18.04.2019 | Czytano: 2197

Kopanie dołków (+statystyki)

Apetyt był większy, ale nie udało się. Nowotarski duet powtórzył wyczyn z ubiegłego roku.


Drużyna MMKS Podhale ponownie wywalczyła wicemistrzostwo kraju, a KS Górale zajęli miejsce najbardziej nielubiane przez sportowców. Unihokeistki z Nowego Targu dotychczas trzy razy zdobywały mistrzostwo kraju. Po raz pierwszy w 2001 roku stanęły na najwyższym stopniu podium. Nowotarżanki występowały wtedy pod szyldem UKS Skalni w połączeniu z Multi Kraków. Trenerem był Dariusz Gajewski, twórca kobiecego unihokeja w stolicy Podhala. Trzy lata później Szarotka cieszyła się ze złota. Na kolejny tytuł przyszło nam czekać dziesięć lat. Złoty medal wywalczyły zawodniczki Podhala. Nim sekcja kobiecego unihokeja trafiła do Podhala, dziewczęta reprezentowały barwy Gorców. W poprzednim sezonie drużyna z Podhala podzieliła się i obie występowały w ekstraklasie. Przed zakończonym niedawno sezonie – umownie – „starsze” występowały pod szyldem Górale. Na usta ciśnie się pytanie: dlaczego nie można w Nowym Targu stworzyć jednej, mocnej drużyny, która odebrałaby hegemonię Gdańskowi?

„Młodsze” ponownie z wicemistrzostwem

Podopieczne Arkadiusza Pysza walczyły dzielnie z utytułowanym zespołem z Gdańska, ale tylko przez 40 minut. W kolejnej odsłonie, po stracie trzeciej bramki, uszło z nich powietrze.

- Zawodniczki zostawiły serce na boisku, ale indywidualne błędy zdecydowały o porażce. Myśmy też mieli swoje okazje, ale świetnie broniła bramkarka z Gdańska. Cóż, mam młody, perspektywiczny zespół, który z każdym sezonem się rozwija. Mimo osłabienia, rotacji w składzie, zdołał awansować do wielkiego finału. To już jest wielki sukces – podsumował trener Arkadiusz Pysz.


Świetna zabawa

KS Górale zakończył sezon bez zdobyczy medalowej. O porażce zdecydowała fatalna trzecia tercja. Góralki z Jedynką Trzebiatów cztery razy obejmowały prowadzenie, ale bardzo szybko je traciły. Zabrakowało koncentracji po zdobytym golu. Po 40 minutach prowadziły 3:2, ale trzecią tercję rozpoczęły fatalnie, jakby zostały w szatni. Trzy szybko zdobyte gole przez drużynę znad morza, rozbiły całkowicie zespół Jacka Michalskiego. Do tego przegrały walkę z arbitrami.

– Byłem zniesmaczony pracą arbitrów w tym spotkaniu – zwierza się trener Jacek Michalski. - Nie byli przygotowani do prowadzenia meczu na styku. Dotychczas prowadzili mecze w grupach, bez presji i bez kibiców. Ten etap rozgrywek wyraźnie ich przerósł. Można przegrać, lecz nie można pod kimś kopać dołki. Po prostu ci arbitrzy nie nadali się do tej roboty.

Drużyna drugi rok z rzędu kończy zmagania na najbardziej nielubianym przez sportowców miejscu. Przed rokiem jeszcze w barwach Podhala. Wtedy lepszym zespołem od nowotarżanek okazał się Zbąszyń. Tym razem góralki wzięły rewanż i wrzuciły w półfinale ubiegłoroczne brązowe medalistki. Niestety, tym razem na ich drodze do medali stanął zespół z Trzebiatowa. Już w półfinale pokazał lwi pazur i napędził sporo strachy Podhalu, które do finału dostało się po karnych. Trzebiatowianki po dobrym początku trzeciej tercji rozkręciły się, nabrały takiego rozpędu, że zmiotły zespół z Nowego Targu.

- Szybka strata goli tylko nakręciła rywalki - twierdzi Jacek Michalski. – Przystąpiliśmy nieskoncentrowani do trzeciej części meczu. Nie mam pretensji do dziewcząt, bo był to dla nich trudny sezon. Grają z marszu, bo gra sprawia im przyjemność. Dla nich to świetna zabawa, niestety popsuta przez pracę sędziów. Dziewczęta angażują się w to co robią. Same zbierają pieniądze, same trenują, ale to nie to samo jak praca w grupie. Zabrakło zgrania, koncentracji w najważniejszych momentach. Chcą wygrywać, ale każdy element jest bardzo ważny. Taktyka i jej realizacja, a to wszystko szwankowało, bo nie pracowaliśmy w grupie. Naprawdę jestem pełen podziwu dla dziewcząt. Plusem jest, że mogły zagrać o brązowy medal. W sprawach organizacyjnych są świetne. Brakuje sportowego sukcesu, ale w tej lidze nie da się osiągać sukcesów bez systematycznych treningów w zespole.


Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama