05.12.2021 | Czytano: 5327

PHL. Dzielna postawa „Szarotek” (+zdjęcia)

AKTUALIZACJA 771 dni upłynęło od ostatniego zwycięstwa „Szarotek” na swoim terenie z ekipą z piwnego miasta. Dzisiaj były bliskie przerwania tej serii.



 
Jeszcze na  4 sekundy przed końcem pierwszej odsłony górale niespodziewanie prowadzili 1:0, po golu w podwójnej przewadze. Kolusz uderzył z korytarza międzybulikowego, Lewartowski odbił krążek klatką piersiową a z najbliższej odległości pod poprzeczką ulokował go Czwanczikow.  To było zaskoczenie dlatego, bo tyszanie od pierwszego gwizdka arbitra posiadali inicjatywę i zasypywali strzałami bramkę Podhala, w której świetnie spisywał się Biuzb, powołany do szerokiej kadry narodowej na turniej w Bytomiu. Chyba każdy gracz tyskiego zespołu strzelał na jego bramkę, ale nie strzały czy okazje liczą się w tej dyscyplinie sportu, lecz to co znajdzie się w sieci. Nawet podczas gry w przewadze nie potrafili go „rozbroić”. Trzeba przyznać, że jak na aspiranta do mistrzostwa, to przewagę rozgrywali nieporadnie.  Jak się rzekło na początku górale prowadzili niemal do końca odsłony. 4 sekundy przed jej zakończenie zapomniano pokryć Wróbla, który otrzymał podanie z narożnika lodowiska od Witeckiego i trafił pod poprzeczkę.  


 
Scenariusz w drugiej tercji był podobny do pierwszych 20 minut. Tyszanie przeważali, strzelali na bramkę Bizuba i pokonali go dopiero wtedy, gdy Neupauer odsiadywał 2 minuty kary. Pociecha po otrzymaniu krążka od Speeda uderzył bez przyjęcia i Bizub skapitulował. Podhale sporadycznie zatrudniało Lewartowskiego, ale jeśli już to robiło, to ze świetnym skutkiem. Czwanczikow  uderzył zza Kotlorza i  czarny kauczukowy przedmiot przy krótkim słupku wpadł do siatki. W końcówce goście grali z przewagą, ale kolejny raz nie potrafili rozmontować defensywy rywala. Zaraz po wyjściu Worwy z ławki kar  dwóch graczy miejscowych grało bez kija, tyszanie napierali, ale tego też nie potrafili wykorzystać.  Przyjezdni gubili się też w defensywie i górale dwukrotnie byli objęcia prowadzenia. Po dwóch tercjach w strzałach było 25:9 dla gości.


 
W trzeciej tercji oba zespołu polowały na gola, który mógłby rozstrzygnąć losy potyczki. Z jednej i z drugiej strony były okazje. Więcej mieli ich goście, ale górale nie pozostawali dłużni. Jak tylko mogli to próbowali kąsać hokeistów z piwnego miasta. Nowotarżanie mogli zaimponować swoją postawą. Najlepszą okazję miał Galant, który z najbliższej odległości został zatrzymany przez Bizuba. W 52 minucie tyszanie, a dokładnie  Kotlorz przełamali „Szarotki”. Kapitan tyskiego zespołu   huknął spod niebieskiej i krążek zatrzepotał w siatce. Podhalanie bardzo ambitnie dążyli do wyrównania,. 17 sekund przed koncem wycofali Bizuba, ale…Goście  dosłownie wytargali zwycięstwo.

Tauron Podhale Nowy Targ – GKS Tychy 2:3 (1:1, 1:1, 0:1)
1:0 Czwanczikow – Kolusz (13:28 w podwójnej przewadze)
1:1 Wróbel – Witecki (19:56)
1:2 Pociecha – Seed – Mroczkowski (28:15 w przewadze)
2:2 Czwanczikow (32:58)
2:3 Kotlorz – Dupuy – Sierguszkin (51:54)
Podhale: Bizub – Tomasik, Mrugała, Bondaruk, Neupauer, Czwanczikow - Szurowski, Volrab, Siuty, Bryniczka, Kolusz -  P. Wsół, Sulka,  B. Wsół, Słowakiewicz, Worwa - Siuty – Kamieniecki, J. Malasiński,   Soroka, F. Kapica,  W. Bochnak.  Trener Andriej Gusow.
Tychy: Lewartowski –Pociecha, Biro,  Jeziorski, Starzyński, Gościński – Seed, Korczemkin, Szczechura, Galant, Mroczkowski – Smirnow, Kotlorz, Sierguszkin, Fieofanow, Dupuy – Michałowski, Witecki, Wróbel, Marzec. Trener Krzysztof Majkowski.

Spotkanie na szczycie odwołane
 
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice przełożony
 
To miał być  mecz o fotel lidera, a tymczasem… musieliśmy się obejść smakiem. Dzisiaj potwierdzono zakażenie wirusem COVID-19 u dwóch zawodników z Katowic.  Również potyczka wtorkowa, 7 grudnia z Tauron Podhale Nowy Targ, została odwołana.  Nowe terminy spotkań zostaną ustalone w najbliższym czasie.

Kalns zbawcą JKH
 
Zagłębie Sosnowiec – JKH GKS Jastrzębie 1:2 K (0:1, 1:0, 1:1; 0:0) karne  1:2
Bramki: Sikora 32, Wasiljew 51 - Kalns 3, 57. Karne: Rzeszutko – Kalns 2
 
Drużyna mistrzów Polski  nie miała ostatnio dobrych recenzji. Zawodziła na każdym kroku, nawet z zespołami z dolnych rejonów tabeli okrutnie się męczyła i nie zawsze zdobywała komplet punktów.  Czy sosnowiczanie dołączą do drużyn, które mistrzom zalezą za skórę?  Czy odbiorą im punkty. Podhale tym meczem było zainteresowane, bo próbuje gonić zespół z Sosnowica. Podopieczni Andrieja Gusowa mają nadzieję, że  prześcigną głównego rywala w walce o play off.  Nie wystarczy tylko liczyć na porażki Zagłębia, ale także samego zdobywać punkty. Tymczasem… Ten mecz potwierdził, iż mistrzowie są w dołku. Mistrzowie w ostatniej chwili doprowadzili do dogrywki. Ostatnio w zespole Roberta Kalabera nie zawodzi Egils Kalns. Zdobył obydwa gole, ten dający szanse na zdobycie dodatkowego „oczka” pięknym strzałem pod poprzeczkę.   Świetnie miedzy słupkami sosnowieckiej bramki spisywał się Fiłonienko. 48 sekund przed końcem  dogrywki gospodarze zagrali w czwórkę przeciwko trójce rywali (Pavlovs na ławce kar), ale nie wykorzystali tego. Dopiero karne wyłoniły zwycięzcę. Kalns okazał się zbawcą JKH, zdobył dwa gole z samotnych najazdów.  

Rozbili team Rohaczka
 
Ciarko STS Sanok – Comarch Cracovia 7:3 (2:2, 3:1, 2:0)
Bramki: Bukowski 7, Olearczyk 19, Hamalainen 24, 32, 57, Henttonen 30, Filipek 45  – Ismagiłow 5, 36, Dudasz 12
 
Sanoczanie w piątek mieli dzień wolny, bo z mistrzami Polski rozegrali mecz w czwartek.  To był mecz, który  zakończył się bezbramkowo po 65 minutach! To rzadkość. Podopieczni Marcina Ćwikły (sanoczanie wciąż poszukują trenera po dymisji Marka Ziętary) uznali wyższość mistrzów dopiero w karnych. Krakowianie zbyt łatwo wypunktowali górali, którzy nie mieli atutów w tym spotkaniu.   Krakowianie dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale na pierwszą przerwę schodzili przy remisie. Na początku drugiej odsłony Hamalainen dał sygnał do ataku i w połowie meczu gospodarze prowadzili już 5:2. A potem już poszło i „Pasy” zostały upokorzone.  Bohaterem był strzelec trzech goli Aleksi  Hamalainen.


Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian

Komentarze







reklama