- Widocznie co bym nie zrobił, to miejsca w kadrze dla mnie nie ma – dodaje.
Tymczasem sezon pokazał, że na nie zasłużył. Oczywiście wynikami sportowymi. Wygrane Slavic Cup), miejsca w ósemce 8 w Pucharach Kontynentalnych w Austrii, 14 miejsce na Uniwersjadzie w Kazachstanie na 30 km, podczas, gdy pozostali biało-czerwoni byli poza trzydziestką.
- Żaden Polak nie był nigdy tak wysoko na tym dystansie – mówi. - Wywalczyłem medale w mistrzostwach Polski, łącznie mam ich już 17. Do tego trzeba dorzucić zwycięstwa w Pucharze Polski. Zwycięski Red Bull (bieg zbójników) po raz drugi, szóste miejsce w rankingu PZN, ale tylko dlatego, że wybierają najlepszych osiem startów. Gdyby brali wszystkie starty, to wtedy uplasowałbym się ponownie na drugim miejscu w rankingu. Sprzeczny ranking, bo gdy ja wygrywam Puchar Kontynentalny Slavic Cup w Zakopanem, to dostaję 400 pkt, a jeśli kadra startuje na Słowacji w tych samych zawodach ( tej samej rangi) i zdobywa zawodnik czwarte miejsce otrzymuje 750 pkt! To jest jakieś nieporozumienie. Również Uniwersjada. Za 14 miejsce 450 pkt., natomiast zawodnik, który był poza 45 miejscem dostaje 500 pkt! Bo co? Bo jest w kadrze? Wniosek jest jeden, tam gdzie startuje Pradziad, to nie ma przelicznika punktowego, a tam gdzie startuje kadra taki przelicznik istnieje. Dlatego jestem szósty w rankingu, ale tylko po ośmiu wybranych biegach. Jeśli chodzi o cały sezon, to tych punktów uzbierałem na drugie miejsce. To jest bardzo przykre, ale niestety prawdziwe. Polskie biegi narciarskie tak niestety wyglądają. Działacze twierdzą, że stworzyli taki zapis w wytycznych, z którego można wyczytać, które zawody są punktowane bardziej, a które mniej. Szkoda, że w zeszłym sezonie nie sugerowali się tymi wytycznymi, z których wynika, że ośmiu zawodników w rankingu znajduje się automatycznie w kadrze PZN. Ale przecież nie mogli tego tak zrobić bo zły Pradziad był wtedy drugi, więc on i tak czy siak w kadrze nie będzie.
Stefan Leśniowski










