O ile można zrozumieć absencję dwóch Maciejów – Kreczmera i Staręgi – którzy w niedzielę wystartują w sprincie drużynowym, o tyle nieobecność pozostałych naszych reprezentantów mocno dziwi. Do Falun pojechało pięciu polskich biegaczy. Po co? Na wycieczkę? Tłumaczenia trenera Janusza Krężeloka, że zawodnicy nie prezentują odpowiedniej formy, bardzo dziwią. teraz sie o tym dowiedział?
Rywalizacja w męskim skiathlonie w Falun przyniosła dużo emocji, choć początkowo przebiegała według znanego scenariusza. Zawodnicy długo biegli w grupie, a walka o medale rozgorzała na ostatnich kilometrach. Po zmianie nart na półmetku dystansu, na prowadzeniu znalazł się Alex Harvey przed Francuzem Gaillardem i Rosjaninem Biełowem. W części łyżwowej to właśnie Kanadyjczyk najczęściej prowadził, starając się gubić kolejnych rywali. Grupa z czasem malała, a po 25 km biegu na czele pozostało 12 biegaczy. Na ostatnim kółku zaatakował Dario Cologna. Szwajcar chciał uciec na podbiegu niczym Therese Johaug w rywalizacji kobiet, ale za jego plecami utrzymali się Rosjanin Maksym Wylegżanin i Norweg Dirik Toenseth. Cologna, trzykrotny mistrz olimpijski, spróbował na końcowych metrach powalczyć o złoto. Minimalnie odrabiał straty do lidera biegu, ale zabrakło mu kilku metrów, aby wyprzedzić Rosjanina, który może pochwalić się trzeba srebrnymi krążkami zimowych igrzysk.
Stefan Leśniowski









