05.07.2019 | Czytano: 2702

Rocky Warriors Cartel: Kalata przez poddanie

- Niech Michał nie sądzi, że będę dążył tylko do pojedynku kickboxersko – bokserskiego. Na pewno będę dążył do pokonania go przed czasem, nieważne czy przez KO czy TKO – tymi słowami zapowiadał swoją walkę Marcin Kalata.

Naprzeciw człowieka z gór, w Gdynia Arenie, podczas gali Rocky Warriors Cartel 3, w walce na zasadach MMA, stanął żołnierz z klubu Bersekers Team Szczecin, Michał Piwowarski. Zawodnik doświadczony w BJJ o czym może świadczyć złoty medal zdobyty na tegorocznych mistrzostwach Europy w brazylijskim jiu-jitsu. Szczecinianin, który świetnie radzi sobie w ju-jitsu i grapplingu, mówił, że jego atutami będą siła fizyczna, parter, zapasy.

- Lubię się bić stójce i zdecydowanie dobrze czuję się w tej płaszczyźnie walki. W parterze też sobie radzę. – mówił Marcin Kalata, wielokrotny medalista amatorskich mistrzostw świata w Las Vegas. Poprzez takie turnieje bardzo solidnie przygotowywał się do profesjonalnej kariery, którą rozpoczął rok temu od zwycięstwa z Kamilem Mindą. Walka w Gdyni Arena była jego drugą w zawodowej karierze.

- 2-krotnie z udziału w finale mistrzostw świata wyeliminowała mnie kontuzja ręki. Była złamana. W debiucie w 2014 roku miałem wielką szansę na wywalczenie tytułu IMMAF. A już po zawodowym debiucie znów trapiły mnie kłopoty zdrowotne, na szczęście jest już w porządku i w pełni gotowy pod każdym względem na „RWC 3” – powiedział góral Marcin Kalata.

Zawodnik trenujący u Wojciecha Hołego w NKSW Hoły Team Nowy Targ (wcześniej Spartakus Zakopane) po ważeniu okazało się, że jest cięższy od rywala. Ważył 108,5kg, podczas gdy jego rywal 106,2. Był też o 5 cm wyższy od zawodowego żołnierza ze Szczecina.

Pierwsza runda dla Piwowarskiego, który już w pierwszej minucie powalił górala i do końcowego gongu nie schodził z niego. Piwowarski, ekspert w parterze, próbował duszenia, ale Kalata bardzo dobrze się bronił.

Drugie starcie wypisz – wymaluj podobne do pierwszego. Kalata zaraz na początku nie potrafił zablokować ataku rywala na sprowadzenie do parteru. Szybko Kalata znalazł się na plecach i z góry obkładał górala ciosami.

Trzecia runda i kolejny raz Kalata dał się obalić i tak Piwowarski leżał na rywalu, który nie potrafił się uwolnić i wyjść do stójki. Kalata nie zadał ani jednego ciosu. Wydawało się, że nic się nie wydarzy, podobnie jak w poprzednich rundach, a jednak szczecinianin przygotował kończąca akcję i zastosował duszenie.

- Mój plan był, by szybko sprowadzić przeciwnika do parteru – mówi zwycięzca. - Kalata mocny jest w stójce i bicie się z nim w tej płaszczyźnie mogło być zabójstwem.

Stefan Leśniowski, Gdynia
Zdjęcie FB zawodnika
 

Komentarze







reklama