12.12.2020 | Czytano: 7079

Andriej Gusow. Niedługo przez nich chyba umrę

Tauron Podhale kończy rok z dorobkiem 41 punktów, szóstym miejscem i z jednym zaległym spotkaniem. Do trzeciego miejsca traci cztery „oczka”.



 
To nie był łatwy okres dla „Szarotek”. Wiadomo – pandemia, która dopadła je  w najważniejszym okresie, czyli  przygotowawczym. Stracony dystans trzeba było nadrabiać, a tymczasem liga pędziła do przodu. Były też mecze odwoływane.  Andriej Gusow zakasał rękawy i rozpoczął pogoń za straconym czasem.
 
- Dzięki Bogu, że żaden z zawodników nie chorował ciężko. Oprócz Kaspra Bryniczki (po kontuzji) wszyscy  doszli do siebie.  Na początku sezonu  było ciężko, bo  przeciwnicy  pracowali, a myśmy cały sierpień odpoczywali – mówi Andriej Gusow.
 
Trener pełen zaangażowania i pasji. Postać znana i  bardzo lubiana w stolicy Podhala. Trudno się dziwić. Mimo upływu 25 lat sympatycy hokeja pamiętają jego wyczyny z lodowej tafli w koszulce z szarotką na piersi. Starsi kibice wciąż mają w pamięci jego świetne zagrania z tych czasów i złote medale na jego szyi.  Dziś jest schludnie ubrany, ma idealnie dopasowaną koszulę, nieco więcej kilogramów i siwych włosów na skroni, ale to wciąż ten sam gość. Tylko w innej roli. Przyjechał, by wyciągnąć klub z tarapatów sportowych. Posprzątać po swoim poprzedniku. Czas wykorzystuje na porządki i przygotowanie gruntu. Trener, który zna realia Podhala, zna polską ligę, a to działa na jego korzyść.
 
- Czwarty sezon pracuję w Polsce w roli trenera i muszę przyznać, że  liga co sezon  robi się coraz mocniejsza – twierdzi. -  Dużo w niej obcokrajowców. W meczu Cracovii z Toruniem naliczyłem 28! Są kluby, które stać na takie ruchy.
 
Nowotarżanie w ubiegłym sezonie przeszarżowali z obcokrajowcami. Chyba zdali sobie sprawę, że poszło to w złym kierunku.   Popełniać błędy – to ludzka rzecz, ale sztuką jest przyznać się do tego i  wyciągnąć wnioski. Tak  można teraz  powiedzieć o włodarzach  klubu. Panowie! – to  jest właściwy kierunek. Swoi to swoi, to góralski charakter, którego brakowało zespołowi z poprzedniego sezonu. Gusow doskonale wie co to góralski charakter.
 
- Przy podpisaniu umowy przedstawiono mi politykę klubu.  Mam  jak najwięcej wprowadzać młodych wychowanków.  Ma ich być jak najwięcej w drużynie – zdradza Andriej Gusow.
 
Dwaj poprzednicy Andrieja Gusowa robili wszystko, by jak najmniej graczy własnego chowu znalazło się w kadrze pierwszego zespołu. Białorusin włączył młodzieży zielone światło, a wcześniej nawet dla najzdolniejszych paliło się pomarańczowe.  „Gustlik”   na tafli zawsze należał do odważnych, któremu nawet jak się palił grunt pod nogami, to miał odwagę  i… nie zmienił się.  Nie  ma problemów z wdrażaniem tego planu, chociaż… W materii „zmian pokoleniowych” nic nie da się zrobić na siłę, bo każdy gwałt na naturalnych procesach błyskawicznie odbija się na wynikach. Nawet największy geniusz nie pomoże, jeśli nie będzie miał odpowiednio uzdolnionych kandydatów. Tutaj nie da się przeskoczyć kilku stopni jednym susem.  Młodzi, których wprowadził do zespołu dają mu siłę. Są waleczni, nie ma dla nich straconych krążków, robią wiele szumu pod bramkami rywali, ale nie potrafią postawić kropki nad „i”, czyli umieścić krążek w bramce. Tego się jeszcze muszą uczyć.
 
- Na  razie nie potrafią strzelać. Jednak  „wąchają” ligę,  grają. Puszczam ich na osłabienia i końcówki meczu. Jestem zadowolony z ich gry – przekonuje szkoleniowiec. -  Robią robotę, której od nich oczekuję. Doświadczenie, które zdobywają będzie procentowało w przyszłości. Nie każdy będzie grał na wysokim poziomie. Teraz mają szansę pokazania się, ogrania się. Kto ma głowę, umiejętności, kto słucha co mówi trener, ten pójdzie do przodu. Szkoda, że w drużynach młodszych, gdzie pracuje Jacek Szopiński, nie ma kilku graczy, których można byłoby dokooptować do drużyny i sprawdzić ich. Są, ale za młodzi i wydaje mi się, że za wcześnie, żeby ich rzucić na głęboką ekstraklasową wodę. Z drugiej strony nie mam innego wyjścia. Bez młodzieży musiałbym grać na dwie piątki, a to jest niemożliwe. 
 
Jastrzębie dawno doszło do wniosku, że wychowankowie są cenni. Od kilku lat pną się w ligowej tabeli, odnoszą sukcesy w Pucharze Polski, a obecnie są na samym szczycie tabeli.  W lidze od trzeciego do siódmego miejsca jest bardzo ciasno. To tylko sześć punktów różnicy. Tej stawce uciekły dwa zespoły – wspominanie  JKH Jastrzębie i GKS Tychy.
 
- Jastrzębie poszło w prawidłowym kierunku – twierdzi  Andriej Gusow. -  Ma utalentowaną młodzież, którą kilka lat szkolono i z roku na rok odgrywa znaczącą rolę w zespole. W tym sezonie wzmocniło się dobrymi obcokrajowcami, którzy ciągną grę. To  przekłada się na wyniki.
 
Napastnicy Lauris Rancevs i Andriej Ankudinow oraz obrońca Richard Birzins nie spełnili oczekiwań trenera i musieli pożegnać się z zespołem.
 
- Jak można być zadowolony z obcokrajowców, skoro przez trzy miesiące nie strzelili bramki? – pyta. -   Jeżeli zatrudnia się obcokrajowca, to powinien ciągnąć zespół. Niestety ani jeden, ani drugi tego nie robili. Może troszkę żałuję, że obrońcę wysłałem do domu, ale też nie  było szału w jego wykonaniu.  Dostali szansę młodzi i nie grają gorzej niż on.
 
Z obrony wypadł mu nie tylko łotewski obrońca odesłany do domu, ale również Damian Tomasik i Oskar Jaśkiewicz, który powrócił z Grodna.  
 
- Taki jest sport i trzeba sobie jakoś radzić bez nich.  Krążek szybko leci,  trafił jednego w nogę, drugiego i  złamania gotowe. Są już po zabiegach i niech dochodzą do siebie. Niech Bóg da im zdrowie – życzy im trener.  - Szukam zastępców, ale… Kto będzie za to płacił?  Jeżeli nie masz warunków finansowych, to nie znajdzie się dobrego grajka.  Dlatego tak się męczymy z transferami. No i ten  koronawirus. Nie bardzo chcą przyjeżdżać zawodnicy z Finlandii, Szwecji czy Niemiec. Dostają od państwa odszkodowanie i wolą siedzieć w domach. Z zawodnikami ze wschodu jest gorzej, bo trzeba załatwić im wizę, a potem muszą udać się na kwarantannę. O transferach trzeba myśleć w kwietniu lub w maju, a nie teraz. Poszukujemy zawodników ze wschodu.  Załatwiliśmy już dla nich nawet zaproszenie do pracy. Już nawet jeden  się zdecydował, aż tu nagle zadzwonił i przepraszał mnie, bo  dostał lepszą propozycję w lidze rosyjskiej.
 
Sędziowie chyba podnoszą ci ciśnienie? – pytam trenera. -  Nie chcę mówić o pracy arbitrów. Niedługo  przez nich chyba   umrę.
 
Teraz od nich odpocznie. Liga wraca 5 stycznia. Jak drużyna zagospodaruje ten czas?
 
- Trzy i pół dnia dałem chłopakom wolne.  18 i 19 grudnia rozegramy dwa sparingi z U-20.Może przed Sylwestrem zagramy jeszcze jeden sparing jeśli znajdzie się chętny.  31 grudnia mamy trening, a 1 stycznia wolne i wracamy do ligi – kończy szkoleniowiec.  
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama