Na jesieni w Waksmundzie Szaflary wygrały 1:0 teraz u siebie też jedną bramką 2:1. Mecz nie był porywającym widowiskiem to był taki typowy mecz ligowy. Było w tym meczu dużo walki, ale mało sytuacji bramkowych. Po pierwszych 10 minutach gdy piłka wędrowała od jednego pola karnego do drugiego posyłana tam przez obrońców szansę na zdobycie gola stworzyli sobie gospodarze. Po wymianie podań pomiędzy Baboniem a Gogolakiem ten pierwszy znalazł się sam przed bramkarzem Huraganu ale zbyt daleko wypuścił sobie piłkę i Rejczak sprzątnął mu ją z przed nogi. W miarę upływu czasu gry zaznaczała się przewaga gospodarzy. W 22 minucie Zubek choć mógł wyprowadzić piłkę z przed swojego pola karnego wykopnął ją na oślep. Futbolówkę przechwycili gospodarze i lewą stroną atak przeprowadził Joniak. Wybić piłkę mógł mu B. Drożdż, ale zawahał się i Joniak zagrał w pole karne, tam do podania wystartował Gogolak i uprzedzając obrońcę Huraganu wpakował futbolówkę z bliska do siatki. Od tego momentu zarysowała się przewaga Szaflar. Dobrej pozycji do podwyższenia wyniku nie wykorzystał Gogolak uderzając piłkę nieczysto z woleja także wypuszczony przez Babonia w bój F. Kamiński strzelając nie trafił do dalszego rogu. Po centrze Gogolaka niecelnie główkował także Joniak. W końcówce pierwszej połowy zaatakował Huragan ale z tego naporu nic nie wynikło. Po zmianie stron znowu gospodarze stworzyli sobie niezłą okazję do zdobycia gola. Z przed pola karnego do Babonia podawał F. Kamiński. Tę zagraną piłkę Baboń przyjął na klatkę piersiową i uderzył na bramkę, ale nieznacznie chybił. W 57 minucie niegroźna akcja Szaflar przyniosła gospodarzom drugiego gola. Kłosowski po prowadzeniu piłki lewą flanką nie mając innego wyjścia zagrał w pole karne. Tam piłkę chwycił Rejczak po czym ja wypuścił. Stojący za Rejczakiem Gogolak kopnął futbolówkę do pustej bramki. O dziwo po tej straconej bramce goście zaczęli grać odważniej i agresywniej. I ta strategia przyniosła waksmudzianom kontaktową bramkę. Zagraną ze środka boiska piłkę przejął Maciej Handzel ograł Rusnaka i po krótkim prowadzeniu kropnął mocno z lewej nogi z 16 metrów. Nykaza nawet nie zareagował i musiał wyciągać piłkę z siatki. Natychmiast mógł się gościom zrewanżować Kłosowski, który dostał podanie za obronę Huraganu. Był sam przed Rejczakiem i nawet uderzył na bramkę tyle, że zbyt lekko i tym razem Rejczak nie miał problemów z chwytem. W końcówce meczu Huragan mocno przycisnął i przynajmniej dwukrotnie piłkarze z Waksmundu mogli doprowadzić do wyrównania. Za pierwszym razem po zagraniu z rzutu rożnego nie dostawił nogi do piłki Handzel i futbolówka odbiła mu się od kończyny. Za drugim razem po akcji w polu karnym nagle przed Nykazą znalazł się dwu futbolistów Huraganu. Piłkę na klatce piersiowej zgasił T. Mroszczak, ale zamiast kopnąć ją do bramki czekał aż uczyni to będący bok Mozdyniewicz. Niezdecydowanych piłkarzy Huraganu wyręczył Nykaza sprzątając im piłkę spod nóg. Tym sposobem wicelider z Szaflar zainkasował komplet punktów

Po meczu powiedzieli. Stanisław Budzyk trener Szaflar: - Był jak to zwykle bywa w derbach typowy mecz walki. Nie ważny w tym spotkaniu był styl piękno gry liczyły się tylko punkty i te udało się nam zainkasować w komplecie. Uważam, że zasłużenie. Niepotrzebnie w końcówce spotkania daliśmy się zepchnąć do obrony stąd było trochę nerwowo.
Bartłomiej Walczak trener Huraganu: - Pomijając drugą kuriozalną bramkę, którą straciliśmy to w pierwszej połowie zagraliśmy bardzo bojaźliwie za mało agresywnie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Pozytywnym akcentem tego meczu był to, że po stracie drugiego gola zawodnicy nie załamali się i podjęli walkę. Strzeliliśmy tylko jednego gola, ale mieliśmy co najmniej dwie znakomite szanse na doprowadzenie do remisu. Uznaję, że gospodarze wygrali zasłużenie, ale mogliśmy i powinni z tego spotkania wyciągnąć korzystniejszy wynik.

LKS Szaflary – Huragan Waksmund 2:1 (1:0)
1:0 Gogolak 22,
2:0 Gogolak 57,
2:1 M. Handzel 69.
Sędziował Mariusz Wrażeń z Gorlic.
Żółta kartka: Siuty.
Widzów 150.
Szaflary: Nykaza – Rusnak (88 Szulc), Gogolak, Szczerba, Jarząbek, Baboń, F. Kamiński, Joniak, B. Marek (9 Strama), Bielański (53 Kłosowski), Kurańda (70 Hajnos).
Huragan: Rejczak – M. Handzel, B. Handzel, Cyrwus, K. Potoczak, B. Mroszczak (67 T. Mroszczak), P. Zagata (60 Maciasz), Zubek, B. Drożdż, Siuty (46 Mozdyniewicz), W. Zagata.
Tekst Ryb
Zdjęcia Krzysztof Grabacz
Na mecz do Korzennej piłkarze Jarmuty Szczawnica pojechali bez swego trenera Jerzego Grabary, który walczy z ciężką chorobą. Czy ta sytuacja czy też zwyczajny pech spowodował to, że drużyna z miasta zdrojowego mecz przegrała. Co więcej jedyną bramkę w tym meczu gospodarze uzyskali po rykoszecie od nogi Labidiego.

Problemy Jerzego Grabary zmusiły zarząd Jarmuty do przynajmniej chwilowego rozwiązania sytuacji z obsadą funkcji trenera. To zadanie powierzono piłkarzowi Jackowi Pietrzakowi, który właśnie kończy studia na krakowskiej AWF i uzyskał już kwalifikacje trenera II klasy. Niestety debiut w nowej roli temu piłkarzowi się nie udał. Jarmuta na początku zagrała asekuracyjnie chcąc wybadać siłę i możliwości rywali. Okazało się, że gospodarzy nie są groźni zatem futboliści ze Szczawnicy zaatakowali zdecydowanie. I natychmiast zaczęły się mnożyć okazje do zdobycia bramek po stałych fragmentach gry, których podopieczni grającego trenera mieli co chwilę. Między 15 a 25 minuta szanse na zdobycie bramek właśnie po zagraniach z rzutów rożnych miał Pawełczak, ale obie jego główki oddawane z dobrych pozycji były niecelne. W 32 minucie z kolei akcję lewym skrzydłem przeprowadził Jacek Pietrzak, ograł obrońcę i chyba pośpieszył się ze strzałem bo ostatecznie nie trafił w światło bramki. Na drugą część meczu drużyna z Pienin wyszła z nastawieniem na frontalny atak i zepchnęła zespół gospodarzy do głębokiej defensywy. Cóż z tego skoro wszystkie zagrania były z reguły mało precyzyjne i wynik się nie zmieniał. Kluczwa dla wyniku spotkania była chyba 65 minuta meczu gdy Labidi dostał idealne podanie od Marcina Pietrzaka. Popędził na bramkę gospodarzy i mógł zrobić wszystko łącznie z minięciem bramkarza, ale strzelił i nie trafił w bramkę. Gospodarze po tak szczęśliwym zdarzeniu przeprowadzili atak w którym jeden z ich piłkarzy zdecydował się na strzał zza pola karnego. Piłka pewnie wyszła by na aut bramkowy, ale Labidi chciał zablokować ten strzał. Futbolówka odbiła się mu od golenia i wpadła do siatki. Dasza część meczu to były już desperackie ataki Jarmuty ale tak jak w całym spotkaniu także w końcówce meczu czegoś do skutecznego wykończenia akcji brakowało. W tych pechowych okolicznościach Jarmuta doznała porażki.

- Czujemy po tym meczu duży niedosyt. Zabrakło szczęścia, które z kolei dopisało naszym rywalom. W przekroju całego spotkania to my byliśmy stroną która dyktowała warunki gry. Gospodarze ograniczali praktycznie do defensywy. Postawili zaporę na własnej połowie i rzadko udawało się nam ją sforsować aczkolwiek sytuacji strzeleckich mieliśmy sporo. Po stracie bramki postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Zagraliśmy na 3 napastników. Gospodarze praktycznie nie przekraczali własnej połowy. Efektu w postaci gola to jednak nie przyniosło i musimy przełknąć gorzką pigułkę - podsumował ten mecz Jacek Pietrzak.

ULKS Korzenna – Jarmuta Kolex Szczawnica 1:0 (0:0)
Jarmuta: Truchoń – Hrydziuszko, Babik, Diop, Ciesielka – J. Pietrzak, M. Pietrzak, Mlak (55 Mastalski), Labidi (68 Borucki) – Pawełczak, W. Wiercioch.
Tekst Ryb
Zdjęcia Wojciech (Rzusto)










