Gospodarze imprezy nie wyobrażają sobie, by ich narodowy sport nie był reprezentowany w Pekinie. Inny scenariusz niż wygrana turnieju nie wchodzi w rachubę. Kanadyjczyk Craig Ramsey, selekcjoner Słowacji, nie może skorzystać z kilku graczy, którzy występują w NHL. Nie byli zainteresowani grą w reprezentacji. Niemniej w kadrze znalazło się 15 zawodników uczestników ostatnich mistrzostw świata, wielu z nich występuje w KHL oraz mocnych ligach zagranicznych.
Męki Słowaków z Austrią
Słowacka drużyna z powodzeniem wkroczyła do walki o awans na Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Jeśli ktoś spodziewał się, że pierwszy mecz z Austrią zakończy się wyraźnym zwycięstwem, musiał być zaskoczony. Choć podopieczni Craiga Ramsaya mieli wyraźną przewagę, to nie udało im się zamienić swoich szans na bramki. Ponownie wzdrygali się na wynik do samego końca. Ostatecznie wygrali 2:1, a w końcówce mieli dużo szczęścia, bo Austriacy wyprowadzili dwójkową kontrę na remis i nie trafili do pustej bramki. Wygląda na to, że Słowacy nie wiedzieli, jak jednoznacznie wygrać mecz i nie komplikować go niepotrzebnie.
- Muszę przyznać przeciwnikowi, że był w stanie wywierać na nas presję. Zwłaszcza po zdobyciu bramki. Chwilę zajęło nam odzyskanie sił i ponowne rozpoczęcie gry. Jednak obrona grała dobrze, a bramkarz był znakomity - powiedział Ramsay.
Skruszyć beton
Słowacki Sport po wiktorii Polaków nad Białorusinami ostrożnie wypowiadał się o szansach swojej reprezentacji przed dzisiejszym meczem. Zauważył, że polscy hokeiści coraz częściej zatrudniani są w zagranicznych klubach, że grają na Słowacji i Czechach.
„Polacy pokazali Białorusinom, że zdają sobie sprawę, że nie mogą grać otwartej gry. Zaprezentowali solidny beton, który przyniósł im sukces w starciu z Kazachstanem i Białorusią, i z nami również będą polegać na dobrej grze bramkarza i kontratakach. Słowacja jest jednak zdecydowanym faworytem meczu, ale… może też być ogromna niespodzianka. Jakość papieru jest po naszej stronie Tatr, ale nie można nie docenić przeciwnika. Skruszyć beton, bo ten mecz może decydować o awansie na igrzyska olimpijskie – pisał słowacki Sport.
Czy cud zdarzy się po raz drugi?
Nie zdarzył się.lecz nie można mieć do naszych hokeistów wielkich pretensji. Zostawili serce na lodzie. Z tak mocnym i utytułowanym rywalem jak dziś nie mierzyli się 20 lat! Drużyna prowadzona przez Roberta Kalabera zasłużyła na pochwałę,
. Spotkanie wyglądało tak, jak wczorajsze z Białorusią. To rywal przez większość spotkania inicjował ataki, a Polacy skupili się na obronie i groźnych kontrach. Słowacja w pierwszej tercji była lepsza, choć bramkę zdobyła po przypadkowej akcji. W 9 minucie krążek odbił się od łyżwy Wanackiego i wpadł do siatki. Ponieważ nie ma w hokeju samobójczych goli, na listę strzelców wpisano gracza, który ostatni był w posiadaniu krążka. Polacy reklamowali, że akcja była ze spalonego. Wideo to nie potwierdziło i jeden z naszych zawodników musiał udać się na ławkę kar.
Drugą tercję rozpoczęliśmy do przewagi, ale ślamazarnie ją rozgrywaliśmy, a potem przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę. No i padały bramki, bo Murray w pojedynkę nie mógł zatrzymać rozpędzonych rywali. Gospodarze grali na pełnym luzie. Najpierw Hudaczek jeździł, jeździł z krążkiem i nikt mu nie potrafił przeszkodzić. Chwilę później Roman znalazł się sam przed bramkarzem, z bekhendu uderzył między parkanami Murraya. Polacy odpowiedzieli trafieniem grając w przewadze. Podanie Łyszczarczyka zza bramki trafiło na prawe koło bulikowe do Dziubińskiego, ten uderzył z pierwszego i trafił w daleki górny róg bramki. Liczebną przewagę wykorzystali też gospodarze. Strata krążka zza bramką, błyskawiczne zagranie do Cehralika, który natychmiast strzelił, a krążek znalazł się za zasłoniętym Murrayem. Pospiszil rzucił krążek na bramkę, Murray nie zdążył zareagować na czas i krążek trafił do siatki. Gol został uznany po weryfikacji wideo, bo było podejrzenie o zagranie wysokim kijem przed bramkarzem.
Ponieważ Białorusini nie stracili punktów, to niedzielna potyczka ze Słowacją zdecyduje, która z tych drużyn pojedzie do Pekinu. Po 20 minutach Białorusini przegrywali z Austrią 0:2, ale w drugiej tercji umieścili pięć krążków w bramce swoich rywali.
Słowacja – Polska 5:1 (1:0, 3:1, 1:0)
1:0 Rużiczka – Czereszniak – Gernat (8:06)
2:0 Hudaczek – Czereszniak (24:38)
3:0 Roman – Slafskovsky – Nemec (26:11)
3:1 Dziubiński – Łyszczarczyk – Chmielewski (30:11 w przewadze)
4:1 Cehlarik – Hudaczek – Jurczo (32:39 w przewadze)
5:1 Pospiszil (48:02)
Słowacja: Konrad - Marinczin, Jarosz, Jurczo, Hrivik, Cehlarik - Gernat, Czereszniak, Lantoszi, Rużiczka, Pospiszil - Knażko, Grman, Dano, Studenicz, Hudaczek - Daloga, Nemec, Roman, Gríger, Slafkovsky.
Polska: Murray – Kolusz, Ciura, Paś, Dziubiński, Chmielewski – Wajda, Kostek, Wronka, Pasiut, Zygmunt – Bryk, Górny, Urbanowicz, Komorski, Łyszczarczyk – Wanacki, Jaśkiewicz, Michalski, Starzyński, Przygodzki.
Stefan Leśniowski
Foto Facebook PZHL










