20.07.2014 | Czytano: 3909

Pół życia w krótkich spodenkach

Młodzi Czytelnicy nie mogą pamiętać, że w Nowym Targu nie tylko hokej królował. Nie tylko dyscyplina z hokejem i krążkiem w herbie dostarczała reprezentantów kraju. Również w Gorcach mocna była siatkówka w żeńskim wydaniu. Trzy zawodniczki tego klubu reprezentowały Polskę w mistrzostwach Europy seniorek i juniorek. Z jedną z nich Iwoną Urbaniak obecnie Lesner rozmawia Sportowe Podhale.


- To były piękne czasy?
- Na pewno.

- I zapewne mnóstwo miłych wspomnień. Jak zaczęła się pani przygoda z siatkówką?
- Był taki nauczyciel w-f w nowotarskiej „dwójce”, nazywał się Janusz Denenfeld, który zachęcał dziewczyny mające trochę więcej centymetrów do uprawiania sportu. Jedną z nich byłam ja i dzięki niemu trafiłam do siatkówki. Wtedy zajęcia siatkarskie prowadził Tytus Iwański, dopiero później pieczę nad siatkówką przejął Piotr Pagacz. Grałyśmy w trzeciej lidze, nawet walczyłyśmy w barażach o prawo gry w drugiej lidze. Nie udało się awansować, bo byłyśmy juniorkami. Juniorskie rozgrywki były naszymi głównymi i w tej kategorii odnosiłyśmy sukcesy. W 1987 roku zdobyłyśmy brązowy medal mistrzostw Polski, rok wcześniej zajęłyśmy czwarte miejsce. Przez cztery lata byłam reprezentantką Polski juniorek. Wtedy była komuna, więc na zachód nie było dane mi wyjechać. Najdalej wyjeżdżałyśmy do NRD. Brałam też udział w turnieju przyjaźni w Mongolii. Uczestniczyłam w mistrzostwach Europy w Sofii, gdzie biało – czerwone zajęły szóste miejsce. To było ogromne osiągniecie, bo wtedy dominowały reprezentacje ZSRR i NRD. Właśnie z NRD grałyśmy w grupie i wyszłyśmy z drugiego miejsca. Po zdaniu matury wyjechałam na studia i dostałam się do Kolejarza Katowice. Grałam tam trzy sezony i wyjechałam do Niemiec na kontrakt do zespołu VGA Harksheide Hamburg (I liga). Występowałam wspólnie z długoletnią reprezentantką Polski Anna Rozpiórską. Utrzymałyśmy się w lidze. Ponieważ mój mąż był zawodowym sportowcem, zmieniłam miejsce pobytu w Niemczech, grając w drugiej, a później w trzeciej lidze. Po 15 latach pobytu w Niemczech, w 2005 roku, wróciłam do kraju.

- W Nowym Targu odradza się siatkówką, tyle, że w męskim wydaniu.
- Podobno. To raduje moje serce, bo tyle lat byłam związana z siatkówką. Tym bardziej, iż kiedyś w Nowym Targu był klimat dla tej dyscypliny sportu. Gdy grałyśmy hala była pełna. Byłoby fajnie, gdyby siatkówka wróciła do stolicy Podhala. Byłam na pierwszym meczu TS Podhalański. Wielu ludzi przyszło z ciekawości i sentymentu.

- Co ma w sobie siatkówka, że tak kibice ją kochają?
- Zdobyła wielką popularność po zmianie przepisów. Ja grałam jeszcze według starych reguł i taki mecz trwał nieraz 5 godzin. To było nudne i niesprzedawalne w mediach. Po zmianie siatkówką zyskała na popularności. Przyszły też sukcesy, a jak się wygrywa i widzi się to w telewizji, to przyciąga kibiców. Wielu nawet nie wie o co chodzi w tej grze, ale przychodzi dla tej atmosfery jaka jest. Jest to jedyny sport zespołowy, który obecnie ma tak liczną widownię, oczywiście oprócz piłki nożnej.

- Siatkówka wczoraj i dziś?
- Oj, spora jest różnica. Przede wszystkim są pieniądze. Gdy ja grałam ich nie było. Musiałyśmy wyjeżdżać z kraju, żeby zarobić, a teraz do nas przyjeżdżają. Zawodnik może koncentrować się tylko i wyłącznie na graniu. Nie musi nic innego robić, bo bardzo dobrze zarabia i zabezpiecza przyszłość sobie i swoim najbliższym. To jest zasadnicza różnica. Pełne zawodowstwo. Jak ja grałem, to oficjalnie było amatorstwo, ale większość dziewczyn zatrudniona była w zakładach na etatach. Takie czasy były. Teraz wszystko jest jasne i czytelne. Jak ktoś jest dobry, to gra w dobrym klubie i dobrze zarabia. Jest tak jak kiedyś było na zachodzie.

- Trener Andrzej Niemczyk twierdzi, że kobieca siatkówka nie wykorzystała swoich pięciu minut. Kiedyś była na fali, a teraz została zepchnięta na boczny tor przez męską odmianę.
- Męska siatkówka zawsze była popularniejsza, bo jest bardziej widowiskowa. Mężczyźni mocniej atakują, a wbijanie gwoździ w parkiet przyciąga widzów. Kobiety grają delikatniejszą siatkówkę, powiedziałabym miękką. Jak reprezentacja kobiet miała wyniki, to byli też kibice. To zostało zaprzepaszczone z różnych względów. Uważam, że troszkę personalnych. Złe były posunięcia w doborze trenerów. Ale nie mnie to oceniać.

- A co ze szkoleniem młodzieży?
- Jest bardzo dobre. Sporo moich koleżanek z boiska jest zaangażowanych w proces treningowy. W dużych miastach są ośrodki szkolenia młodzieży już od szkoły podstawowej. Są też SMS.

- W Nowym Targu może powstać taki ośrodek?
- Nie ma wyczynu bez pieniędzy. Jeśli będą, to wszędzie może powstać drużyna siatkówki. Kiedyś byłam w małej miejscowości w Niemczech, liczącej 15 tysięcy mieszkańców i była tam pierwsza liga. Tłumy ludzi waliło do hali, bilety w mig się rozchodziły jak w Arenie Kraków na mecz z Brazylią. Ale tam przyszedł pieniądz. Będzie sponsor, będzie granie. Nie będzie go, to pozostaje amatorska zabawa. U nas wybór jest niewielki, bo jesteśmy małą miejscowością. Zbudowanie siatkówki młodzieżowej na dobrym poziomie jest bardzo trudne. Trzeba mieć odpowiednie centymetry, oddanych trenerów, którzy będą młodzież prowadzili.

- Pani jeszcze odbija piłkę ?
- Już nie. Jak wróciłam do kraju, to zerwałam wiązania krzyżowe w kolanie. W ten oto sposób zakończyło się moje wyczynowe granie. Pozostało mi tylko kibicowanie. Chociaż dawno zrobiłam trenerską licencję, to nie chciałabym w tym zawodzie zaistnieć. Trzeba się temu oddać bezgranicznie, a ja już swoją część wyczynowego sportu i przebywania na sali mam za sobą. Dziękuje bardzo. Pół życia spędziłam w krótkich spodniach. Teraz mam inne priorytety.

Rozmawiał Stefan Leśniowski
 

Komentarze





reklama