25.07.2014 | Czytano: 2077

Bronić jak Neuer

Nowotarżanie pozyskali go dopiero na rundę wiosenną i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Gracz, który w swoim CV ma Podbeskidzie Bielsko Biała z wyśmienitym skutkiem strzegł bramki NKP Podhale. Rozegrał 13 spotkań, nie wszystkie w pełnym wymiarze czasowym. Zaledwie siedem puszczonych goli. Osiem potyczek kończył na zero. Przez 349 minut nieprzerwanie utrzymywał czyste konto.

- To rekord? – zagadnąłem Dawida Trutego, bo o nim mowa.
- Nie wiem. Nie zaprzątam sobie głowy statystykami. Od tego są inni. Ja skupiam się na swojej pracy, by jak najlepiej ją wykonać. A dobrze wykonana praca, to mała ilość piłek w siatce. Szczerze powiedziawszy tegoroczna liga była słaba i nie miałem zbyt dużo pracy. Chłopcy z obrony skutecznie czyścili przedpole. Wykonali kawał dobrej roboty. Były jednak w meczu ze dwie sytuacje, które nie pozwalały mi zasnąć między słupkami. Musiałem więc zachować spokój i koncentrację. Po prostu być czujnym.

- 349 minut bez puszczonego gola, to dużo czy mało?
- Na pewno chciałoby się więcej.

- Będzie okazja w czwartej lidze poprawić ten rezultat.
- Mam taką nadzieję. Niemniej na pewno będzie o wiele trudniej utrzymać czyste konto, bo rywale będą mocniejsi. Zespoły się wzmocniły. Dojdzie do kilku derbów, a te rządzą się swoimi prawami. Czekam z niecierpliwością na pierwszy gwizdek. Będzie ciekawie.

- Awans do trzeciej ligi wywalczy…
- Moja drużyna. Taki jest cel. Zanosiło się, że najgroźniejszym rywalem będzie Poroniec, ale ten zostaje w trzeciej lidze. Otwiera się przed nami duża szansa. Nie będziemy się jednak na nikogo oglądać. Jeśli chcemy zrealizować cel musimy wygrywać.

- Jak się gra, kiedy wszyscy, w każdym meczu oczekują zwycięstwa?
- W piątej lidze nie mieliśmy rywala, który mógłby zaleźć nam za skórę. Początek, jak zawsze był nerwowy, bo cele były wysokie. Potem było z górki. Teraz będzie nieporównywalnie ciężej, ale myślę, że wytrzymamy ciśnienie. Mecze derbowe będą najtrudniejsze.

- Masz poczucie, że jesteś dobry w swoim fachu?
- Moją mocną stroną jest szybkość, dynamika i spryt. Warunków fizycznych nie mam rewelacyjnych, ale wymienionymi elementami nadrabiam – jeśli można tak powiedzieć - „fizyczny” mankament. Uważam, że pomogę awansować Podhalu do trzeciej ligi. Wszystko zrobię, by tak się stało.

- Mundial pokazał, że nie trzeba być wielkoludem, by skutecznie bronić.
- Rzeczywiście. Mundial wskazał też nowy trend bronienia, poza obrębem pola karnego. Bramkarze grali jak stoperzy, daleko od własnej bramki, przechwytując prostopadle zagrane piłki. Świat się zmienia i bramkarz reprezentacji Niemiec jest bardzo istotnym elementem tej ewolucji. Nie broni, ale gra w bramce. Jestem przekonany, że Neuer wskazał dokładny kierunek, w jakim powinien i będzie podążał piłkarski świata. Był najlepszy w tym. Według mnie był zdecydowanie najlepszym golkiperem mistrzostw. Przez kilka najbliższych lat nie będzie miał sobie równych.

- Od ciebie trener również wymaga bycia ostatnim obrońcą?
- Próbujemy tego wariantu. Mam grać jak najwyżej bramki i przerywać wszystkie prostopadłe piłki.

- To może trener wczepia wam też system 3-5-2?
- Różne warianty testujemy. Jeszcze mamy sporo czasu, by mówić o tym konkretnym. Czy będziemy ćwiczyć wspomniane ustawienie? Tego nie wiem.

- Komentatorzy Mundialu twierdzą, że był to turniej bramkarzy?
- Mam zupełnie inne odczucia. Bronili i owszem, ale Mundial obfitował w mnóstwo goli. Niemniej było kilku bohaterów – Neuer, Navas, Ochoa. Zawiódł mnie Casillas. Mój idol z dzieciństwa. Przykre, że tak wybitny bramkarz miał taki koszmarny mecz jak z Holandią. Smutno mi było, ale jakoś to przetrawiłem.

- Która z drużyn cię zaskoczyła?
- Na plus Kostaryka i Chile. O tych zespołach można mówić w samych superlatywach. Nikt na nich nie stawiał, nikt po nich nie spodziewał się takiej postawy. Zaszły daleko, a mogły jeszcze wyżej, ale pomyłki arbitrów na to nie pozwoliły. Triumfowali jak zawsze Niemcy – świetna organizacja, dyscyplina taktyczna i przede wszystkim dobre szkolenie, które zbiera obfite owoce. Czekam teraz, by u nas w kraju coś się zmieniło.

- Jak zachowujesz się przy rzutach karnych?
- Mam obrany wariant, którego od lat nie zmieniam. To jest tajemnica, bo szakale nie śpią.

- Dyrygujesz chłopakami z obrony?
- Staram się. Jest kilku w zespole doświadczonych i starszych piłkarzy i nie zawsze mnie słuchają.

- Miałeś taki mecz, po którym gardło bolało?
- Oczywiście, że miałem. Zdarzają się takie mecze, głównie ze słabszymi rywalami. Zawodnicy do takiego meczu podchodzą rozluźnieni, jakby już w szatni dopisali sobie komplet punktów. Boisko zawsze weryfikuje. Wtedy trzeba zdzierać gardło, by chłopaków mobilizować, ustawić defensywę.

- Dzisiaj bramkarz musi być …
- Ostatnim obrońcą. Musi żyć z zespołem, podpowiadać, dyrygować tyłami. Grać wysoko. Minęły już czasy kiedy bramkarz stał na piątym metrze czy w bramce. Bramkarze muszą grać coraz bardziej odważnie, za szesnastką. To co robi Neuer, to tego jeszcze nie było. Facet, który świetnie radzi sobie w polu i do tego doskonale łapie. Potrafi nogą zagrać szybką piłkę, uruchomić kontratak. Wyczytałem gdzieś, że miał więcej podań niż Messi grający w środku pola. Ma wyczucie kiedy wyjść do futbolówki, by przerwać akcję. Taki golkiper jest gwarantem sukcesu. Przez dobrych kilka lat Niemiec będzie najlepszym bramkarzem na świecie.

- Przedstaw się?
- Nazywam się Dawid Truty. Na świat przyszedłem 16 lipca 1990 roku. Karierę rozpoczynałem w Wierchach Lasek pod okiem Zdzisława Łabudy. Wiele mu zawdzięczam. Potem przez trzy lata było Podbeskidzie Bielsko Biała. Wiele tam się nauczyłem. To była odskocznia, do lepszej gry, do lepszych klubów. Miałem kilka propozycji, testów, ale nie poszły po mojej myśli. Wylądowałem w Watrze Białka Tatrzańska na trzy lata. Przez rok leczyłem kontuzję. Byłem kuszony przez działaczy Porońca, ale się nie dogadaliśmy. Po kontuzji zakotwiczyłem w Nowym Targu i chcę tutaj grać przynajmniej dwa lata i awansować z Podhalem do trzeciej ligi. A jak Bóg pozwoli i zdrowie, to może do drugiej ligi.

Rozmawiał Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama