09.05.2020 | Czytano: 5623

Ocalić od zapomnienia: Zabójcze dyszle (+zdjęcia)

To już 27 lat jak nie ma go wśród nas. A wydaje się jakbyśmy wczoraj grali w siatkówkę na plaży w Gdańsku Brzeźnie, jakbyśmy wczoraj pili piwko w klubie Paradis i rozprawiali o jego legendarnych walkach w ringu. O jego sławnych dyszlach, ciosach prostych, którymi nokautował przeciwników. Jak ten czas szybko lecie!



 
Czempion, o którym już za życia krążyły legendy. Jedna dotyczy walki z amerykańskim pięściarzem, który rzekomo miał mieć w rękawicy podkowę. O kim mowa? O Stanisławie Piłacie. Jednym z nielicznych olimpijczyków z Podhala w sportach letnich.

 Piłat ( w środku) w otoczeniu córki Ewy i Stanisława Leśniowskiego

Z podkową w rękawicy?

Jedna z legend głosi, że Stanisław Piłat został pokonany w Chicago przez leworęcznego, czarnoskórego Amerykanina Thomasa, podczas meczu z USA w 1934 roku (25 maja), dlatego, że rywal miał w rękawicy podkowę!
 
Media tak wówczas pisały: „Amerykanin był znacznie wyższy i cięższy od naszego reprezentanta. Walka tych dwóch rywali rozgrzała widownię. To był godny finał meczu, przegranego przez Polskę 2:14 ( jedyne zwycięstwo odniósł Szapsel Rotholc, który pokonał Amerykanina włoskiego pochodzenia, Urso – przyp. aut). Piłat przegrał walkę, został wyrzucony z ringu piorunującym ciosem rywala, który miał w rękawicy... podkowę”.


 
Pan Stanisław wielokrotnie prostował rewelacyjnie doniesienia mediów, ale ta legendarna opowieść do dzisiaj krąży w bokserskim światku.
 
– Po prostu opuściłem gardę i trafił mnie idealnie, a trzeba przyznać, że przeciwnik miał kopyto w dłoni. Do tego momentu walka była wyrównana. Cios za cios, a padały potężne uderzenia z obu stron. Przeciwnik, mimo wagi, bardzo szybko i elegancko poruszał się po ringu. My byliśmy oszołomieni zmianą czasu i atmosferą jaka panowała w hali – tłumaczył.
 
Z tego sławnego meczu Piłat przywiózł wspaniałą pamiątkę – złoty pierścień z wyrytym wizerunkiem rękawicy bokserskiej, z którym nie rozstawał się do końca życia.
 
Bokser z przypadku
 
Urodził się w Nowym Targu. Jako młody chłopak należał do „Sokoła” i dużo ćwiczył. Uprawiał wiele dyscyplin, właściwie wszystkie poza boksem. Był lekkoatletą, grał w koszykówkę, fechtował szpadą (szermierka), próbował swych sił w gimnastyce, no i oczywiście w narciarstwie. Był niezwykle sprawny jak na swój wzrost i wagę. Modelowy atleta! Mówili na niego Apollo z Nowego Targu .
 
„ Z Nowego Targu przyjeżdża do Poznania doskonale zbudowany młodzieniec. Dwa metry wzrostu, 90 kilogramów wagi. W miejskiej marynarce i w góralskich portkach. Na nogach kierpce. Stanisław Piłat. Przywozi go osobiście szwagier, w góralskim stroju, w guni i z ciupagą, i mówi, że jego zdaniem ten chłopiec ma talent do bitki. No i tak zaczyna się kariera Piłata, który przez wiele lat będzie reprezentantem Polski wagi ciężkiej i w wielu dramatycznych meczach będzie zdobywał w ostatniej walce potrzebne do zwycięstwa punkty!” – tak boksera z nowotarskim rodowodem opisuje Tadeusz Olszański w książce „Rzecz o Feliksie Stammie. Została Legenda”.
 
Wyprawa Staszka do Poznania była z okazji sokolskiego kursu instruktorów sportowych. Szwagier uważał, że Staszek ma talent do „bitki” i zaprowadził go na salę Warty. Jeden z działaczy klubu, pan Suszczyński, późniejszy kapitan sportowy Polskiego Związku Bokserskiego, dostrzegł go podczas zajęć i natychmiast tchnięty intuicją zaczął namawiać młodego Apolla – bo taki mu nadano przydomek - by odwiedził salę bokserską poznańskiego klubu. Trener Feliks Stamm przyjął chłopaka z gór bardzo serdecznie. I do razu kazał mu się wziąć do pracy. Staszek z kursu do gór już nie wrócił.
 
Walczył z kowalami
 
Legendarny trener Feliks Stamm, gdy dostał w swoje ręce potężnie zbudowanego górala, zdecydował, iż nowotarski olbrzym będzie sparował ... z kowalami! – Jak ma jaja, to da im radę – stwierdził. Miał jaja, odwagę i potężny cios. Piłat stoczył z nimi kilka walk, trzech znokautował, a kowale, mający wielką krzepę „rozkwasili” mu nos. Debiut nie był udany, ale Piłat nie miał zbyt dużo czasu, by nauczyć się techniki, zwłaszcza obronnej.


 
- To były moje pierwsze kroki w boksie. Nie znałem technik obronnych, opuszczałem gardę – tłumaczył.
 
W marcu 1932 roku poszedł do wojska. Służył w pułku ciężkiej artylerii w Krakowie. W czasie służby jego ukochana Warta jechała na mecz do Lwowa. Otrzymał urlop i dołączył do kolegów. Kiedy wyszedł na ring było 8:6 dla lwowian i od wyniku jego walki zależał rezultat meczu. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz. Wiadomo, waga ciężka rozgrywana była jako ostatnia. Walczyło się wówczas w ośmiu kategoriach wagowych. Jego przeciwnikiem w tej walce był pięściarz pochodzenia żydowskiego, o bardzo silnym ciosie, Gros. Mówiono o nim, iż w swoim czasie zabił na ringu Godlewskiego. Miał rzeczywiście czym uderzać, o czym przekonał się Piłat już w pierwszym starciu, kiedy po celnej „bombie” upadł na kolana. Kto czym wojuje – od tego ginie i w następnej rundzie Gros nadział się na potężny prawy prosty tzw. dyszel Piłata i przegrał przed czasem. Warta zremisowała spotkanie.
 
- Nasze pojedynki zawsze dostarczały widowni niesamowitych emocji.  W tej wadze ciosy miały swoją moc. To nie był głaskanie, tylko walenie jak z młota. Głowy nam odskakiwały, pot zalewał oczy, ale parłem do przodu. Po porażkach wyciągnąłem wniosek, chociaż  to ja pierwszy oberwałem. Nie zdążyłem się zasłonić i upadłem na kolana. Ten cios o dziwo mnie zmobilizował i ostatecznie moje mocne ciosy docierały do celu, osłabiając rywala. Po ostatnim gongu moją rękę sędzia uniósł do góry – opowiadał.  
 
Reprezentacyjna przygoda

W drużynie narodowej Piłat zadebiutował 8 października 1933 roku podczas poznańskiego meczu z Czechosłowacją. Był to udany debiut. Polak pokonał Burgarta w trzeciej rundzie przez k.o.
Mało kto z nas pamięta, że Piłat reprezentował nasz kraj na berlińskiej olimpiadzie w 1936 roku. Stoczył tam w ćwierćfinale zacięty pojedynek z Urugwajczykiem Feansem, pulchnym pięściarzem, niższym od Staszka. Górala tacy przeciwnicy wyprowadzali z równowagi, nie lubił z nimi boksować. Piłat lubił, gdy go atakowano, bo wtedy mógł wyprowadzać swoje wspaniałe dyszle, czyli ciosy proste bite z obu rąk. Nowotarżanin przegrał walkę, co było wielkim rozczarowaniem, gdyż liczono na medal pana Stanisława. Że pójdzie śladami Stanisława Kiecala i zmiecie z ringu wszystkich Schmelingów, Baerów, Carnerów i Lousów.
 
Nie dobił się walki o olimpijskie trofeum, czy też mistrzostwo Europy, ale ceniono go za odwagę i siłę charakteru. Miał przecież w barwach biało –czerwonych kilka wspaniałych pojedynków.
 
Szkaradnie oszukany
 
Ostatnią bokserską walkę w karierze stoczył w 1939 roku podczas mistrzostw Europy w Dublinie, z odwiecznym rywalem, złotym medalistą olimpijskim z 1936 roku, Herbertem Runge. Nasz reprezentant nie miał szczęścia do niego. Pięć razy Piłat krzyżował z nim rękawice i zawsze musiał uznać jego wyższość. Dwa razy ewidentnie oszukali go niemieccy sędziowie. Wcześniej w meczu międzypaństwowym również walczył jak lew i szkaradnie go okradziono. Polska przegrała z Niemcami 5:11.
 
– Trafiałem go bardzo mocno, raz i drugi. Słaniał się na nogach i wydawało się, że po kolejnym ciosie zaliczy deski, ale sędzia dał mu odsapnąć. Rzekomo but mu się rozwiązał i przerwał walkę. W takim momencie. Do końca szedłem i biłem, cały czas byłem w ataku. Po walce wszyscy mnie pocieszali, że byłem lepszy, ale sędziowie inaczej walkę ocenili – wspominał Stanisław Piłat.
 
Niepokonany na krajowym ringu
 
Niepowodzenie na międzynarodowej arenie, powetował sobie na krajowych ringach, gdzie niepodzielnie panował w wadze ciężkiej. W 1934 roku zdobył pierwszy tytuł mistrza Polski i powtarzał ten wyczyn regularnie do 1939 roku. Ponadto pięciokrotnie, wraz z kolegami z Warty, sięgał po drużynowe mistrzostwo kraju. W 1936 roku, w poszukiwaniu lepszych warunków życia, przeniósł się na Śląsk, gdzie bronił barw Policyjnego Klubu Sportowego Katowice, także w ... szermierce, jako szpadzista.


 
Za metą
 
Potem wybuchła wojna i o boksie nie mogło być mowy. Piłat po różnych perypetiach wrócił w rodzinne strony. Jego kolejne losy za sportową metą związane były z Nowym Targiem i młodzieżą szkolną. Przez wiele lat, aż do emerytury, był nauczycielem wychowania fizycznego w nowotarskich szkołach. Założył też sekcję bokserską w miejscowym Starcie. Był sędzią narciarskim i lekkoatletycznym. Kochał sport i młodzież.


 
Piłat z fajką z przyjaciółmi na plaży w Gdańsku Brzeźnie

W 1971 roku byłem z nim na mistrzostwach Polski w boksie w Katowicach. Wtedy po raz pierwszy widziałem go płaczącego. Po sławnym incydencie, kiedy to Jan Szczepański rozeźlony na wszystkich, od widowni począwszy, a na jednym z działaczy skończywszy, wyrzucił medal poza ring. Staś wychowany w umiłowaniu wszystkiego co patriotyczne, polskie, wzniosłe i piękne, nie mógł przeboleć takiej profanacji złotego medalu i zachowania zaskakującego wszystkich.


 
STANISŁAW PIŁAT – urodził się 13 czerwca 1909 roku w Nowym Targu. Boksował w barwach Warty Poznań i PKS Katowice. W latach 1934-39 sześciokrotnie zdobywał tytuł indywidualnego mistrza Polski wagi ciężkiej. Pięciokrotnie, w latach 1932-36, sięgał z drużyną Warty po drużynowe mistrzostwo kraju. Uczestnik igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku oraz mistrzostw Europy w Budapeszcie, Mediolanie i Dublinie. W biało –czerwonych barwach stoczył 20 pojedynków, z których 9 rozstrzygnął na swoją korzyść, a trzy zremisował. W swojej karierze stoczył 170 walk, z czego 143 wygrał, 24 przegrał i 3 zremisował. Po wojnie nauczyciel wychowania fizycznego w nowotarskich szkołach. Zmarł 10 maja 1993 roku w Nowym Targu. Zasłużony dla Sportu Miasta Nowy Targ.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze

Lp Drużyna Mecze Punkty
1. Sokół Słopnice 13 36
2. Jarmuta Szczawnica 13 31
3. Zalesianka Zalesie 13 25
4. Turbacz Mszana Dolna 13 25
5. LKS Szaflary 13 23
6. Babia Góra Lipnica Wielka 13 19
7. AKS Ujanowice 13 18
8. Czarni Czarny Dunajec 13 17
9. Granit Czarna Góra 13 17
10. Krokus Przyszowa 13 15
11. Jordan Jordanów 13 13
12. LKS Rupniów 13 9
13. Laskovia Laskowa 13 7
14. Huragan Waksmund 13 6
zobacz wszystkie tabele
reklama