24.12.2013 | Czytano: 1932

Odszedł „kiero”

Wczoraj na cmentarzu komunalnym w Zakopanem zwanym też Nowym Cmentarzem Rodzina i środowisko piłkarskie Zakopanego, oraz Podhala pożegnało Marka Sucheckiego „Dudka” wieloletniego kierownika drużyn piłkarskich Zakopanego. Kim był Marek Suchecki, że tak liczne grono sympatyków piłki nożnej z Podhala przyszło na zakopiański cmentarz, aby pożegnać i oddać cześć nagle zmarłemu działaczowi piłkarskiemu?

Był postacią niezwykłą. W Zakopanem zmieniały się nazwy klubów, zmieniali ich prezesi, oraz trenerzy a Marek Suchecki trwał na posterunku. Wydawało się, że będzie piastował stanowisko kierownika zakopiańskich drużyn wiecznie. Niestety jak się okazało nieleczona i niedoceniana choroba zrobiła swoje Marek Suchecki zmarł 19 grudnia. Atak nieleczonych wrzodów nastąpił na posiedzeniu zarządu KS Zakopane poświęconemu podsumowaniu rundy jesiennej i perspektywom na przyszłość zakopiańskiej piłki nożnej. Mimo wysiłków lekarzy życia Markowi Sucheckiemu nie udało się uratować. Można rzec, że Marek Suchecki zmarł jak żołnierz na posterunku. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nieprawda. Są a jednym z nich będzie Marek Suchecki, jako kierownik drużyn piłkarskich zakopiańskich klubów. Formalnie ktoś w KS Zakopane taką funkcję będzie pełnił, ale czy w ten sposób. Niemożliwe. Marek Suchecki był nazywany przez piłkarzy „Kiero”. To określenie można by uznać czasami za nieco protekcjonalne. Tymczasem „Kiero” był nie tylko działaczem przygotowującym zespoły do spotkań, ale „Kiero” to był ojciec, tata nawet dla dorosłych już ludzi. Znał każdego nawet najmłodszego zakopiańskiego futbolistę, wiedział, z jakiego środowiska się wywodzi, jakie są jego problemy życiowe. Co więcej potrafił im wielokrotnie zaradzić. Czy są jeszcze tacy działacze piłkarscy? Chyba już nieliczni i niestety wykruszają się. Marek Suchecki był członkiem zarządów zakopiańskich klubów piłkarskich, ale nigdy nie dał odczuć, że jest postacią ważną, tylko jak sam wielokrotnie podkreślał starał się rzetelnie spełniać powierzoną mu funkcję. Czy tak było? Oczywiście. Zakopiańskie drużyny piłkarskie nigdy od strony formalnej nie miały problemów z organizacjami prowadzącymi rozgrywki. A mając pod opieką tyle zespołów o pomyłkę o błąd nie było trudno. Marek Suchecki w tej robocie był perfekcjonistą. Jak czasami mi mówił oczywiście nie chwaląc się „u niego w papierach wszystko musi grać”. Był działaczem „starej daty”. Piłkarskie kluby Zakopanego to było jego drugie życie a może pierwsze? Chyba tak, chociaż pracował zawodowo i był odpowiedzialny za rodzinę, tym niemniej emocjonalnie realizował się w społecznej działalności sportowej. Można by długo mówić o jego emocjonalnym podejściu do rozgrywanych przez wszystkie zakopiańskie drużyny meczy. Cieszyły go zwycięstwa, smuciły porażki to normalne, ale potrafił też obiektywnie po refleksji ocenić postawę wszystkich ludzi mających wpływ na przebieg piłkarskich spotkań. Był w tych ocenach szczery nieraz taką postawę nazywa się „szczerością aż do bólu”. Przekonywał do swoich racji, ale i dawał się przekonać. Co więcej taka szczerość nie powodowała jakichś złych reakcji niewłaściwych odruchów ze strony adwersarzy, wręcz odwrotnie zjednywała chwilowych oponentów, przekonywała argumentacją. Zakopiańskie kluby piłkarskie to była jego druga rodzina. Żył sukcesami wszystkich drużyn od najmłodszych trampkarzy do zespołów seniorskich był dumny, jeżeli wspinali się coraz wyżej w futbolowej hierarchii, martwiły go problemy finansowe klubu. Często w okresach kryzysów sam ze swoich pieniędzy wspierał drużyny i piłkarzy. Tak postawa we współczesnych czasach uważana jest za naiwną, a to była tylko taka romantyczna miłość tyle, że do piłki nożnej do ukochanego klubu.

Wspominając Marka Sucheckiego chciałbym się podzielić kilkoma osobistymi refleksjami. Z racji pełnionych funkcji byliśmy w pewnym okresie po drugiej stronie barykady, ale z czasem nasze relacje z formalnych zaczęły przeradzać się w koleżeńskie a ostatnio nawet w przyjacielskie. Nie zawsze nasze oceny rozgrywanych przez zakopiańskie drużyny spotkań były zbieżne, ale nigdy nie doszło między nami do kłótni czy wrogości. Wręcz odwrotnie dominowała troska o przyszłość zakopiańskiego futbolu, któremu każdy z nas poświęcił kawał swojego życia. Przyjaźń wcale nie oznacza schlebianie jeden drugiemu. Tylko szczera wymiana poglądów tworzy takie relacje. Poza relacjami na niwie piłkarskiej Marek Suchecki, jako wybitny fachowiec pomagał mi w remoncie mieszkania. Kierownik piłkarskich drużyn Zakopanego z zawodu był rzemieślnikiem. Układał i konserwował parkiety. Naprawiał i poddawał renowacji stare zabytkowe meble. Tak jak był działaczem sportowym „starej daty” tak też był fachowcem „starej daty”. Po prostu nie znosił fuszerki. W pracy dbał o każdy nawet z punktu widzenia laika najdrobniejszy szczegół. Przy tym nie żądał za swoją robotę wygórowanych sum. Może właśnie, dlatego materialnie się nie dorobił. Pomagając mi w uporządkowaniu mieszkania mieliśmy okazję do wymiany poglądów na wiele tematów, ale oczywiście dominującym była sytuacja w zakopiańskiej piłce nożnej. Był taki moment, gdy Marek Suchecki nieco zniechęcony i chyba już zmęczony chciał odejść z funkcji kierownika drużyn. Chciał się poświęcić wychowaniu swojego wnuczka Tymoteusza. Może nawet marzył, aby jego wnuczek został kiedyś piłkarzem. Zwyciężyła jednak miłość do klubu, odpowiedzialność za jego losy i za to wszyscy, którzy przyszli Go pożegnać na zakopiański cmentarz są mu wdzięczni. Długa jest lista tych środowisk piłkarskich, które zamówiły Msze Święte za duszę Marka Sucheckiego. Szczególnie cieszy, że zamówili je młodzi ludzie z sekcji młodzieżowych zakopiańskiego klubu. Młodzież łatwo rozpoznaje, kto jest jej szczerym i oddanym przyjacielem nic, zatem dziwnego, że tak licznie przybyła na ostatnie pożegnanie swojego kierownika. Chyba i zarząd, KS Zakopane też nie zapomni o tej nietuzinkowej w swojej strukturze postaci. Form upamiętnienia jest wiele jakąś trzeba wybrać i urzeczywistnić. Ja Marka Sucheckiego na pewno nie zapomnę.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama