Dzisiaj nazwisko to znalazło się w protokole meczowym Podhala z Tychami, tyle, że zespołu juniorskiego. To syn Tomka, Oliver. Urodził się w Helsinkach 18 czerwca 2004 roku i jest napastnikiem. Wystąpił w czwartej formacji „Szarotek”.

- Od dwóch tygodni trenuje z nami, bo chce mieć polskie obywatelstwo. Otrzymał zgodę na grę – wyjaśnia Jacek Szopiński.
Jego nowi koledzy rozpoczęli potyczkę mocnym akcentem. Po 20 minutach prowadzili 2:0 po golach autorstwa Trzebuni. Był to najmniejszy wymiar kary jaki dotknął przyjezdnych. W tyskim zespole wystąpili zawodnicy, którzy mają już za sobą występowy w ekstraklasie, a więc nie był to rywal do ogrania na jednej nodze. Gdy Kapica w 25 min. podwyższył na 3:0 wydawało się, że górale będą mieć mecz pod kontrolą. Spokojnie będą grali, a tymczasem stracili dwa gole w odstępie 62 sekund i tyszanie wrócili do meczu. Nieszczęście rozpoczęło się od kary Wikara. Gdy siedział na ławce kar tyszanie zdobyli pierwszego gola. Po stracie drugiego między słupkami bramki „Szarotek” stanął Polak.

W 50 minucie przyszło gospodarzom grać w podwójnej przewadze i ją wykorzystali. Gdy w 59 minucie Tabaka powędrował na ławkę kary, wydawało się, że górale spokojnie dograją do ostatniej syreny i utrzymają dwubramkową przewagę albo coś jeszcze dorzucą. Tymczasem grając w przewadze stracili dwa gole! Nie do pomyślenia. Wygrany mecz wypuścili z rąk.

- W hokeju różne cuda się zdarzają nawet na najwyższym poziomie, ale wielką sztuką było stracić dwa gole, gdy trzy punkty były na wyciągnięcie ręki – relacjonuje trener Podhala, Jacek Szopiński. – Cały mecz grać i stracić trzy punkty w ostatniej fazie meczu, w dodatku grając pięciu na czterech. Przeciwnik nie wierzył już, że może coś zdziałać. Graliśmy w ich tercji, straciliśmy krążek i poszła kontra dwa na jeden i tyszanie złapali kontakt. Chwilę później strzał rozpaczy z niebieskiej i po rykoszecie krążek wpadł do bramki. Mecz wyrównany, z naszą optyczną przewagą, więcej oddaliśmy strzałów, ale rywal groźnie kontratakował. Widać różnicę wieku, moi zawodnicy byli o dwa, trzy lata młodsi. To zaprocentuje w przyszłości. Naszym celem jest awans do finału mistrzostw kraju.
MMKS Podhale Nowy Targ – MOSM Tychy 5:4 K (2:0, 1:2, 1:2; 0:0) karne 3:1
1:0 Trzebunia – Szlembarski – K. Malasiński (12:20)
2:0 Trzebunia - Szlembarski (19:49)
3:0 Kapica (24:46)
3:1 Krzyżek (29:10 w przewadze)
3:2 Kula – Malinowski (30:12)
4:2 Kapica – Żurawski (49:28 w podwójnej przewadze)
4:3 Krzyżek – Kwiatkowski (58:44 w osłabieniu)
4:4 Kula – Kwiatkowski – Krzyżak (59:34 w osłabieniu)
5:4 Plewa (65:00 karny)
MMKS Podhale: Klimowski (30:12 Polak) – Żurawski, Wikar, Kapica, Michalski, Plewa – Sarniak, Szlembarski, Jarczyk, K. Malasiński, Trzebunia – Sulka, Nykaza, Siuty, Długopolski, Worwa – Sokół, Valtonen, Pudzisz, Danel, Luberda. Trener Jacek Szopiński.
MOSM Tychy: Mentel – Kula, Zawalski, Ubowski, Grzegorczyk, Bunko – Kasperek, Sobecki, Kucharski, Ratajczak, Mużelak – Kwiatkowski, Malinowski, Kulpecki, Augustyniak, Pachut – Krzyżek, Langner, Tabaka, Chojęta. Trener Janusz Kwiatkowski.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian










