16.02.2016 | Czytano: 2199

Demon szybkości (+zdjęcia)

Śmiało można powiedzieć, że był to weekend Aleksandry Malinowskiej. W sobotę okazała się najlepsza na Polanie Szymoszkowej w zawodach Red Bull Zjazd na Krechę, a nazajutrz wygrała próbę szybkościową na Kotelnicy. Demon szybkości.

Malinowska w młodzieżowych kategoriach była kolekcjonerką medali w konkurencjach alpejskich. Była wielokrotna mistrzyni Polski juniorek młodszych i starszych. Aktualnie studiuje w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale nie porzuciła nart. Ściga się w zawodach Winter Cup, w których jest liderką klasyfikacji generalnej i jest blisko wygrania samochodu Audi A1.

- Narciarz amator może uczestniczyć w zjeździe na krechę? –pytam bohaterkę weekendu.

- Teoretycznie tak, bo nie obowiązuje żadna licencja. Nie trzeba mieć uprawnień, a jedynie kask, sprawne narty i dużo odwagi. Było dużo turystów, którzy popisywali się swoimi umiejętnościami i dobrze się bawili. To impreza bardzo widowiskowa i medialna. Była muzyka, gadżety. Zebrało się dużo przypadkowych osób. Wzięli udział w zjeździe, by na własnej skórze przekonać się, co czują uczestnicy startujący w zawodach. Ogromna adrenalina, ale i wielka satysfakcja towarzyszyła im, niezależnie od wyników. Praktycznie, aby wystartować w zawodach trzeba mieć, oprócz odwagi, umiejętności narciarskie i dobre przygotowanie fizyczne. Na krechę zjechać praktycznie każdy potrafi, problem polega z jakiego stoku. Niezbędne jest też przygotowanie fizyczne, bo trzeba dobiec 30 metrów do nart w kasku, zapiętych butach narciarskich, wpiąć się w narty i dopiero ruszyć na trasę. Żeby zjechać szybko bez skrętu trzeba być doświadczonym narciarzem.

- Taktyka zapewne odgrywa sporą rolę?

- Oczywiście. Jedni chcą być najszybsi na dobiegu, inni nadrabiali smarowaniem nart, bo Szymoszkowa jest płaskim stokiem. Były różne taktyki.

- Twoja wygrała.

- Tak. W zeszłym roku przepychałam się z dziewczynami, rozpychałyśmy się łokciami i wywróciłam się. Dużo straciłam. Tym razem postanowiłam odpuścić. Dobiegłam do nart jako czwarta bądź piąta. Muszę pochwalić serwismena, bo udało się wygrać smarowaniem nart. Wyprzedziłam wszystkie dziewczyny na płaskim odcinku.

- Z jaką prędkością prułaś do mety?

- Na tym stoku osiąga się prędkości w granicach 80-90 km/h, oczywiście na stromym odcinku.

- Co dało ci zwycięstwo?

- Oprócz satysfakcji także możliwość spotkania się w przyjaciółmi, szczególnie z Warszawy. Nagrody też były fajne z racji możnych sponsorów. Za zwycięstwo otrzymałam kamerę GoPro i sporo gadżetów. Ponadto testowałam narty. Cały czas jestem na testach i wybieram narty, które na danym odcinku lepiej się sprawują. Bardzo fajnie obsadzona impreza. Wydaje mi się, że najlepsza w kraju.

- W ubiegłym roku również wygrałaś.

-Tyle, że w Białce Tatrzańskiej. W tym roku wahałam się czy wystartować. Miałam obiekcje, bałam się, żeby nie odnieść kontuzji. Ostatecznie jednak zgłosiłam się do zawodów i nie żałuję.

- To był udany weekend, bo nazajutrz okazałaś się najlepsza w próbie szybkościowej.

- To pierwsza moja wygrana w nowej kategorii VIP. W niej nie jest łatwo o wygraną, bo startują doświadczone narciarki, na szybkich nartach. Udało mi się je pokonać. Znowu trafiłam ze smarowaniem, co było bardzo istotne.

- Osiągnęłaś prędkość 126,6 km/ h. To twój szybkościowy rekord?

- Miałam kiedyś szybszy przejazd, bodajże w granicach 130 km/h. Wszystko zależy od warunków.

- Odczuwasz strach?

- Jesteśmy w takim wieku, że z taką prędkością powinniśmy skręcać jeżdżąc supergiganty czy zjazdy. Taki zjazd na wprost nie robi wyrażenia. Są emocje, gdy dochodzi do hamowania. Trzeba wtedy „otworzyć” całą sylwetkę, by się zatrzymać. Jest wtedy konkretny, uderzający powiew. Na pewno więcej adrenaliny mają ci, którzy jeżdżą z prędkością 250 km/h. Dokonują tego na ściankach lodowca. Nie można tego porównać z naszą próbą w Białce Tatrzańskiej. Nie ta ranga, aczkolwiek wydaje mi się, że jak na ten stok, to prędkości są wysokie.

- Na jakim odcinku mierzona jest maksymalna prędkość?

- Muszę podkreślić, iż zawody rozgrywane były na trasie FIS, bardzo dobrze przygotowanej. Przede wszystkim równej co ma niebagatelne znaczenie dla bezpieczeństwa startujących. W próbie szybkości nie ma już żartów. W tych zawodach nie może każdy wystartować. Trzeba mieć licencję i umiejętności. Pomiar czasu odbywa się na 20 metrach. Rozpędzamy się i dokonuje się go na dole ścianki. Tam gdzie potencjalnie prędkości są największe.

- Co aktualnie porabiasz?

- Studiuję na Uniwersytecie Jagiellońskim. Są to studia azjatyckie, dalekowschodnie. Uczę się języka hindi, którym mówi się w Indiach. Poznaje gospodarkę tego regionu i politologię. Sport dalej jest w moim sercu. Nie odłożyłam nart na bok. Dalej się ścigam, chociaż musiałam ciut zwolnić obroty z racji rozpoczęcia studiów. Trenuję i planuję starty w zawodach FIS i mistrzostwach Polski. W tych ostatnich chciałabym stanąć na podium. Rozgrywane będą w Szczyrku na wiosnę i pogoda może pokrzyżować plany, tym bardziej, że tegoroczna zima nas nie rozpieszcza. Nie stoję w miejscu. Ścigam się w zawodach Winter Cup, w akademickich zawodach cyklicznych, w których można wygrać samochód Audi A1. O niego walczę. W dalszym ciągu jestem zawodniczką Firn Zakopane i działam w AZS UJ.

- Polskie narciarstwo alpejskie jest…

- Ciężki temat. Trzeba być mocno zdeterminowanym, żeby osiągać sukcesy. Wiele osób się poddaje na różnych etapach, głównie z powodów finansowych. Kadra działa jak chce, zabiera sobie na rok kogo chce i finansuje te osoby jak chce. Państwo w państwie.

Rozmawiał Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama