Do zespołów, które z ulgą przyjęły zakończenie jesiennej rundy rozgrywek zalicza się zapewne nasz III ligowy jedynak Poroniec Poronin. Ostatni mecz, poronianie przegrali z Wisłą Sandomierz 0:1. Trener Szymon Burliga twierdzi, że jego zespół nie grał źle, jednoznacznie zaprzeczają temu podawane przez niego fakty. No bo jeżeli bohaterem spotkania i prawdziwą ostoją Porońca był bramkarz Jakub Hładowczak, to coś tu się nie zgadza. Trudno oczywiście posądzać trenera o skrajny nieobiektywizm, ale tak naprawdę wynik tego spotkania gospodarze mogli ustalić już po pierwszych 45 minutach. Nie uczynili tego, ale potrafili sprowokować błąd młodego Kamila Nowobilskiego i po jego faulu w polu karnym oraz podyktowanej „jedenastce” uzyskali zwycięskiego gola. A propos ustawienia Nowobilskiego na pozycji lewego obrońcy. Oczywiście trener ma prawo do takiego ustawienia zawodników na poszczególnych pozycjach, jakie wedle jego zamysłów jest najlepsze dla drużyny, ale może się też mylić. Kamil Nowobilski został przekwalifikowany z gracza ofensywnego na obrońcę i to w trakcie rozgrywek. Dla tak młodego gracza to poważny problem nie tylko techniczno-taktyczny, ale i mentalny. Na to potrzeba czasu, cierpliwości i konsekwencji a nade wszystko akceptacji samego zawodnika. Inaczej takie próby trzeba uznać za latanie dziur a to już zmienia sytuację i spojrzenie na działanie trenera. Ostatecznie Poroniec po rundzie jesiennej plasuje się na 11 pozycji zdecydowanie poniżej zamiarów i oczekiwań.
Dla tych z pośród podhalańskich klubów, którzy z żalem żegnają się z jesiennymi rozgrywkami są zapewne piłkarze Podhala Nowy Targ, którzy efektownym 5:0 z Korzenną zakończyli udaną piłkarską jesień. Są liderami nowosądeckiej okręgówki i mają potężną zaliczkę 11 punktów nad następnym zespołem przed rundą rewanżową. Chyba nie ma na Podhalu, ani jednego kibica, który nie wierzyłby w awans Podhala do IV ligi. Pozostałe nasze kluby raczej skupiają się na zadaniach zachowaniu swojego ligowego statusu. Dotyczy to już niestety Porońca Poronin a ambicje i zamiary były zgoła inne, naszych IV ligowców i zespołów grających w klasie okręgowej. Z dwójki V ligowców: Huragan Waksmund i LKS Szaflary zdecydowanie wyżej należy ocenić osiągnięcia waksmundzian. Huragan w każdym spotkaniu grał jak równy z równym no może poza meczem z Grybovią, który podopieczni trenera Bartłomieja Walczaka wygrali w rekordowych rozmiarach 10:0. Były mecze, w których Huragan był bliski wywalczenia punktów, ale niektóre aspekty funkcjonowania drużyny zawodziły i waksmundzianie przegrywali najczęściej 0:1. Ta zła karta odwróciła się w ostatnim meczu Huraganu z Ogniwem Piwniczna. Huragan wygrał w Piwnicznej jakże by inaczej 1:0 i była to wygrana jak najbardziej zasłużona. Tym razem piłkarze Huraganu nie dali sobie wydrzeć trzech oczek i w jakimś sensie odrobili te punkty, których wale nie musieli stracić i poprzednich meczach. Huragan po jesiennej rundzie zajmuje 9 miejsce.
Zdecydowanie w gorszej sytuacji są piłkarze z Szaflar. Nie poprawili jej także po ostatnim spotkaniu, które przegrali z Orkanem Szczyrzyc 1:4. Na nic zdadzą się tu utyskiwania, że mecz został przegrany w końcówce spotkania po czerwonej kartce, dla Babonia. To nie pierwsza czerwona kartka, dla Babonia w jego piłkarskiej karierze, co nie powinno być tajemnicą dla trenera Andrzeja Łukaszczyka. Nie twierdzimy, że Baboń fauluje z rozmysłem, ale faktów nie da się zamulić. Piłkarz poza oczywistym zaangażowaniem powinien także panować nad swoimi emocjami inaczej kończy się tak jak skończyło w Szczyrzycu. Niestety LKS Szaflary plasują się dopiero na 13 miejscu w tabeli a to już blisko pozycji spadkowej.
Przerwę rozgrywkach zapewne działacze i trenerzy zechcą poświęcić nie tylko na odpowiednie przygotowanie, ale także na modną w obecnym czasie rekonstrukcję zespołów, o których to sprawach będziemy naszych czytelników informować.
Tekst Ryb










