Mecz naszego podhalańskiego III ligowca rozegrany z Janiną Libiąż oczywiście na boisku zakopiańskiego COS-u nie należał do interesujących widowisk. Pierwsza połowa toczyła się w nader „przyjaznej atmosferze” jak na mecz ligowy. Można było odnieść wrażenie, że to drużynie gości bardziej zależy na zdobyciu punktów niż piłkarzom Porońca. Wprawdzie w pierwszym kwadransie gospodarze stworzyli groźniejsze sytuacje jednak zarówno strzały Marcina Drobnego i Józefa Zasadniego nie mogły zrobić krzywdy zespołowi z Libiążą. W 22 minucie goście zorganizowali dobry atak. Piłka poszła na prawe skrzydło do Gucika, który w dobrej sytuacji strzeleckiej zwlekał z uderzeniem piłki na bramkę w końcu oddał futbolówkę do Szlęzaka, który mocno i celnie uderzył na bramkę, ale Hładowczak sparował ten strzał. W 30 i 31 minucie poronianie wykonywali rzut wolny i kolejne dwa rzuty rożne jednak te stałe fragmenty gry nie dały spodziewanego efektu. Po drugim rogu goście przeprowadzili szybką akcję, w której Szlęzak zagrała z prawej na lewą stronę do pozostawionego bez opieki Grzegorza Kmiecika. Syn trzykrotnego króla strzelców polskiej ekstraklasy (nazywany przez kolegów Kazikiem) bez przyjmowania piłki uderzył w przeciwległy róg bramki i Hładowczak musiał wyciągać pikę z siatki.
Po zmianie stron piłkarze Porońca zaczęli grać bardziej agresywnie a konsekwencją takiej postawy była wyrównująca bramka. W 48 minucie Zasadni w środku pola wywalczył piłkę w pojedynku z dwoma rywalami i po krótkim prowadzeniu zacentrował w pole karne. Piłkę otrzymał Waksmundzki, który próbował obrócić się z piłką i strzelić. Wprawdzie zdołał uderzyć, ale strzał został zablokowany, po czym piłka trafiła do Piwowarczyka. Skrzydłowy Porońca zagrał miękką centrę i znowu do Waksmundzkiego, który tym razem zupełnie nieobstawiony pewnym uderzeniem z 5 metrów umieścił piłkę w bramce. W 58 minucie Kmiecik zakręcił Wszołkiem i został sfaulowany. Goście głośno domagali się rzutu karnego, ale sędzia nakazał wykonanie rzutu wolnego z linii pola karnego. Dopiero w końcówce spotkania gospodarze ruszyli do desperackich ataków. Kończyły się one niecelnymi strzałami, albo blokami obrońców Janiny, po których piłka opuszczała boisko. Wykonywane rzuty rożne raz z jednej raz z drugiej strony nie przynosiły spodziewanych efektów. Najbliższy zdobycia gola ponownie był Waksmundzki. Uderzał piłkę głową z 5 metrów po centrze Zasadniego, ale posłał piłkę wprost w ręce bramkarza Janiny. Mecz zakończył się sprawiedliwym remisem, po czym w szatni trener Rogala jak już mówiliśmy pożegnał się z zawodnikami.
Poroniec Poronin – Janina Libiąż 1:1 (0:1)
0:1 Kmiecik 32,
1:1 Waksmundzki 58.
Sędziował Mateusz Górka z Tarnowa.
Żółte kartki: Chrobak – Jamróz.
Wodzów 150.
Poroniec: Hładowczak - Wszołek (73 Bartos), R. Drobny, Prokop, Czernecki, Zasadni, Chrobak, Mroczka, Piwowarczyk (76 Nowobilski), Waksmundzki, R. Drobny.
Janina: Stambuła – Strojek (86 Orłowski), Tereściński, Górka, Grociak, Szlęzak, Adamczyk, Wierzba (64 Jamróz), Guciak (79 Pająk), Witoń, Kmiecik (68 Madej).
Tekst Ryb










