Katarzyna Fuła, unihokeistka mistrzowskiej drużyny MMKS Podhale. Nietuzinkowa zawodniczka, mająca to „ coś” w sobie, co zjednuje jej sympatię. Śmiało można powiedzieć, że był to jej sezon. Zaraz po zdobyciu mistrzostwa Polki napisała na Facebooku – „marzenia się spełniają”.
- Jak długo czekałeś, by się spełniły? – rozpoczynam z nią rozmowę.
- Odkąd zaczęłam uprawiać unihokej. W końcu po to się ciężko trenuje, by z tego była jakaś satysfakcja. W sporcie satysfakcjonujące mogą być tylko osiągnięcia. A ja w tym sezonie zdobyłam z drużyną mistrzostwo kraju, zostałam drugą najskuteczniejszą zawodniczką ligi i doceniona przez najwyższe władze nagrodą Kryształowej Kuli. Duże uznanie. Nagroda dla najlepszej zawodniczki dała mi wielką motywację, żeby pracować jeszcze mocniej. Przyznaję, że to najlepszy sezon w mojej dotychczasowej karierze. Lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Bardzo długo czekałam, żeby poczuć smak złota.
- Jedno z marzeń mogło się spełnić przed rokiem. Mistrzowska korona była na wyciagnięcie ręki. Finał przegrałyście w końcówce na własne życzenie.
- Tak czasem bywa, że jeden błąd, jedna bramka decyduje, że ktoś się cieszy, a ten drugi się smuci. Taki jest sport, są wygrani i przegrani. W tamtym finale byłyśmy zespołem lepszym przez większą część meczu, ale niestety, ta fatalna końcówka na własne życzenie odebrała nam radość ze złota. To była dla nas bolesna lekcja, ale przyrzekłyśmy sobie, że to już się nie powtórzy. Nie popełnimy tego samego błędu. Wyciągnęłyśmy wnioski i pokazałyśmy, że nie rzucamy słów na wiatr.
- Marzeń nigdy nie za wiele. Jedne się spełniają i myśli się o kolejnych.
- To prawda. W sporcie zawsze powinien być ten następny krok. Wspomnienia są miłe, ale życie przed nami. Teraz marzy mi się udział w grudniowych mistrzostwach świata w Finlandii. W tym kraju jeszcze nie byłam, ale to nie o to chodzi, to byłby kolejny krok w mojej karierze.
- Trudno sobie wyobrazić drużynę narodową bez drugiej najskuteczniejszej zawodniczki w lidze. 57 punktów to imponujący wynik, który nie wymaga komentarza.
- Można zdobywać gole, ale nie pasować do koncepcji trenera. O tym czy znajdę się w ekipie biało –czerwonej zadecydują trenerzy po turniejach Polish Cup i w Niemczech.
- W kadrze zamiata nowa miotła, szwedzka. Wprowadziła coś nowego w taktyce, w rozgrywaniu stałych fragmentów gry…
- Dużo się zmieniło. Próbuje wszczepić nam swoją wizję unihokeja, wprowadzają najnowsze zagrywki i rozwiązania taktyczne. Inaczej działa. W kwalifikacjach do mistrzostw świata wprowadziła grę z Indianinem, który zaskoczył najpierw nas, a potem rywalki. To jej system gry zaowocował awansem.
- Załóżmy, że jedziesz na mistrzostwa świata. Będzie ktoś tam do ugryzienia?
- To jest zbyt odległy temat, by snuć plany. Nie wiadomo w jakich składach i dyspozycji będą nasze rywalki. Jak będziemy przygotowane do turnieju.
- Tytuł mistrza Polki zobowiązuje. W ubiegłym sezonie dostałyście się do finału Pucharu Europy, ale w nim nie wystąpiłaś.
- Nie mogłam pomóc koleżankom. Prosto z Gdańska, po meczu ligowym udałyśmy się do Skandynawii. W pierwszym gdańskim meczu, już w 5 minucie, nabawiłam się kontuzji. Początkowo wydawało się, że uraz jest niegroźny. Tymczasem okazało się, że nie mogę zagrać. Było mi żal, że nie mogę pomóc koleżankom. Nie zawiodły oczekiwań tych ludzi, którzy nam pomogli. Gdyby nie słaba skuteczność, to można było wygrać jedno ze spotkań. Niemniej piąte miejsce to spory sukces jak na debiutancki w tej imprezie. Może w tym roku pójdzie nam lepiej.
- Fuła, Floczak i Timek- atak jak marzenie. Tymczasem został rozbity.
- Tego żadna z nas się nie spodziewała. Przez chwilę było nam przykro, że nie możemy ze sobą grać, bo świetnie funkcjonowałyśmy. O zmianie zdecydował trener. Chciał spróbować czegoś innego. Chciał, by każdy atak mógł dobrze funkcjonować. W nowej formacji też dobrze się dogadywałyśmy.
- Kto wymyślił powiedzenie Kasia „Złotko” Fuła?
- Ja. To było takie spontaniczne po zakończeniu finału. W euforii zażartowałam i wszyscy to szybko podchwycili.
- Nie dla unihokeja w igrzyskach olimpijskich w 2020 roku. Federacja starała się, złożyła aplikację, ale została odrzucona. Żal?
- Pewnie, że żal. Miałam nadzieję ,że jeszcze podczas mojej kariery znajdę się w olimpijskiej rodzinie. Pewnie władze będą nie raz jeszcze próbowały wcisnąć się, by nasza dyscyplina zaistniała w igrzyskach olimpijskich.
- Gdybyś nie grała w unihokeja, to uprawiałabyś jakiś inny sport?
- Dużo miałam możliwości uprawiania innych sportów. Próbowałam biegać, grać w piłkę ręczną, ale unihokej bardziej mnie przekonał. Teraz nie zmieniłabym go na inny sport. Unihokej dla mnie jest wyjątkowym sportem, mimo kontuzji i wielu nieprzyjemnych sytuacji. Obecnie dostałam zajawkę na fitness. Jak czas pozwoli to nowe zainteresowania będę bardziej rozwijać. Obecnie studiuję w Nowym Targu i czasu na inne rzeczy nie mam zbyt wiele. Jak go wygospodaruję, to siadam na rower bądź zakładam rolki i… jazda w świat.
Stefan Leśniowski










