29.06.2021 | Czytano: 4450

III liga. Boisko weryfikuje wszystkich

Gol z połowy boiska i bezpośrednio z rzutu rożnego oraz kiepskie pożegnanie trenera, czyli jak zapamiętamy miniony sezon w wykonaniu NKP Podhale.


 
Nadszedł czas na wystawienie ocen końcowych i odbiór świadectwa.  Boisko zweryfikowało  wszystko i wszystkich. Tabela nie bierze pod uwagę wysokości budżetu czy gwiazd. Sezon się skończył, oceny wystawione i wpisane na świadectwie, dające promocję do następnej klasy lub jej powtarzanie.  Niektórzy marzyli o czerwonym pasku, a jedyny pasek to taki na cztery litery. Przyszedł też czas na przemyślenie swojego podejścia i zaangażowania. Można zaczynać wakacje!  
 
Wyjątkowy sezon
 
To był wyjątkowy sezon, ale w negatywnym kontekście. Z powodu pandemii koronawirusa rozpoczął się z większą liczebnością ligi. Kibice mogli śledzić poczynania swojej drużyny tylko za pośrednictwem interneru. Wrócili na końcówkę sezonu.  Na trybuny sportowych obiektów nie mogli wejść od 17 października 2020 roku. Od końca maja trybuny tylko w 50% wypełnione, ale to lepsze niż kompletne pustki. Wydawało się, że spragnieni piłki kibice będą szturmować bramy obiektu, a tymczasem rewelacji nie było.
 
Puste trybuny miały  jeden minus (oprócz tego, że były puste) – słychać  było wszystko z boiska i trenerskich stref, a nie zawsze warto słuchać. Gdy zawodnicy się starli, to wręcz wyli w wniebogłosy! Jakby obdzierano ich ze skóry! A za chwilę było cudowne ozdrowienie.  Krzyków -  „ręka!”, „kartka!”, „trzymał mnie!”, czy po prostu „sędzia” było nieraz  więcej od przyzwoitych zagrań futbolowych. Arbiter nie dawał się nabierać, choć niekiedy  był mało stanowczy. Kilka „żółtek” utemperowałoby zawodników na boisku i na ławce. Z niej oprócz uwag czysto szkoleniowych  padały słowa niezgadzające się z decyzjami arbitra.
 
Pod poprzeczką
 
Przygotowując się do napisania podsumowanie sezonu trudno mi było znaleźć punkt zaczepienia. Oczywiście nie chcę nikogo urazić, ale nasz zespół był nijaki. Są dwa sposoby na wysoko zawieszoną poprzeczkę. Ambitni ją przeskoczą, mniej ambitni przejdą pod nią. Podhale znalazło się w tej drugiej grupie. Za dużo w ich grze było minimalizmu. Przykładem  może być np. potyczka z Podlasiem na własnym boisku. Podhale w 21 minucie objęło prowadzenie i przez kolejne ponad 70 minut dało się zepchnąć do głębokiej defensywy. A górale biegali za futbolówką jak Żyd po pustym sklepie i tracili siły. A to nie był jedyny taki mecz w sezonie.
 
Murować trzeba umieć
 
Murować bramkę też trzeba umieć. Tymczasem nasi murarze dysponowali rozwodnioną zaprawą, wyszczerbionymi kielniami, popękanymi cegłami, a ręce im się trzęsły, jak…każdemu budowlańcowi w poniedziałek (vide mecz z Cracovią czy Hetmanem). W końcówce meczu z Podlasiem wybijali piłkę na oślep, byle dalej od własnej bramki, po autach, w trybuny. Nie było żadnego zagrania do przodu. Boisko piłkarskie nie jest znowu takie duże, wyprawa pod pole karne nie przypomina wycieczki na K2 zimą w sandałach.
 
Gdyby to był tylko jeden, góra dwa mecze – to można przymknąć oko. Ale byliśmy jedyną drużyną, która dwukrotnie przegrała z Hetmanem, zespołem, który w całych rozgrywkach wygrał zaledwie trzy razy!. Pięć straconych bramek z Cracovią to nawet jak na tę klasę rozgrywką zbyt dużo.  A mecz z Łagowem? Przegrywamy do 68 minuty 0:2  i w odstępie 120 sekund doprowadzamy do wyrównania. Rywal był w szoku i klasowy zespół zawsze to wykorzysta. Pójdzie za ciosem. Tymczasem  Podhale zdecydowało, że będzie broniło jednego punktu. Cofnęło się.  Przeciwnik szybko się odbudował i zadał decydujące trafienie. Skarcił górali za minimalizm. 
 
Pechowa trzynastka
 
Wynik nie zawsze odzwierciedla rzeczywisty obraz drużyny, ale nie był zły. Siódme miejsce, w 40 meczach, 18 zwycięstw, jedenaście remisów i tyleż porażek.  Do tego nie można byłoby się przyczepić, bo w końcu seria 13 z rzędu spotkań bez przegranej może robić wrażenie. Licznik zatrzymał się na 13. Czyżby feralna liczba? Od razu dodajmy, iż nie jest to najlepsze osiągnięcie Podhalan w tej klasie rozgrywkowej. Było lepsze w sezonie 2018/19 – 28 spotkań bez goryczy przegranej. Był moment, że mieliśmy nawet szansę powalczyć o wicemistrzostwo w grupie, ale… Nie wytrzymaliśmy tempa.  Po jesieni nie było optymistycznie, ale wiosna uratowała to, co się dało.
 
Najważniejszy wynik, a styl i sposób gry schodzą na dalszy plan
 
– taką narrację znamy.  Futbol jest tak skonstruowany, że bramka potrafi przykryć mnóstwo niedostatków, względnie na odwrót: zaciemnić obraz relatywnie niezłego występu. Problem futbolu polega na tym, że wynik – co za zaskoczenie – faktycznie jest najistotniejszy. Ciężko go wziąć w nawias, bo jak wziąć w nawias to, co ostatecznie jest wiążące. O stylu pamięta się kilkanaście godzin, może dwa dni, a wynik pozostaje na lata.  W futbolu decydują chwile. Czasem niesprawiedliwe chwile.
 
Ukrycie Everestu przed Szerpami z Nepalu
 
Ukrycie w niektórych meczach nieporadności Podhala jest równie niemożliwe jak ukrycie Everestu przed Szerpami z Nepalu. Cały czas biłem się z myślami, dlaczego Podhale w jednym meczu to de facto zupełnie dwie inne drużyny? Niby takie same, a jednak nie takie same. Potrafiące  zaatakować i nawet odrobić dwubramkową stratę, by za moment cofnąć się  broniąc wyniku i doprowadzając obserwującego do szewskiej pasji. Podhale odrabiało straty i właśnie wtedy nie potrafiło bądź nie chciało wrzucić wyższego biegu, żeby ugodzonego przeciwnika i siłą rzeczy speszonego wysłać do kąta. Zamiast tego była usypiająca gra, która stawała się wodą na młyn  ambitnego przeciwnika. 
 
Pokaż kotku, co masz w środku
 
Tak to już w wielu dziedzinach życia jest, od samochodu po pudełko czekoladek, że najważniejsze okazuje się to, co w środku. Futbol nie wymyka się tej prawidłowości. Skuteczny napastnik to skarb, a bez dobrego bramkarza nie ma silnej drużyny. Wiadomo. Mimo wszystko najważniejszy jest środek pola. To centrum dowodzenia, miejsce, gdzie zapadają kluczowe decyzje dla postawy zespołu. „Pokaż mi swoją drugą linię, a potem powiem ci, jaką masz drużynę” – to stary slogan, ale wciąż mający wiele wspólnego z prawdą.   Środek pola jest sercem i mózgiem drużyny. Stąd powinno się kierować innymi zawodnikami. Inteligencja to umiejętność przewidywania. W tej formacji powinien być przywódca, który umie konsolidować zespół, ciągnąć grupę do przodu. Niestety, zawodnika z takim charakterem Podhale nie miało. „ Naprawdę dobry zawodnik to taki, dzięki któremu inni grają lepiej” – to słowa legendarnego amerykańskiego koszykarza Juliusa Ervinga
 
Brakowało zagospodarowania tzw. geometrii boiska. Było za mało przechwytów i mało odbiorów w sytuacjach jeden na jeden, a do tego podawano futbolówkę wszerz boiska, najczęściej w paśmie pięciu metrów z jednej i drugiej strony linii środka boiska.   Po kilku wymianach piłki, ta wracała do …tyłu, albo przechwycona była przez rywala i nadziewaliśmy się na kontrę. Często tracąc bramkę.  Takie klepanie piłeczki, na stojąco. Pozycyjny atak zbyt wolny.  To nie jest raczej epokowe odkrycie, że w futbolu jednym z ważnych elementów zdobywania przewagi nad rywalem jest bieganie. Z drugiej strony są znawcy tematu, którzy twierdzą, że „lepiej mądrze stać niż głupio biegać”. W Podhalu ani jedno, ani drugie nie zagrało.   Brakowało kreatywności, zaskoczenia przeciwnika, czasem szaleństwa, a za dużo było  statycznej gry, a za  mało długich przerzutów piłki.  Taki się zdarzył w Dębicy i padła bramka. Brakowało płynnego przejścia z obrony do ataku. Napastnicy mieli problemy z uwolnieniem się od krycia. To na pewno nie jest wina trenera.  On odpowiada za przygotowanie wszystkiego, ale wykonanie zależy już od piłkarzy. Oni muszą bez pomyłki wykonać to na boisku. Trener  powiedział: „Pracowałem z tymi, co dali mi rządzący”.  Do tego borykał się z  kontuzjami. Co rusz wypadali mu kluczowi gracze.
 
Człowiek ze stali
 
„Pokaż swojego bramkarza, a powiem ci gdzie jesteś – w tabeli”.   Podhale takiego miało. Maciej Styrczula – nie raz, nie dwa ratował kolegom skórę. Gdyby nie on, a w końcówce sezonu Bartłomiej Matoga, to bilans bramkowy nie byłby na plusie.  Golkiper  NKP był w wielu meczach  jak skala, niewzruszony, pewny swoich umiejętności. Wyciągał takie piłki, że… czapki z głów. To co wyczyniał między słupkami wprawiało w wielu meczach  w frustrację  przeciwników.
 
Najdłuższa passa Styrczuli bez straconej bramki to 365 minut. Obronił cztery rzuty karne. W  rankingu Sportowego Podhale zebrał najwięcej punktów – 92 i tym samym wywalczył tytuł MVP sezonu. Zapamiętamy kilka jego fenomenalnych interwencji, po których napastnicy rywala musieli się łapać za głowę. 
 
Drugim bramkarzem w zespole był młodzieżowiec Bartosz Matoga. On też, choćby w meczu z Wisłoką, pokazał, że  potrafi skutecznie bronić swojej świątyni. 
 
Z czego jeszcze zapamiętamy miniony sezon?
 
Na pewno z uderzenia Patryka Serafina ze środkowego koła. Mnie najbardziej w tej akcji podobało się zachowanie pomocnika Podhala. Wykazał się przeglądem pola i szybkością reakcji. Kiedy dostrzegł wysuniętego bramkarza Wisły Puławy, od razu podjął decyzję, żeby strzelać. Tym samym skopiował wyczyn Rafała Hałgasa, który takie gole dla Podhala zdobywał z krakowską Wisłą i Sandecją, tyle, że w towarzyskich konfrontacjach. Serafin był też jedynym piłkarzem, który nie bał się uderzać z dystansu. W poprzednich sezonach takiego gracze nie mieliśmy. Był wyróżniającą się postacią w środkowej  linii.
 
Zapamiętamy z  pięknego gola Michała Nawrota bezpośrednio z rzutu rożnego w meczu z Cracovią oraz z  przepięknego  uderzenia Wojciecha Kobylarczyka i gola stadiony świata (!) w meczu z Hetmanem.  Piłka uderzona z ok 25 metrów wylądowała w okienku bramki gospodarzy. Powietrzna interwencja golkipera nie pomogła, nie dosięgnął futbolówki. No i zapamiętamy z nietypowego pożegnania trenera Marcina Zubka. Na pewno po 3,5 latach pracy w klubie nie przypuszczał, że tak chłodne pożegnanie spotka go ze strony zarządzających klubem. To samo dotyczy kierownika drużyny Arkadiusza Marczyka. Za pięć lat  oddanej pracy, będąc  człowiekiem od wszystkiego, nie otrzymał nawet prostego słowa „dziękujemy” w obecności kibiców.  
 
Migotanie przedsionków
 
Trener Podhala miał chyba trwałe migotanie przedsionków serca, widząc popisy swoich graczy. Ta choroba objawia się m.in. zawrotami głowy czy dzwonieniem w uszach, a te „przyjemności” szkoleniowiec nowotarżan miał w nadmiarze i darmowo. Marcinowi Zubkowi w kilku przypadkach zęby musiały klekotać ze złości niczym kastaniety. Tylko bramek Podhale dawno nie straciło – 49 (zdobyło 58).   Boki nie działały w obronie. W ofensywie tylko po akacjach prawą stroną w wykonaniu Toni pod bramką przeciwnika dzwoniono na alarm. Janso, z  międzynarodowym CV, nie okazał się nawet po części tak dobry jak swego czasu jego rodak  Peter Drobnak. Może kontuzja go usprawiedliwia?
 
Przemianowany snajperem
 
Kto mógł przypuszczać, że obrońca przemianowany w napastnika zostanie najlepszym strzelcem drużyny. Damian Lepiarz  potrafi się znaleźć w polu karnym. Wykorzystać swoje atuty fizyczne, umiejętność gry głową i przepychania się. Zdobył 10 goli, wszystkie w pierwszej rundzie. Wiosną trapiły go kontuzje.  Cztery bramki zdobył głową. Drudzy w klasyfikacji snajperskiej zmalali się Michałowie -  Grunt i Nawrot, z dziewięcioma trafieniami na koncie. O jedno trafienie mniej ma Patryk Serafin, ale ten występował tylko w rundzie drugiej. Nawrot i Dynarek byli specjalistami do karnych, obaj „z wapna” trafili po cztery razy.
 
Rzuty karne, wolne, rożne, auty
 
Kto potrafi je odpowiednio wykorzystać, ten staje się automatycznie posiadaczem śmiercionośnej broni, która pomaga rozłożyć na łopatki najgroźniejszego rywala. Pokazuje to trwający aktualnie czempionat Starego Kontynentu.
 
Gole zdobyte/stracone ze stałych fragmentów gry i głową oraz samobójcze
 
G RB R WB W A K NK S
11/12 1/0 5/5 0/0 1/3 0/0 9/3 0/5 2/2
 
G – gole zdobyte głową: RB – bezpośrednio z rzutu rożnego; R – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego; WB – z wolnego bezpośrednio; W – po dośrodkowaniu z wolnego; A – po wyrzucie z autu; K- karne; NK – niewykorzystane karne; S – gole samobójcze.
 
W jakich przedziałach czasowych zdobywano i tracono gole
 
1-15 16-30 31-45 45+ 46-60 61-75 75/90 90+
9/7 7/8 8/8 1/0 12/5 12/3 8/16 1/2
 
Czego mi brakuje?
 
Najbardziej brakuje mi w tym zespole zawodników stąd, z regionu, związanych ciałem i duszą z klubem. Być może dlatego w grze zespołu brakowało mi góralskiego charakteru, nie było przysłowiowego gryzienia trawy, prób zagrania o pełną pulę.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







Tabela - Klasa B - Gr. 2

Lp Drużyna Mecze Punkty
1. Lubań Maniowy - Zapora Kluszkowce II 16 41
2. Gorc Ochotnica 15 35
3. Gronik Gronków 16 34
4. Spisz Krempachy 16 30
5. Zor Frydman 16 20
6. Łęgi Nowa Biała 15 18
7. Podgórki Krauszów 16 18
8. Spływ Sromowce Wyżne 16 9
9. KS Husarz Łapsze Wyżne 16 3
10. Watra Białka Tatrzańska II 1 3
zobacz wszystkie tabele

Terminarz

zobacz więcej
reklama