21.12.2019 | Czytano: 2463

Ekstraliga mężczyzn: Emocje sięgały zenitu

Nowotarżanie przyzwyczaili nas, że od wielu lat dominowali w kraju. Nie było na nich mocnych. Z uśmiechem na ustach lali rywali.

Statystyki nie kłamią. W 22 czempionatach aż 19 razy stawali na najwyższym stopniu podium. Dorzucili do tego łącznie 25 medali w kolorze srebrnym i brązowym. Czas jednak nie stoi w miejscu. Przeciwnicy ostro wzięli się do pracy i w tym sezonie wygrywanie góralom przychodzi z wielkim trudem.

Nie inaczej było dzisiaj. Wicemistrz kraju – Szarotka – dzięki wyśmienitej pierwszej tercji ograł łodzian. Dwie pozostałe odsłony padły łupem gospodarzy. Wynik niepewny był do ostatniej sekundy.
O wiele trudniejsze zadanie czekało mistrzów. Górale gościli nad morzem, w siedzibie lidera. Przegrywali już 1:3, lecz zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wrócili z dalekiej podróży – jakby powiedział nieżyjący już komentator TVP, Jan Ciszewski.

AZS Politechnika Łódź – Gorący Potok Szarotka Nowy Targ 7:8 (1:5, 3:2, 3:1)
0:1 Widurski – Zacher (6:23)
0:2 Zacher (8:50)
0:3 Kozubal – Widurski (9:05)
0:4 Chlebda – Ryś (12:02 w przewadze)
1:4 Krawczyk – Fijałkowski (12:48 sygnalizowana kara)
1:5 Sikora – Słowakiewicz (16:31)
2:5 Fijałkowski – Krawczyk (25:46)
2:6 Ślusarek – Chlebda (26:42)
3:6 Kuźnik – Fijałkowski (30:08)
3:7 Kozubal – Jachymiak (34:57)
4:7 Hubicki – Laskowski (36:32)
5:7 Fijałkowski – Krawczyk (41:18)
5:8 Chlebda – Ossowski (56:31)
6:8 Kołodziejski – Krawczyk (57:36 w osłabieniu)
7:8 Kołodziejski – Laskowski (59:27 w przewadze, grając bez bramkarza)
AZS: Przybylski - Wroński, Fijakowski, Kołodziejski, Laskowski, Studziński, Hubicki, Tyczkowski, Kruk, Krawczyk, Michna, Kuźnik, Benkes, Lichota.
Szarotka: Udziela (M. Fryźlewicz) – Ossowski, Lech, Ligas, Chlebda, Sikora, Ryś, Ślusarek, Kozubel, Hamrol, Słowakiewicz, Zacher, Żabówka, Jachymiak, Niziołek, Widurski.

W pierwszej tercji uwidoczniła się przewaga wicemistrzów Polski. Nie tylko wynikowo, ale przede wszystkim w każdym elemencie unihokejowego rzemiosła. W 7 minucie otwarli wynik spotkania i potem już poszło. 15 sekund dzieliło drugą i trzecią zdobycz bramkową.

Na początku drugiej odsłony karnego nie wykorzystał Zacher i gospodarze zwietrzyli szanse. Nie dasz, dostaniesz. Sprawdziło się co do joty. Górale stracili bramkę, ale szybko odpowiedzieli. Trwała wymiana - cios za cios, na gol odpowiadano golem.
Gdy na początku trzeciej części gospodarze zdobyli gola, zaczął się ostry mecz. Na ławce kar ciągle ktoś przebywał ( 22 minuty kar!)

- Niektóre były dyskusyjne, niektóre za dyskusję. To jest nasza stała bolączka. Zawsze ktoś się odezwie w ferworze walki. Nie możemy zrozumieć, że jak sędzia gwizdnie, to nic nie da dyskusja, można tylko dostać karę. Niepotrzebne były to rzeczy. W meczach z lepszymi drużynami nieraz to się zemściło. Dzisiaj się udało – tłumaczy Lesław Ossowski.

Wydawało się, że gol Chlebdy w 57 minucie uspokoi atmosferę i mistrzowie Polski będą mieli otwartą drogę do zwycięstwa. Tym bardziej, iż jeden z graczy gospodarzy powędrował na ławkę kar. Tymczasem chwila nieuwagi górali i przeciwnik w osłabieniu zdobył bramkę. Mało tego. 33 sekundy przed końcem grał w przewadze, wycofał bramkarza i ten manewr przyniósł im kontaktowego gola. Na więcej mistrz już nie pozwolił.

- Pierwsza tercja świetna w naszym wykonaniu. Mogliśmy jeszcze co najmniej dwie bramki dołożyć. Rywal nie miał zbyt dużo sytuacji, a myśmy kontrowali. Od drugiej tercji zaczęło się dziać coś bardzo dziwnego. Popełnialiśmy mnóstwo błędów. Fakt, iż nie leżał nam parkiet. Graliśmy na innej nawierzchni niż na co dzień. Piłka skakała, mieliśmy problem z opanowaniem jej. To nas jednak nie usprawiedliwia, bo przy wyniku 5:1 powinniśmy spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku. Przestaliśmy grać konsekwentnie w obronie. Łódź zaczęła to wykorzystywać. Końcówka nerwowa. W połowie drugiej tercji kontuzji doznał Udziela i jego miejsce między słupkami zajął M. Fryźlewicz. Trzeba przyznać, że spisywał się bardzo dobrze. Ważne, że dał dobrą zmianę, bez błędu do końca. Szczęśliwie udało nam się wygrać. Zamykamy rok zwycięstwem. To był nasz cel, żeby dzisiaj wygrać. Punkty były nam bardzo potrzebne – podsumował Lesław Ossowski.

Olimpia Osowa Gdańsk – Górale Nowy Targ 4:5 (3:1, 1:3, 1:0)
0:1 Żuk – Pelczarski (7:57)
1:1 Rusiecki (13:40)
2:1 Kleister – Samson (15:49)
3:1 Kleister – Rusiecki (17:34)
3:2 Pazdro – Jaskierski (25:43)
3:3 Pelczarski – Barszczewski (29:05)
4:3 F. Bukowski – Barzowski (31:11)
4:4 Pazdro – Gotkiewicz (36:34)
4:5 Stypuła – Tomalak (44:06)
Olimpia: A Bukowski – Idzi, Barzowski, Kowalewski, Samson, Mazurek, Kleister, Żyła, F. Bukowski, Miszewski, Siwik, Rusiecki, Chmielewski, Damps, Łacny, Szarowski, Amerek.
Górale: Pawlik – Bisaga, Gotkiewicz, Barszczewski, Żuk, Vogel, Tomalak, Pazdro, Ciapała, Stypuła, Korczak, Pelczarski, Jasierski.

Niezwykle zacięte spotkanie, w którym mieliśmy prawdziwą huśtawkę nastrojów. Od przygnębieni, po euforię. Mistrzowie Polski świetne zaczęli. Prowadzili po golu Żuka, ale potem do głosu doszli unihokeiści znad morza. Trzy razy rozmontowali defensywę i bramkarza gości.

Ostra reprymenda w przerwie pomogła. Mistrzowie zaczęli grać czujniej w defensywie, chociaż nie ustrzegli się błędu brzemiennego w skutkach. Jednak na drugą przerwę schodzili przy nierozstrzygniętym wyniku. Zdołali odrobić straty, a na początku trzeciej odsłony Stypuła po raz pierwszy wyprowadził czempionów na prowadzenie i – jak się później okazało- było to zwycięskie trafienie.

- Ciężko wywalczone zwycięstwo. Z gry jesteśmy zadowoleni. Mieliśmy chwile przestoju w defensywie i to kosztowało nas utratę goli. Niestety mamy wielki problem ze skutecznością. Cieszymy się, że potrafimy sobie wypracować sytuacje golowe i jestem przekonany, że nadejdą mecze, gdzie ta skuteczność będzie lepsza. Cieszymy się, bo z trudnego terenu wywozimy cenne trzy punkty i utrzymujemy się w czubie tabeli, zmierzając do play off. Między innymi to zwycięstwo jest zasługą Pawlika, bo trzymał tyły. Aczkolwiek gdybyśmy wykorzystali stuprocentowe sytuacje, to mogliśmy wcześniej mecz zamknąć. A tak były emocje do ostatnich sekund spotkania – podsumował Bartosz Gotkiewicz.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama