W relacjach prasowych aż do znudzenia pisze się o nieskuteczności ligowych drużyn i reprezentacji kraju. Ostatnio kibice „Szarotek” martwią się brakiem skuteczności swojej drużyny. To główny grzech naszych napastników. Zespół, który oddał więcej strzałów nie zawsze zjeżdża z tafli w glorii zwycięzcy. Często olimpijczyk Gabriel Samolej powtarzał, że „napastnicy robią z bramkarzy bohaterów”. Doskonale zna ten problem, bo przecież przez wiele lat strzegł reprezentacyjnej bramki, a podczas igrzysk olimpijskich w Calgary powstrzymał Kanadę!
- Wartość zawodników poznaje się w najważniejszych meczach – twierdzi Gabriel Samolej. - Napastnika nie poznaje się po tym, czy strzeli dziesiątego czy też jedenastego gola rywalowi przeciętnej klasy, ale po tym jak potrafi jednym strzałem w ważnych meczach przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny. Na przestrzeni mojej kariery miałem możliwość grania z wieloma bardzo dobrymi zawodnikami. Cieszę się, że byli to Polacy. Oni w najważniejszych meczach potrafili zdobywać decydujące bramki. Dużą rolę odgrywa psychika, technika, umiejętność czytania gry i przewidywalność w tym co może zrobić bramkarz. Wymienię z przeszłości wielkich graczy, którzy posiadali te cechy - Andrzeja Zabawę, Mariusza Puzio, Walentego Ziętarę, Stefana Chowańca, Leszka Kokoszkę, Mieczysława Jaskierskiego czy wcześniej Tadeusza Elka Kilanowicza. To byli zawodnicy obdarzenie niesamowitym instynktem strzeleckim. Bramkarz nawet wiedząc jak i gdzie będą strzelać nie mógł zapobiec utracie gola. Mariusz Puzio z wyglądu był chłopaczkiem, którego nikt nie posądziłby, że ma nieprawdopodobny dar do strzelania bramek. Często bramkarze wiedzieli, bo się trenowało z nimi w drużynie czy w kadrze, gdzie będzie strzelał, ale potrafił zamaskować zamiar oddania strzału. Mariusz w ostatniej chwili zmieniał decyzję i uderzał szybko, niespodziewanie z nadgarstka, a takie uderzenia dla bramkarza były i są zabójcze. Niektórzy jadą i biją na pałę, na siłę, żeby tylko oddać strzał i przebić bramkarza.
Psychologiczna wojna
Tak przed laty mówił o skuteczności napastników ksiądz Paweł Łukaszka, były reprezentacyjny bramkarz. – Dawno zaprzestałem zawodowego uprawiania hokeja, ale wybrałam się potrenować z drużyną Podhala. Na 13 karnych dwa znalazły się w mojej siatce! Dobry zawodnik w najeździe na bramkę prowadzi krążek przed sobą w taki sposób, żeby bramkarz nie wiedział, w którą część bramki oddany będzie strzał. U nas golkiper mający ciut pojęcia o bronieniu w ciemno wie, po odchyleniu gracza, czy ten będzie strzelał i gdzie, czy też kiwał.
- W sytuacjach sam na sam jest to walka psychologiczna bramkarza z napastnikiem – twierdzi Gabriel Samolej. - Strzelec czeka, żeby bramkarz wcześniej zrobił ruch. Jeśli golkiper jest cwany i czeka do końca, to wtedy zawodnik musi kombinować – przeciągnąć go, złapać go na przemieszczenie, strzelić z backhandu, forhendu. Tutaj wychodzi technika.
Kiedy rosną szanse bramkarza?
- Słaba skuteczność wynika z braków w technice operowania kijem, stąd sygnalizacja strzałów, oddawanie ich bez przemieszczenia, słaba siła uderzenia, nieumiejętność oddania strzału najgroźniejszego z tzw. nadgarstka i długie przymierzanie – kontynuuje Gabriel Samolej. - To powoduje, że szanse bramkarza na ich obronę niepomiernie wzrastają. Dla mnie najprostsze były strzały z tzw. klepy. Jak jest się odsłoniętym i dobrze ustawionym, to trudno strzelić z okolic spod niebieskiej czy okolic bulika. Oczywiście zdarza się, że „plomba” wejdzie po lodzie czy pod poprzeczkę.
Zasłonić bramkarza
- Za mało w naszej lidze jest goli w stylu amerykańskim. Tam są wrzutki i praca na bramkarzu, zmiana kierunku lotu krążka, dobitki – mówi Gabriel Samolej. - Mieliśmy tylko Marcina Kolusza, który potrafił stać przed bramkarzem. Bramkarz wtedy mało widzi, musi kombinować, wychylać się i reakcja jego może być spóźniona. Brakuje takich zawodników, potrafiących zasłonić golkipera i w odpowiednim momencie zbić krążek. Wynika to zapewne z bojaźni przed kontuzją, bo jest ryzyko, że można dostać krążkiem. Strzały z tzw. klepy są sygnalizowane i przeważnie padają łupem bramkarza. Wzrutki, zmiany kierunku, większą robią krzywdę bramkarzowi. W ligach z czołówki światowej większość bramek właśnie pada po takich wrzutkach. Tego brakuje, ale tego nie da się w dwa dni nauczyć. To są rzeczy, które albo ma się w sobie, albo ćwiczy i doskonali je przez lata.
Ponowienie ataku
- Nie nawykli też nasi snajperzy do ponowienia ataku – twierdzi trzykrotny olimpijczyk. - Po obronie bramkarza, po odbiciu się krążka po strzale niecelnym, nie idą na bramkę, nie walczą o jego odzyskanie. Najczęściej robią łuk i rozjeżdżają się. Nie ma dobitek. Młodzi nie pamiętają Jasia Mrugały, który jak nikt inny potrafił się znaleźć pod bramką przeciwnika. Trzymał kij na lodzie i nawet zza bramki zdobywał gole. Kolejny przykład z piłki. Robert Lewnadowski. On zawsze jest tam gdzie powinien być. Przewidywalność to bardzo ważna cecha rasowego napastnika. Wie gdzie się ustawić i czyha na dobitkę. Pod bramką trzeba walczyć, być cały czas agresywnym, ani na moment nie odpuszczać. Mało jest w naszej drużynie zawodników, którzy stoją przed bramką i czekają na dobitkę.
Jeśli już Gabriel Samolej wywołał do tablicy piłkarza, to zacytujmy Fernado Torresa, który tak mówi: - Jeśli nie ma goli to nie ma meczu. Strzelanie goli to najprzyjemniejsza rzecz jaką możesz zrobić. Prawda jest taka, że kiedy sięgasz po gazetę i szukasz wyników meczu, to pierwsze co chcesz wiedzieć to kto strzelił. Nie szukasz informacji o tym kto grał dobrze, patrzysz kto strzelił. Bramki to najważniejsza sprawa. Są dwa typy napastników. Ci, którzy żyją dla goli i wyłącznie dla nich — gracze, którzy wiedzą jak strzelać i za każdym razem kiedy dostają piłkę, starają się zdobyć bramkę. Są też Ci, którzy zdobywają bramki dzięki drużynie. Zawsze postrzegałem piłkę jako grę zespołową, nie indywidualną.
Stefan Leśniowski










