21.03.2020 | Czytano: 3371

Domowy trening piłkarzy NKP

O czymś takim jak „home office” do tej pory w futbolu nie słyszano, chociaż trening domowy nie jest czymś wyjątkowym. Epidemia koronawirusa wywróciła piłkarski świat do górny nogami.



 
Sytuacja zmusiła sztaby szkoleniowe do zmiany tradycyjnego harmonogramu pracy i opracowania planów treningowych pod   danego zawodnika. Piłkarze zostali odesłani do domów, a przy tym dostali rozpiskę jak i ile mają trenować. I tak jest też w przypadku Podhala. 
 
Początkowo rozgrywki zostały zawieszone do 29 marca i na ten  okres przygotowane były indywidualne „wyprawki”. Piłkarze trenują w domach i są monitorowani.  Sytuacja zmieniła się dynamicznie. To  co było aktualne w czwartek, nazajutrz straciło ważność.
 
- Rozpiskę mieliśmy na dwa tygodnie, ale zmuszeni zostaliśmy, by ją zaktualizować. Dostosować do bieżącej sytuacji – mówi trener NKP Podhale, Marcin Zubek. -  Musimy reagować. Na ten moment mamy zamknięty stadion do 25 marca, ale przypuszczam, że ten okres zostanie wydłużony. Nie mamy gdzie trenować. Nie pozostaje nam nic innego tylko prowadzić zdalnie zajęcia indywidualne. Zawodnicy dostali  rozpiskę dwuczęściową. Pierwsza,  to zadania z użyciem różnego rodzaju sprzętu, który mają do dyspozycji. Główny nacisk położony jest na siłę.  Ci którzy mają rowerki stacjonarne, to na nich ćwiczą. Druga część poświęcona jest wytrzymałości. Robiona jest w terenie z zachowaniem środków ostrożności. Są to różnego rodzaju biegi, w zależności w jakim dniu i co chcemy osiągnąć. Jeden trening, sobotni,  odzwierciedla motorycznie mecz. Cechuje się intensywnością i objętością zbliżoną do meczu. Jeśli chodzi o monitoring, to mamy ten komfort, że każdy ma zestaw Polar. Na komputerze sprawdzam na bieżąco jak piłkarz  wykonywał zadane mu zajęcie. Każdy zawodnik posiada zegarek z nadajnikiem GPS i jestem w stanie ich na bieżąco kontrolować. Mam wszystkie dane na temat tętna, prędkości z jaką biegają…  Każdy też dodatkowo  dawkuje sobie typowe zajęcia  z piłką, bardziej na jej  czucie.  Mamy nadzieję, że po świętach będziemy mogli wznowić treningi grupowe.
 
Trening domowy co prawda nie jest czymś wyjątkowym. Wielu czołowych piłkarzy zatrudnia osobistych instruktorów i od strony sportowej jakoś sobie radzą. Ale futbol jest dyscypliną zespołową, a ta rządzi się swoimi prawami.  Trening domowy może tylko podtrzymywać formę fizyczną zawodników, ale hantle, ruchome bieżnie, rowerki stacjonarne nie zastąpią ćwiczeń w grupie.
   
- Ta sytuacja na pewno  nie jest komfortowa – przyznaje szkoleniowiec nowotarżan. -  Nikt nawet nie próbuje się oszukiwać, że zawodnicy zdołają utrzymać formę dłużej niż przez dwa czy trzy tygodnie. Na dłuższą metę tak nie da się działać. Robimy jednak  maksimum, które możemy zrobić. Wiadomo, że nie utrzymamy rytmu meczowego. Nie możemy też zrobić zgrania. Tylko wspólne ćwiczenia pozwolą na zgranie formacji, ustawienie się, przesuwanie, wyczuwanie intencji kolegów z boiska.  W każdej zespołowej grze jest to priorytetem. Nie chcemy zawodników narażać i zwoływać ich na tym etapie do grupy. Tym bardziej, iż mamy zawodników z różnych części kraju. To też jest problem.
 
Ogłoszono, że trzecia liga zawieszona została do 26 kwietnia. A więc przy optymistycznych prognozach rozgrywki ruszyłyby w pierwszy weekend maja. A to całkowicie burzy  harmonogram prac.  Stawia pod znakiem zapytania możliwość zakończenia zmagań 30 czerwca, bo PZPN wskazał ten dzień na zakończenie rozgrywek. Tymczasem ligowcy mają do rozegranie jeszcze 15 kolejek!  Jeśli liga ruszy w pierwszy weekend maja, to zostaje jej dziewięć weekendów.   Pozostałych sześć trzeba szukać w środku tygodnia.
 
- Nie wiemy jak PZPN zdecyduje - mówi Marcin Zubek. -    Być może dostanie wytyczne z UEFA o przedłużeniu sezonu w związku z odwołaniem EURO 2020.   Powiedzmy,  że przedłuży rozgrywki do końca lipca i zawodnicy automatycznie przedłużają kontrakty.  A od września rozpoczniemy nową ligę. To tylko gdybanie, co się stanie. Może być, że nie zagramy, bo okres epidemii  się wydłuży.
 
 To co wtedy? Zakończyć rozgrywki  z dorobkiem przed jej zawieszeniem? Słychać głosy, że nie będzie awansów i spadków.
 
- Uważam, że taka decyzja  wywołałaby wielką burzę w klubach, które zainwestowały sporo, by walczyć o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. W takich klubach jak  KSZO,  Motor  czy Wisła Puławy.  Zespoły z miejsc spadkowych zapewne nie miałyby pretensji.  Nie chcę za bardzo spekulować, bo nie jest to moją rolą. My robimy to co możemy robić, by w każdym momencie być optymalnie przygotowanym. Na resztę nie mamy wpływu - twierdzi  szkoleniowiec NKP.
 
Stefan Leśniowski
 
 

Komentarze

zobacz wszystkie tabele
reklama