19.10.2014 | Czytano: 1801

V liga: Zwycięska kolejka(+zdjęcia)

Piłkarze Jarmuty Kolex Szczawnica kontynuują serię zwycięstw na swoim boisku. W minionej kolejce pokonali zespół środka tabeli Łosoś Łososinę Dolną 3:2. Pozostałe podhalańskie drużyny również wygrały swoje spotkania.

Jarmuta Kolex Szczawnica – Łosoś Łososina Dolna 3:2 (0:1)
0:1 Bednarek 38,
1:1 Pawełczak 53,
2:1 Waligóra 56,
3:1 Waligóra 71,
3:2 Bednarek 90+2.

Sędziował: Jan Kurek z Limanowej.
Żółte kartki: Pietrzak, Ł. Wiercioch.
Widzów 150.

Jarmuta: Bobak – Ciesielka, Hrydziuszko, Jasiurkowski, Diop, Labidi, Pietrzak, Mlak, Mastalski (74 Ł. Wiercioch), Pawełczak (88 Szczepaniak), Czapp (55 Waligóra).
Łosoś: Grzegorek – Słomka, Szkarłat, Michalak, Krok, Nowak, Stanek, Znamirowski, Krawczyk, Kurowski, Bednarek.

W pierwszej połowie nieco lepsze wrażenie sprawiali goście i wydawało się, że tym razem podopieczni trenera Jerzego Grabary będą mieli trudną przeprawę z rywalem z którym sąsiadowali w tabeli. W 7 minucie w sytuacji sam na sam znalazł się Bednarek, ale przegrał pojedynek jeden na jeden z bramkarzem Jarmuty Bobakiem. Później gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a gospodarze pierwszy raz tak naprawdę szansę bramkową mieli w 26 minucie, kiedy egzekwowali rzut wolny. Na bramkę z 25 metrów strzelał Diop, było to jednak tyle mocne uderzenie co niecelne. W 38 minucie to goście wykonywali rzut wolny. Po zagraniu piłki w pole karne pod bramką gospodarzy powstało spore zamieszanie a w tym tłoku najprzytomniej zachował się Bednarek, który z 5 metrów wpakował piłkę do siatki. Chwilę później szanse na doprowadzenie do remisu miał Pietrzak ale bardzo dobrej okazji zamiast sam finalizować akcję zdecydował się na dogrywanie piłki do Pawełczaka ale było to podanie niecelne i okazja została zmarnowana. Więcej sytuacji bramkowych w tej odsłonie spotkania nie było. Na drugą część meczu gospodarze wyszli zdecydowanie bardziej zmotywowani i już w 53 minucie doprowadzili do remisu. Daleki wrzut z autu Jasiurkowskiego trafił pod nogi Pawełczaka, który ze stoickim spokojem z półwoleja uderzając piłkę wewnętrzną częścią stopy wpakował ją do bramki. W 55 minucie na murawie za Czappa pojawił się Waligóra i za chwilę po zdobyciu gola utonął w objęciach kolegów. Po szybkiej wymianie podan pomiędzy Pawełczakiem, Labidim i Waligórą w pole karne gości po otrzymaniu zwrotnego podania od Waligóry dośrodkował Labidi. Zagrana piłka trafiła na głowę do Waligóry i ten z najbliższej odległości zdobył gola dającego prowadzenie drużynie z miasta zdrojowego. Tak naprawdę był to drugi kontakt z piłką tego zawodnika po jego wejściu na boisko. W 60 minucie znowu w sytuacji oko w oko z bramkarzem Jarmuty stanął bardzo aktywny w tym meczu Bednarek ale po raz drugi przegrał pojedynek z golkiperem gospodarzy. Bednarek strzelił celnie ale Bobak popisał się kapitalną interwencją i gospodarze nadal prowadzili. Co więcej w 71 minucie po kolejnej bardzo dobrej kontrze i dokładnym podaniu Pawełczaka Waligóra tylko dostawił nogę i Jarmuta podwyższyła na 3:1. Goście co prawda próbowali odmienić losy spotkania ale bramkę udało się im zdobyć już w doliczonym czasie gry. Jej autorem ponownie był Bednarek, który celnie przymierzył z 25 metrów z rzutu wolnego i piłka ponad murem wpadła do siatki tuż przy słupku.

- Cieszą zdobyte punkty w meczu z rywalem z tej samej półki szczególnie po słabszej naszej pierwszej połowie. Uwagi poczynione w przerwie meczu przyniosły efekt bo 25 minut drugiej odsłony spotkania było w naszym wykonaniu dobrej jakości i co więcej przyniosło nam trzy gole. W końcówce meczu goście nie tyle nam zagrażali co próbowali wymusić na sędziach decyzje o rzekomych faulach. To im nic nie dawało chociaż gola właśnie zdobyli w takiej sytuacji, ale stało się to już na zakończenie spotkania - podsumował mecz trener Jarmuty Jerzy Grabara.


Więcej zdjęć pod artykułem...


Huragan Waksmund – Gród Podegrodzie 5:1 (2:1)
0:1 M. Knurowski 11,
1:1 Sz. Drożdż 17,
2:1 M. Handzel 38,
3:1 M. Handzel 56,
4:1 Sz. Drożdż 63,
5:1 B. Handzel 90.

Sędziował: Kamil Sobczak z Limanowej.
Żółte kartki: K. Potoczak – G. Konstatnty, K. Zygmunt, Zgrzeblak, Stachoń.
Czerwone kartki: B. Drożdż 68 za kopnięcie przeciwnika bez piłki, Stachoń 75 za drugą żółtą.
Widzów 200.

Huragan: M. Cyrwus (46 Trąbka) – B. Drożdż, Sz. Garcarz, K. Potoczak (57 B. Mroszczak), B. Handzel, J. Waksmundzki, M. Handzel, W. Zagata, M. Potoczak (75 J. Mroszczak), T. Cyrwus (82 Gogola), Sz. Drożdż.
Gród: Zaremba – Majerski, G. Konstanty, K. Zygmunt, Berowski, M. Knurowski, R. Knurowski (80 D. Kurowski), Ciurka, Zgrzeblak, Matiasz (60 Kazała), Olszak (70 Stachoń).

Trenerze zostań w Huraganie, tu masz szacunek i poważanie, jesteś jednym z nas i tak pozostanie. Takim oto hasłem wypisanym na olbrzymim banerze przywitali swoich ulubieńców i trenera Bartłomieja Walczaka najwierniejsi kibice Huraganu Waksmund przed meczem z Grodem Podegrodzie. Kibice stanęli murem za trenerem Walczakiem, który po poprzednim meczu podał się do dymisji, ale do niej nie doszło bo Zarząd Huraganu po prostu jej nie przyjął. Mimo wszystko ta sytuacja wpłynęła na piłkarzy Huraganu trochę paraliżująco bo na początku meczu mnożyły się niecelne i nerwowe zagrania piłki. I niestety w 11 minucie taka nerwowa gra ze strony gospodarzy przyniosła gościom gola. Po zagraniu piłki z rzutu wolnego z bocznego sektora boiska obrońcy Huraganu wprawdzie wybili futbolówkę poza pole karne gdzieś na 35 metr. Do piłki doszedł M. Knurowski i uderzył piłkę po jej koźle. Szybująca piłka wpadła w okienko bramki Huraganu. W 17 minucie po kolejnym ataku drużyny Grodu gospodarze przejęli piłkę przed swoim polem karnym i zagrali do Cyrwusa, który odegrał do W. Zagaty a ten natychmiast uruchomił wychodzącego na czystą pozycję Szymona Drożdża. Napastnik Huraganu już w pierwszej swojej sytuacji sam na sam pewnie pokonał Zarembę. W wielu spotkaniach tak za pierwszym razem to się mu nie udawało. W 30 minucie po strzale Olszaka z rzutu wolnego M. Cyrwus wypuścił piłkę z rąk ale zdążył ją złapać po raz drugi uprzedzając szarżującego rywala, odniósł jednak przy tej interwencji kontuzję. Wprawdzie wytrwał do końca pierwszej połowy ale na drugą już nie wyszedł. W końcówce pierwszej połowy Huragan poczynał sobie coraz pewniej i w 38 minucie objął prowadzenie. Po szybkiej wymianie podań bez przyjęcia w sytuacji sam na sam znalazł się M. Handzel i nie pomylił się pakując futbolówkę do siatki. Jeszcze w w 44 minucie po strzale S. Drożdża piłka nieznacznie przeszła obok słupka. Dobrą agresywną grę gospodarze kontynuowali po zmianie stron. W 50 minucie po wolnym J. Waksmundzkiego celnie główkował T. Cyrwus, ale bramkarz zdołał końcami palców wybić futbolówkę zmierzającą do siatki do piłki doszedł Maciej Handzel i uderzył natychmiast ale piłka po rykoszecie wyszła na róg. Po zagraniu z kornera główkowali T. Cyrwus następnie W. Zagata, jednak ten drugi z najbliższej odległości tak naprawdę podał piłkę bramkarzowi do rąk. W 56 minucie W. Zagata nieco zrehabilitował się za nieudane wcześniej zagranie i kapitalnie podał do nieobstawionego na prawym skrzydle M. Handzela, który w sytuacji sam na sam nie pomylił się posyłając futbolówkę do bliższego rogu bramki Grodu. Presja na zawodnikach z Podegrodzia szczególnie w środkowej strefie boiska dala gospodarzom kolejnego gola. Po kolejnej asyście W. Zagaty nagle za obroną Grodu znalazło się dwu piłkarzy Huraganu. Przy piłce był Sz. Drożdż i tak naprawdę powinien podawać do swego imiennika Sz. Garcarza ale zdecydował się na drybling bramkarza i po udanej kiwce wpakował piłkę do pustej bramki. W 90 minucie gospodarze mieli rzut wolny. Andrzej Gogola nie czekając na sygnał sędziego szybko zagrał piłkę w pole bramkowe drużyny przyjezdnej a tam do piłki doszedł Bartłomiej Handzel i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki.

- Nie był to jakiś super mecz w naszym wykonaniu, ale tym razem byliśmy znacznie skuteczniejsi niż w innych meczach. Zagraliśmy też w tym spotkaniu z większym zaangażowaniem i trochę mądrzej w ofensywie co w sumie dało nam pewne zwycięstwo i tak potrzebne punkty. Nadal jednak gramy niepewnie a nawet nonszalancko w obronie, ale szczęśliwie w tym spotkaniu rywale nas nie skarcili - powiedział po meczu trener Huraganu Bartłomiej Walczak.


Więcej zdjęć pod artykułem...


LKS Szaflary – Olimpia Pisarzowa 4:3 (3:0)
1:0 Maciaś 3,
2:0 Baboń 5,
3:0 Gogolak 30,
3:1 Kubicki 60,
3:2 Kubicki 65,
4:2 Kłosowski 70,
4:3 Dudek 73 z karnego.

Sędziował: Piotr Firlit z Gorlic.
Żółte kartki: D. Baboń, Kłosowski – Dudek, Połomski, Nawalaniec.

Szaflary: Nykaza – B. Marek, Strama, Hajnos, Maciaś – Joniak (55 Szczerba), F. Kamiński, Jarząbek, Gogolak (90 Babicz) – Baboń, Kłosowski (80 P. Kamiński)
Olimpia: Borzęcki – Tumidaj (46 Maślanka), Szkaradek, Fałowski (46 Ojrzanowski), Dudek – Połomski, Kociołek, Kubicki, Jabłoński (46 Nawalaniec) – Sejmej, Halaszek.

Drużyna LKS Szaflary odniosła cenne zwycięstwo nad jedną z czołowych drożyn V ligi Olimpią Pisarzowa 4:3. Zespół z Szaflar zagrał w tym spotkaniu w normalnym składzie, ale wyglądało to tak jakby na dwie odsłony tego spotkania wyszły dwie zupełnie różne jedenastki. Gospodarze już w 3 minucie objęli prowadzenie. Wykonujący rzut wolny Maciaś zdecydował się na strzał z około 40 metrów i ku zaskoczeniu wszystkich futbolówka odbijając się przed bramkarzem wpadła do siatki. W 5 minucie było już 2:0 dla gospodarzy. Po dalekim wrzucie piłki z autu futbolówka odbiła się od nogi jednego z graczy Olimpii i trafiła na 11 metr do D. Babonia, który natychmiast uderzył i piłka wpadła pod poprzeczkę bramki. Później goście opanowali sytuację ale w 30 minucie nadziali się na zabójczą kontrę gospodarzy. Dariusz Baboń popędził prawym skrzydłem i dograł piłkę wzdłuż bramki do Gogolaka, który wpakował futbolówkę do praktycznie pustej bramki. W tej części meczu gospodarze panowali na murawie i w zasadzie nie pozwalali gościom nie tylko na rozwinięcie skrzydeł ale nawet na stworzenie sytuacji grożącej golem. Po zmianie stron jak już wspomnieliśmy na boisko wyszła jakby inna gorsza jedenasta Szaflar i na efekty gorszej gry gospodarzy nie trzeba było długo czekać. W 60 minucie po wrzucie piłki z autu wysoki i silny napastnik Olimpii Damian Kubicki uderzając piłkę głową przelobował Nykazę. W 65 minucie po zagraniu drużyny przyjezdnej z rzutu wolnego na dalszy słupek zawodnik Olimpii odegrał piłkę do Kubickiego, który znowu główkując pokonał bramkarza Szaflar. Odpowiedź gospodarzy nastąpiła bardzo szybko. W 68 minucie po szybkiej wymianie podań pomiędzy Florianem Kamińskim a Szczerbą ten drugi wpadł z piłką w pole karne i dograł do Kłosowskiego, który tylko dostawił nogę i zdobył czwartego już gola dla swojej drużyny. Niestety w 73 minucie fulu w polu karnym na Kubickim dopuścił się Maciaś i sędzia podyktował rzut karny. „Jedenastkę” wykorzystał M. Dudek i goście uzyskali kontakt bramkowy. W tej sytuacji drużyna Olimpii rzuciła się do desperackiego ataku aby odrobić stratę, ale gospodarze nie popełniali już rażących błędów i dowieźli korzystny rezultat do końca spotkania. Co więcej w 88 minucie D. Baboń miał kapitalną okazję na zdobycie gola ale przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Pisarzowej.

- Mecz miał dwa oblicza. W pierwszych 45 minutach kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku i byliśmy bardzo skuteczni. Nie wiem co się stało po przerwie, czy wysokie prowadzenie tak demobilizująco wpłynęło na postawę drużyny, dość, że oddaliśmy inicjatywę gościom i nie potrafiliśmy poradzić sobie z mocnym fizycznie Kubickim. My wiedzieliśmy jak grają nasi rywale ale na Kubickiego nie znaleźliśmy recepty. Najważniejsze jednak w tym meczu były punkty z rywalem z czołówki i mimo mankamentów w grze cieszymy się z ich zdobycia - ocenił mecz trener Szaflar Stanisław Budzyk.

Tekst Ryb
Zdjęcia Waksmund: Krzysztof Garbacz
Zdjęcia Szczawnica: Wojtek (Rzusto)

Komentarze







reklama