08.02.2010 | Czytano: 1158

Adrenalina murowana

Lubicie jak wam serce skacze do gardła? Lubicie prawdziwe narciarskie wrażenia i rozkoszowanie się kombinacją ostrego ataku na stok? To trzeba było się wybrać w sobotę do Jurgowa. Tam rozgrywane były pierwsze otwarte mistrzostwa Polski w skicrossie, dyscyplinie niezwykle widowiskowej, w której adrenalina rośnie ze startu na start

To dlatego, że w tej alpejskiej konkurencji zawodnicy rywalizują bezpośrednio z sobą. Tylko w eliminacjach liczą się czasy, od ćwierćfinałów wpatrywanie się w zegar, czy konkurent wykręcił lepszy rezultat już nie ma racji bytu. Tu się ścigasz łeb w łeb i jeśli miniesz pierwszy linię mety jesteś zwycięzcą. Ale do tego daleka droga.
Walka idzie na całego od ćwierćfinałów. W ruch idą łokcie i kto wie co jeszcze, byle wyprzedzić rywala, na skoczni, czy innej przeszkodzie. Tak, tak, na trasie nie tylko są tyczki jak w slalomie specjalnym, czy bramki w supergigancie, ale są mniejsze i większe skocznie, bandy, garby i wiele innych wymyślnych przeszkód, by utrudnić zawodnikom życie, a widzom uatrakcyjnić widowisko. Czy już po takim wstępie można się dziwić, iż dyscyplina ta cieszy się ogromnym zainteresowaniem, a wśród zawodniczej bracie robi furorę?
W Jurgowie do walki o pierwszego czempiona Polski przystąpiło 24 zawodników i 7 zawodniczek z Polski ( amatorzy i zawodnicy licencjonowani), Czech i Słowacji ( pojawił się mistrz tego kraju). Trasa była świetnie przygotowana.
- Do rozgrywki finałowej w myśl regulaminu kwalifikuje się 32 zawodników i 16 zawodniczek jeśli rywalizacja odbywa się czwórkami, tak jak u nas – tłumaczy zawiłości regulaminowe główny sędzia zawodów, Stanisław Marek. – Oczywiście u nas, ze względu na małą liczbę startujących, wszyscy zakwalifikowali się do decydujących bojów. Najpierw mężczyźni ścigali się trójkami, a od ćwierćfinału czwórkami. Na trasie były usytuowane trzy skocznie. Początkowe odcinki były pofałdowane. Technika pokonywania ich była różna. Zawodnicy albo przejeżdżali je, albo przeskakiwali. Później natrafiali na rollery, czyli bandy. Specjalne bramki kierunkowe miały wytrącać szybkość przy najeżdżaniu na skocznie ewentualnie rollery.
To właśnie w tych fragmentach oraz na muldach walka była niesamowita. – Przepychanka to normalka w tym sporcie –twierdzi Stanisław Marek. – Tutaj zawodnicy wypracowują sobie pozycję. Nic więc dziwnego, że w tych miejscach były kolizje, najwięcej potrąceń i upadków.
W finałowej rozgrywce, zarówno jedynaczka i jedynak z naszego kraju walczył z czeską koalicją. Niemniej to nasi reprezentanci zgarnęli pierwsze mistrzowskie tytuły. Wśród mężczyzn pierwszym mistrzem kraju został Wojciech Zagórski. Wśród kobiet zwyciężyła Karolina Riemen, świeżo upieczona olimpijka. Potwierdziła wysoką dyspozycję, która – jak twierdzi – będzie jeszcze wyższa w Vancouver. – Cieszę się ze zwycięstwa, ale już jestem myślami w Vancouver. Chciałabym wypaść jak najlepiej, czyli znaleźć się ósemce – powiedziała.
Otwarte Międzynarodowe Mistrzostwa Polski

Mężczyźni: 1. Wojciech Zagórski (Polska), 2. Petr Takač, 3. Petr Urban, 4. Marcel Leško (Wszyscy Czechy).
Kobiety: 1. Karolina Riemen (Polska), 2. Barbara Prochazkva, 3. Jitka Sitkova, 4. Simona Strychova (wszystkie Czechy).

Mistrzostwa Polski
Mężczyźni: 1. Wojciech Zagórski, 2. Bartłomiej Wądrzyk, 3. Mateusz Habrat, 4. Jacek Mieszczak.
Kobiety: 1 Karolina Riemen ( startowała tylko jedna Polska).

Stefan Leśniowski

Reklama

Komentarze





reklama