06.01.2018 | Czytano: 1492

Kapelusze z głów przed Stochem! Znokautował rywali!

„Wspaniały”, „wielki”, „niezwykły”, „cudowny”, „Klasa sama w sobie” – komentatorzy prześcigali się w określeniach tego, co zrobił Kamil Stoch.

Polak znów na skoczni patrzył na wszystkich rywali z góry i po raz drugi z rzędu wygrał Turniej Czterech Skoczni. Powtórzył przy okazji wyczyn Niemca Svena Hannawalda sprzed 16 lat, skoczka, który wygrał wszystkie cztery konkursy TCS. Już nie jest sam, do „klubu” dołączył skoczek z Zębu. Pięknie się nam ten rok zaczął. Kamil Stoch skakał jak natchniony. „Rakieta z Zębu” miała nerwy jak ze stali. Pierwszy z gratulacjami pośpieszył... Hannawald.  Polak został też dziewiątym skoczkiem w historii, który obronił triumf w Turnieju Czterech Skoczni.

Po pierwszej serii na czele było dwóch naszych reprezentantów. Prowadził Kamil Stoch, a tuz za nim plasował się Dawid Kubacki. Różnice były minimalne. Pierwszy z wymienionych wylądował na 132,5 m, a drugi poszybował pół metra bliżej. Polaków nie zdołali wyprzedzić Stefan Kraft (130,5 m) i był trzeci, a czwarty Anders Fanemmel (130 m). Austriak tracił do Stocha 3,4 pkt., a Norweg 5 „oczek”. Do finałowej serii awansował również Stefan Hula ( 17 miejsce; 123,5 m) oraz Piotr Żyła (121 m), który przegrał pojedynek KO, ale wszedł z 26 rezultatem jako czwarty „szczęśliwy przegrany”. Niestety pozostali Polacy wypadli słabo. Spory zawód, nie pierwszy raz, sprawił nam Maciej Kot, któremu 113,5 m dało dopiero 41 miejsce. Przegrał nawet z młodziutkim Tomaszem Plichem, który wylądował na 3 metry dalej i sklasyfikowanym ostał 33 pozycji. Stawkę zamknął Jakub Wolny (97,5 m).

Kamil Stoch nie dał sobie odebrać zwycięstwa w drugiej, poleciał aż 137 metrów i wygrał czwarty konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Drugi był Anders Fannemel, który poleciał 139 metrów w drugiej serii, a trzeci Andreas Wellinger - 139,5 metra. Stoch poza zwycięstwem w TCS, został liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

- Bardzo się cieszę, w ostatnich dniach momentami byłem mocno zdenerwowany - wyjawił przed kamerami Eurosportu mistrz olimpijski z Soczi. - Nie można się całkowicie odciąć od doniesień mediów, momentami byłem bardzo zdenerwowany, ale chciałem po prostu dobrze skakać. Robić to z pasją, z uśmiechem, a nie za karę. Tak samo podchodziłem do konkursu. Skupiałem się na tym, żeby zrobić to, co mogę. Cieszę się, że zachowałem pewien rytm, systematyczność. Pora pomyśleć o tym, co dalej. To jeszcze nawet nie połowa sezonu.

Dawid Kubacki nie wytrzymał presji, z drugiego miejsca spadł w rundzie finałowej na dziewiąte. Skakał z niższej belki, ponieważ poprosił o to Stefan Horngacher. Osiągnął 127,5 metra. Piotr Żyła w drugiej serii poleciał 125,5 metra i to mu pozwoliło uplasować się na 23. pozycji. Swoją pozycję po pierwszej serii poprawił także Stefan Hula, który wylądował na 126 metrze. Najstarszy z naszych skoczków był ostatecznie 14.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama