01.06.2014 | Czytano: 1075

IV liga: Derby dla Lubania

W 27 kolejce rozgrywek grupy wschodniej IV ligi doszło w Zakopanem do derbów Podhala, w których gospodarze ulegli 1:2 drużynie Lubania Maniowy. Tym samym maniowianie zrewanżowali się zakopiańczykom za porażkę (1:3) na swoim boisku w rundzie jesiennej. Po raz kolejny wyjazdowe spotkanie zremisowała z kolei Wata Białka Tatrzańska, której tym razem mecz w Kamionce Wielkiej zakończył się rezultatem bezbramkowym.

KS Zakopane – Wolski Lubań Maniowy 1:2 (0:2)
0:1 Wardęga 2,
0:2 Złocki 11,
1:2 Ustupski 63.

Sędziował: Tomasz Pilarski z Krakowa.
Żółte kartki: Drabik, Kłosowski – Firek.
Czerwona kartka: Firek 88 za drugą żółtą.
Widzów: 250.

KSZ: Dziedzic – Sawina (46 Grela), Leniewicz, Murzyn, Bachleda – Ustupski, Drabik, Stępień, Witoń (67 Gał) – Kłosowski, Król.
Lubań: Świerad – Grzywnowicz, Firek ŻK, ŻK, CZK 88, Czubiak, Gołdyn – Noworolnik, Górecki, Wardęga (86 Ostachowski), Złocki (90 Kuziel) – Ciesielka (73 Darowski), Karkula.

Goście wygraną zapewnili sobie w pierwszej połowie, a dokładnie już w pierwszym jej kwadransie, kiedy zdobyli oba swoje gole. Mecz na dobrze się nie zaczął gdy maniowianie prowadzili już 1:0. Zagraną przez Karkulę piłkę w pole karne zakopiańczyków, próbował wybić Sawina, ale uczynił to tak niefortunnie, że właściwie podał do Wardęgi, który po przejęciu piłki i krótkim biegu w sytuacji sam na sam pokonał Dziedzica. W 11 min Gołdyn z głębi pola dograł piłkę do znajdującego się między dwoma zakopiańskimi obrońcami Złockiego, który nie tylko uwolnił się spod ich opieki, ale w sytuacji jeden na jeden nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. W kolejnych minutach pierwszej połowy goście mieli jeszcze dwie może i lepsze sytuacje bramkowe, ale w obu przypadkach świetnie interweniował Dziedzic. Na drugą połowę zakopiańczycy wyszli wprawdzie tylko z jedną zmianą, ale za to mocno zmotywowani. Osiągnęli optyczną przewagę, ale stać ich było już tylko na trafienie honorowe. W 64 min Ustupski zdecydował się na indywidualną akcję, zakończoną strzałem, po którym piłka jeszcze odbiła się od jednego z graczy Lubania czym zmyliła Świerada bezradnie obserwującego jak piłka wpada do jego bramki. Gole mogły paść jeszcze w końcowych minutach, ale po stronie Lubania dwukrotnie fatalnie spudłował Darowski, a w doliczonym już czasie gry kiedy maniowianie po czerwonej kartce Firka grali w osłabieniu, okazję miało Zakopane, ale „główkę” Stępnia obronił Świerad.

- Uważam, że niestety nasze ubytki kadrowe zaciążyły na naszej grze. Absencja czterech podstawowych zawodników: Babicza, Wesołowskiego, Gubały i Floryna a to prawie połowa wyjściowego składu spowodowała, że musieliśmy grać zmiennikami. Niestety jak się okazało IV liga dla tej grupy chłopaków do jeszcze za wysoka półka. Bramki straciliśmy po własnych błędach, ale goście mieli chyba nawet lepsze okazje w pierwszej połowie, których nie wykorzystali. W drugiej części meczu atakowaliśmy, ale właśnie niedostatki kadrowe spowodowały, że udało się nam zdobyć tylko jedna bramkę. Lubań oczywiście niczym nas nie zaskoczył wszak było wiadomo, że przyjedzie walczyć o tak potrzebne im punkty i swój cel osiągnął - ocenił mecz trener KSZ Jerzy Grabara.

- Mecz zdecydowanie miał dwa oblicza. W pierwszej połowie byliśmy zdecydowanie lepsi i szkoda tylko, że nie potwierdziliśmy tego kolejnymi bramkami bo okazji ku temu mieliśmy więcej. Po zmianie stron daliśmy sobie narzucić styl gry gospodarzy i straciliśmy bramkę trochę pechowo bo po rykoszecie. Najważniejsze jednak, że zdobyliśmy komplet punktów i mam nadzieję, że teraz będziemy pięli się w górę tabeli - stwierdził szkoleniowiec Lubania, Łukasz Biernacki.


Skalnik Kamionka Wielka – Kotelnica Watara Białka Tatrzańska 0:0
Watra: Szewczyk – Bochnak, Vresilovic, Łojek, Drobnak – Zubek (75 Rabiański), Kociołek, Gał, Kuszczak – Gacek, Kuchta.

Pojechaliśmy w mocno osłabionym składzie, a w dodatku od 30 minuty graliśmy w liczebnym osłabieniu po tym jak Vresilovic opuścił boisko po dwóch żółtych kartkach. Mimo to naprawdę byliśmy blisko tego aby odnieść zwycięstwo. Znów jednak zawodziliśmy pod bramką przeciwnika, nie wykorzystując kilku naprawdę dobrych okazji. Piłkę meczową mieliśmy w doliczony czasie gry, ostatniej akcji meczu. Po dalekim wrzucie piłki z autu przez Bochnaka, Kuchta z pięciu metrów nie trafił w bramkę! Po raz kolejny czujemy więc duży niedosyt – ocenił trener Watry, Janusz Niedźwiedź.

Tekst Ryb

 

Komentarze







reklama