19.04.2020 | Czytano: 5062

Bogusław Górnik: Pozostaje czekać

- Powrót jest możliwy nie wcześniej niż za miesiąc – przyznał premier RP, Mateusz Morawiecki odnosząc się do sytuacji z dokończeniem sezonu piłkarskiego. Dodał, że o imprezach masowych na razie musimy zapomnieć.

Górnik Boguś

 
- Jaki wpływ na ligi niższe, amatorskie, mają cztery etapy znoszenia ograniczeń przedstawione przez rząd? – pytam Bogusława Górnika, wiceprezesa ds. organizacyjnych w Podhalańskim Podokręgu Piłki Nożnej.
 
- Żadne. Mamy czekać na decyzje PZPN i wojewódzkich związków. One zdecydują co dalej. Z naszym zdaniem nikt się nie liczy.  Nie możemy samodzielnie podejmować  żadnej decyzji.
 
- Czekać,  kończyć? Jakie jest twoje zdanie?
 
- Gdyby sytuacja z epidemią uległa zmianie, zaczęło wszystko wracać do normalności, to jestem za tym, by dokończyć rozgrywki. Wakacji w tym roku nie będzie, nikt nie będzie wyjeżdżał na wczasy, więc na naszym terenie grać można do sierpnia, do momentu rozpoczęcia nowego sezonu.  Wszystko jednak zależy od decyzji rządu. Wszystkie transfery są do 30 czerwca, a więc wszystkim zawodnikom musielibyśmy przedłużyć przynależność klubową do zakończenia rozgrywkę. Zrobiliśmy to za darmo, ale musielibyśmy mieć zgodę PZPN.
 
- Załóżmy, że sezon zostanie zakończony. Większość wojewódzkich związków optuje za takim rozwiązaniem. Są rozpatrywane trzy warianty zakończenia   – anulowania sezonu i przejście składu lig na kolejny sezon z początku rozgrywek 2019/20,    utrzymania awansów i spadków według stanu zastanego przed epidemią koronawirusa oraz powiększenie lig (awanse i bez spadków po rundzie jesiennej). Która opcja jest wam bliższa?
 
- Za ostatnią,  żeby liderzy awansowali i równocześnie nikt nie spadał. Czyli jesteśmy  za powiększeniem lig. W naszym podokręgu mamy taką możliwość. Okręgówka liczy obecnie czternaście zespołów, a więc jak powiększymy ją do szesnastu, to nic się nie stanie. W klasach niższych liczebność nie ulegnie zmianie.  Uważam, że te  kluby, które nie miałyby możliwości walczenia wiosną o utrzymanie zostałyby ukarane.
 
 
- W dobie nadchodzącego kryzysu nie boicie się powiększać lig poprzez brak spadków i awanse? Więcej meczów to zarazem więcej wyjazdów, dłuższy sezon i rozsądne koszty klubów.
 
-   Nie boję się o wiejskie kluby, bo działają na innych zasadach niż te z miasta. Tam chłopaki się skrzykną i problem znika.  Gorsza sytuacja jest z klubami z miasta. Bardziej się boję o KS Zakopane czy Podhale Nowy Targ,  uzależnione od pieniędzy rodziców,  jeśli chodzi o szkółki, albo od pieniędzy z miasta, czy jak w przypadku Podhala  od Wojasa.  Gdyby Wiesław Wojas nagle zakręcił kurek,   to Podhala nie ma. Na wsi jeśli sponsor dawał 2-3 tysiące złotych i powie „stop”, to znajdzie się inny, albo chłopaki zrobią zrzutkę na sędziów, na wyjazdy. Zresztą wyjazdy nie są dalekie, sąsiednie miejscowości. Odległości są niewielkie. Jeszcze przed pandemią  piłkarze dojeżdżali własnymi samochodami. Nie ma więc problemu.  Nie widzę niebezpieczeństwa. Więc o te kluby się nie boję. Tym bardziej, że Zbigniew Boniek zapowiedział, że w kolejnym sezonie kluby będą zwolnione w wszelakich opłat. Więc praktycznie zostaną im do zapłaty tylko sędziowie, no i paliwo na dojazd.
 
- Ale grania będzie więcej?
 
- Zmieścimy się, bo raptem doszłyby tylko dwie kolejki. To dotyczy tylko klasy okręgowej, bo w klasie A zostawilibyśmy taką samą liczebność drużyn, po awansach.
 
- Co w takim razie w Pucharem Polski?
 
- Pozostał nam  półfinał na naszym szczeblu rozgrywkowym. Dużo spotkań nam nie zostało. Gramy z rocznym wyprzedzeniem, więc jeśli się nie uda go dokończyć, to zrobimy to  na jesień, a troszkę później wystartujemy z następną edycją.
 
- Pozostają jeszcze ligi juniorskie.  To, że rozgrywki najmłodszych zostaną zakończone jest w zasadzie formalnością?
 
- Ostatecznej decyzji nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku jest najmniejsza szansa na dogranie sezonu.  Jeśli nie można chodzić do szkoły, to nie można grać w piłkę.  W większości rozgrywek  młodzieżowych system był jednorundowy oprócz juniorów starszych. Na wiosnę rozgrywki  miały być nowymi ligami. Dlatego nowe części sezonu po prostu nie ruszyła.  Uznajemy więc mistrzów z jesieni. Ale jak mówię, to już całkowita jurysdykcja PZPN.  
 
- Gdyby ligi miały ruszyć, to koszt takiego przedsięwzięcia byłby ogromny. Zapotrzebowanie na testy wyniosłoby 6% ogólnej puli testów w kraju! To bardzo dużo. Jeden z portali wyliczył, że 87 tysięcy złotych kosztowałoby mniej więcej przetestowanie wszystkich uczestników pojedynczego meczu.  Przed każdym meczem zawodnicy przechodziliby testy na koronawirusa. W dodatku liga grałaby bez publiczności.
 
- To może dotyczyć tylko lig zawodowych. Z tego co się orientuję, to chcą dokończyć sezon do drugiej ligi włącznie. Nie uwzględnia się rozgrywek na trzecim poziomie. Boję się, że kluby nie będzie na to stać.
 
Wojewódzkie związki są za zakończeniem rozgrywek. Oto opinie:
 
- Jestem przeciwnikiem dogrywania sezonu w niższych ligach. Zakończyć sezon i nie narażać ludzi.  Spójrzmy na grupy młodzieżowe – gdyby dzieciaki wyszły na trening, zaczęły pić z jednej butelki… Aż trudno pomyśleć. Nic amatorskiej piłce się nie stanie, gdy nie dogra sezonu. Nie próbujmy na siłę wyprowadzać amatorów i juniorów na boiska, zwłaszcza, że tak musieliby mieć trochę czasu, by się rozruszać, a nie wiemy kiedy trzeci etap zostanie wprowadzony w życie. Około 10 maja podejmiemy ostateczną decyzję co do rozgrywek amatorskich i juniorskich. Będę głosował za zakończeniem sezonu – to stanowczy głos Andrzeja Padewskiego, prezesa Dolnośląskiego ZPN.
 
Nie jest odosobniona. Tego samego zdania są włodarze śląskiego  i opolskiego  ZPN. O zakończeniu rozgrywek zadecyduje większość.
 
- Wystartowanie  w sierpniu z nowym sezonem jawi się dziś jako największe wyzwanie dla całego piłkarskiego środowiska. W A klasie masz się bawić,  a nie narażać ludzi na niebezpieczeństwo. Uważam, że należy zakończyć sezon z awansami, ale bez spadków. Po ustąpieniu pandemii zrodzą się nowe możliwości, nowe zasady. Kto powstanie? Kto da radzę się zorganizować? To będzie zupełnie nowe otwarcie, w nowej rzeczywistości gospodarczej i społecznej. Trzeba będzie nauczyć się inaczej funkcjonować – twierdzi Tomasz Grabowski, prezes Opolskiego ZPN.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama