20.09.2015 | Czytano: 1044

Dwa oblicza mistrzyń (+zdjęcia)

Unihokejowe mistrzynie kraju pokazały w weekend dwa oblicza. W sobotę to złe, którego nie chcielibyśmy oglądać i nazajutrz prawdziwych czempionek, które zmiotły z parkietu beniaminka.

Chyba nikt nie przypuszczał, że mistrz w inauguracyjnym spotkaniu będzie męczył się z beniaminkiem. Przed meczem raczej panowały optymistyczne nastroje, a niektórzy przyjmowali zakłady na dwucyfrowy rezultat. Tymczasem nowotarżanki grały – jak to określiła jedna z zawodniczek – padlinę. Podania nie dochodziły adresatów, a jeśli już, to piłeczka odskakiwała od kija i przechwytywały ją rywalki. Po zgubionej piłeczce trzeba było sporo się nabiegać, by ją odzyskać. Góralki oddawały też sygnalizowane strzały i większość była blokowana lub padała łupem bramkarki. Gdy nic im nie wychodziło, zaczęły indywidualnych akcji, ale i tego nie przynosiły spodziewanego efektu. Nie wyciągnęły wniosków w dwóch goli zdobytych z dystansu. Tylko takie akcje miały szanse powodzenia, bo przyjezdne zagęściły strefę pod swoją bramką i trudno było się przez nią przebić. Z kolei, gdy przechwyciły piłeczkę, próbowały kontratakować. Trzeba przyznać, że kilka napędziło sporo strachu miejscowym, a dwie kontry zakończyły się golem.

Dopiero w trzeciej tercji przez moment gospodynie zagrały na miarę mistrza, ale wtedy – jak na złość – marnowały nieprawdopodobne sytuacje. Zwycięskiego gola zdobyła kapitan S. Lech w 50 minucie, z kontrataku. Mimo sporej przewagi w końcówce zwycięstwa już nie powiększyły.

- Jeśli ktoś nie ma głowy, to walczy nie tylko z przeciwnikiem, ale także z sobą – przekonuje trener Jacek Michalski. – Pięć minut dobrej gry okazało się za mało. Ciągle powtarzam „grajcie piłką”, ale wszystko robią odwrotnie. Młody zespół rywalek mądrością w grze uzyskał bardzo dobry wynik. Technicznie niezła drużyna, a do tego dziewczęta włączyły głowę. Stworzyliśmy masę świetnych sytuacji i aż trudno zrozumieć, że piłeczka nie chciała wpadać do siatki. Są takie czasem mecze. Trzeba się cieszyć z trzech punktów.

W rewanżu mistrzynie pokazały złość. Nie było lekceważenia przeciwniczek. Od pierwszego gwizdka skupione i skuteczne. Po 20 minutach prowadziły 6:1, a bramkę przyjezdne zdobyły przy stanie 5:0. Losy spotkania zostały praktycznie rozstrzygnięte, chociaż były obawy, bo kobieta zmienną jest, czy dziewczęta w kolejnych odsłonach nie pofolgują. Częstotliwość goli spadła, ale nada miały pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku.

- Gra była bardziej zaplanowana, taka jaką chcę, żeby zespół grał – twierdzi Jacek Michalski. – Zdecydowanie więcej graliśmy piłeczką, trzymaliśmy ją, nie oddawaliśmy przeciwnikowi. Stwarzaliśmy sobie sytuacje, część wykorzystaliśmy, część się nie udało. To początek sezonu i dziewczęta muszą uczyć się gry. Takie mecze zawsze są trudne.

MMKS Podhale Nowy Targ – Ambra Ożarów 3:2 (1:1, 1:1, 1:0) i 12:2 (6:1, 3:0, 3:1)
Bramki dla Podhala: Siuta, Grynia, S. Lech (I mecz); Fuła 4, Florek 3, Florczak 3, Krzystyniak, samobójcza (II mecz).


MMKS Podhale: Tomczyk – Grynia, Z. Lech, Fuła, Mamak, Krzystyniak – S. Lech, Dębska, Siuta, Florczak, E. Bryniarska – Florek, Sopiarz. Trener Jacek Michalski.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama