimianie po ostatnich wygranych i powrocie na fotel lidera odzyskali radość. Dzisiaj bardzo chcieli zmazać plamę za porażkę w piwnym mieście. W ostatnim dniu okienka transferowego również nie próżnowali. Do drużyny dołączył Daniił Apalkow. Nie pojawił się jeszcze w składzie.
Rzadko się zdarza, by mecz hokejowy po 60 minutach kończył się rezultatem bezbramkowym. Myliłby się ten, kto myślałby, że sytuacji bramkowych nie było. Wręcz przeciwnie, sytuacje były i to nawet te z gatunku stuprocentowych. W głównych rolach wystąpili golkiperzy – Saunders z jednej strony i Israelsson – z drugiej. Gol padł dopiero w 45 sekundzie dogrywki, a strzelcem okazał się wychowanek Podhala, Krystian Dziubiński, po objechaniu bramki, strzałem w półobrotu, w dalszy róg, Tym samym oświęcimianie zrewanżowali się rywalowi za wysoką porażkę.
Do niecodziennej sytuacji doszło w 17 minucie. Kontuzji uległ jeden z sędziów głównych, Krzysztof Kozłowski. Musiał opuścić taflę, a premierową odsłonę dograno w obecności jednego arbitra. Poszkodowany arbiter po przerwie wrócił jednak na lód.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Tychy 1:0 (0:0, 0:0, 0:0;1:0)
Bramki: Dziubiński 61
Niespodzianka w Katowicach
Na potknięcie Unii czyhała drużyna Jacka Płachty, która rozegrała zalegle spotkanie z Ciarko. Była więc zdecydowanym faworytem, ale nie zdołała pokonać sanoczan Wszyscy oczekiwali na powrotu na tafle lidera zespołu Grzegorza Pasiuta, po kontuzji kolana. I doczekali się. Gospodarze jednak niespodziewanie dali się zaskoczyć już w 61 sekundzie, a potem drugi raz 36 sekund przed końcem drugiej odsłony. W 58 min. Hudson wlał jeszcze nadzieje w serca swoich kibiców, ale hokeiści z Podkarpacia nie pozwolili na więcej. Goście zaprezentowali zabójczą skuteczność, podczas gdy katowiczanie marnowali znakomite okazje, zwłaszcza te wypracowane w przewadze.Kibice Katowic musieli więc przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę,
GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 1:2 (0:1, 0:1, 1:0)
Bramki: Hudson 58 - Tamminen 2, Filipek 39
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian










