KS Zakopane – Rylovia Rylova 0:1 (0:0)
0:1 Sady 77.
Sędziował: Marcin Ciepły z Krakowa.
Żółte kartki: Stasik, Floryn – Strama, Motylski, Kuboń, Smęda.
Czerwona kartka Smęda 90+3 za drugą żółótą.
Wodzów 200.
Zakopane: Dziedzic – Floryn, Gubała, Murzyn, Frasunek (50 Wesołowski), Stasik, Drabik, Leniewicz, Bachleda, Ustupski (71 Walczak-Wójciak), M. Grela.
Rylovia: Baran – Hebda, Greń, Motylski, Strama, Kuboń, Smęda, Pietrzak, Sady, Wilk, Chmielowski..
Ten wynik z outsiderem a i gra zakopiańczyków nie pozostawiają wątpliwości, że gorzej już z zakopiańskim futbolem być nie może.
Goście pod Tatry przyjechali „gołą” jedenastką, trener i kierownik drużyny. I taki „potencjał” wystarczył aby ograć gospodarzy. Mając taką „siłę” goście zapewne marzyli aby nie doznać upokarzającej klęski a tymczasem piłkarze Rylovii wywieźli z Zakopanego nie tylko piękne wrażenia estetyczne ośnieżonych szczytów Tatr skąpanych w jesiennym słońcu ale także pewnie co dla nich ważniejsze komplet punktów. Już początek spotkania wskazywał, że to nie będzie spacerek dla gospodarzy. Piłkarze KS Zakopane od pierwszego gwizdka sędziego grali nerwowo. Wprawdzie strzelali często, ale na ogół były to strzały z gatunku tych „Panu Bogu w okno”.W 21 minucie dalekie podanie na lewe skrzydło trafiło do nieobstawionego Marcina Greli, który wbiegł z piłką w pole karne ograł obrońcę i w sytuacji sam na sam z 7 metrów strzelił w bramkarza. Chwile później „Mały” (piłkarska ksywka Marcina Greli) był w jeszcze lepszej sytuacji bo na wprost bramki i mijając obrońcę gości został zahaczony w polu karnym ale kopnął piłkę na bramkę. Lecąca lobem piłka trafiła w poprzeczkę i obrońcy Rylovii wyekspediowali ją w pole. Sędzia jednak rzutu karnego nie podyktował. Do przerwy więcej emocjonujących sytuacji nie było. Było za to wiele niecelnych zagrań i strzałów. Początek drugiej części meczu też nie zapowiadał zmiany jakości gry zakopiańczyków bo w 53 minucie po dośrodkowaniu Stasika rozpędzony Wesołowski staranował Ustupskiego. Minutę później goście przeprowadzili akcję w której Smęda oddał strzał na bramkę. Było to pierwsze celne uderzenie piłkarzy Rylovii na bramkę gospodarzy w tym meczu, ale ten strzał na róg sparował Dziedzic. W 62 minucie po dośrodkowaniu Wesołowskiego z przewrotki na bramkę gości strzelał M. Grela. Uderzenie efektowne tyle, że niecelne. W 65 minucie M. Grela otrzymał prezent od obrońców Rylovi i czy był tym prezentem tak zaskoczony, że w sytuacji sam na sam wypuścił sobie piłkę tak daleko, ze w żaden sposób nie był w stanie do niej dojść przed bramkarzem. W 77 minucie doszło na zakopiańskim obiekcie przy ul. Orkan do prawdziwej katastrofy dla gospodarzy. Do dalekiego podania tuż przed końcową linia boiska doszedł Chmielowski i ratując piłkę przed opuszczeniem boiska kopnął futbolówkę w kierunku bramki. Lecącą lobem piłkę końcami palców podbił Dziedzic ale ta nadal znajdowała się w świetle bramki, dopadał do niej pozostawiony bez krycia Sady i wpakował do pustej bramki. Końcówka spotkania to rozpaczliwe ataki gospodarzy aby doprowadzić przynajmniej do remisu. Były to z reguły zagrania schematyczne obliczone raczej na szczęście niż na wymanewrowanie przeciwnika. Nie udało się i sensacja stała się faktem.
- Myślę, że z pośród autorów tego słabego widowiska najsłabsza była trójka sędziów. Należał się nam ewidentny rzut karny. Inna sprawa, że nie potrafiliśmy rozegrać piłki w środku pola, graliśmy nerwowo co oczywiście jest wynikiem naszej pozycji w tabeli. Nie muszą dodawać, że jest mi przykro w powodu tej porażki - podsumował spotkanie trener KS Zakopane Marian Tajduś.
Skalnik Kamionka Wielka – Watra Białka Tatrzańska 1:2 (0:0)
Bramki dla Watry: P. Duda 58, Drobnak 70.
Watra: Szewczyk – Drobnak, Zinyak, Zientara, Kuszczak – Rabiański, P. Duda, D. Duda, Kuchta – Zubek, Gryboś.
Piłkarze Watry Białka Tatrzańska w meczu 13 kolejki rozgrywek grupy wschodniej IV ligi pokonali w Kamionce Wielkiej drużynę Skalnika 2:1.
Po ubiegłotygodniowej wygranej Watry z Jastrząbką trener Janusz Niedźwiedź niezadowolony z gry swoich podopiecznych zapowiedział wnikliwą analizę gry i jeżeli ta analiza przyniosła kolejną wygrana to tylko chwała szkoleniowcowi. Inna sprawa, że pozyskanie P. i D Dudów podniosło jakość wyjściowej jedenastki Watry. Mecz rozstrzygnął się w drugiej połowie, w której padły wszystkie gole. W 58 min Watra objęła prowadzenie, po szybkiej kontrze i prostopadłym podaniu do Patryka Dudy, który pewnie wygrał pojedynek z bramkarzem. W 65 min gospodarze wyrównali, ale w 70 min Watra zdobyła zwycięską bramkę po tym jak po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, najprzytomniej w zamieszaniu podbramkowym zachował się Peter Drobnak. Mimo wygranej trener Watry wcale nie wypowiadał się z zachwytem co do poziomu spotkania. Jak mówi teraz najważniejsza jest koncentracja się przed meczem z KS Zakopane.
GKS Drwinia - Wolski Lubań Maniowy 1-1 (0-0)
Bramka dla Lubania: Młynarczyk 53.
Lubań: Świerad - Darowski, Czubiak, Firek, Gołdyn - Górecki, Kołodziej - Wardęga (65 Karkula), Golonka, Młynarczyk (80 K.Kurnyta) – S. Kurnyta (75 Ciesielka).
Drużyna beniaminka grupy wschodniej IV ligi GKS Drwinia to bardzo niewygodny rywal dla naszych podhalańskich czwartoligowców. Drwinia wygrała z Podhalem, Zakopanem i Watrą. Tym razem gospodarze zremisowali u siebie z Lubaniem Maniowy 1:1.
Tak naprawdę remis gospodarze zawdzięczają głównemu arbitrowi spotkania, który w 63 minucie dopatrzył się wyimaginowanego zagrania ręką przez Firka w swoim polu karnym. Tymczasem stoper Huraganu przyjął piłkę na udo. Sędzia był nieubłagany i przyznał gospodarzom rzut karny, który wykorzystali. Wcześniej jednak maniowianie objęli prowadzenie. Wardęga zacentrował z pole karne gospodarzy do wbiegającego weń Młynarczyka, który futbolówkę przyjął i zakończył akcję precyzyjnym strzałem. Było to jedno z lepszych spotkań w wykonaniu maniowian w tej rundzie ale zakończone zdobyciem tylko jednego „oczka”.
Tekst Ryb










