06.07.2013 | Czytano: 2492

Trafił szóstkę w totolotka!

- Bardzo obawiałam się puścić go na Śląsk. Przecież ma dopiero 14 lat i skraca sobie dzieciństwo. On jednak się uparł. Powiedział, że chce spróbować. Przekonał mnie. Spakował walizki i wyjechał do Zabrza – mówiła, o piłkarskim odkryciu 2010 roku na Podhalu w Plebiscycie Sportowego Podhala, Jarosławie Potońcu, jego mama.

Dzisiaj tego kroku oboje nie żałują. Syn się usamodzielnił. W Górniku Zabrze robi furorę. To jeden z przykładów, że również na Podhalu, gdzie królują sporty zimowe, może wychować piłkarską „perełkę”. W minionym sezonie w zespole Górnika został królem strzelców. Zdobył 33 bramki. Na ten rezultat złożyło się dwadzieścia sześć trafień w zespole U-16, pięć w zespole juniorów starszych i dwa w rezerwach zabrzańskiego klubu. 

W pierwszej rundzie występował w zespole juniorów młodszych, w którym strzelił aż 26 bramek. W zimowym okresie przygotowawczym pracował pod okiem trenera Józefa Dankowskiego. Zagrał w dwóch spotkaniach młodego Górnika.

- Sztab szkoleniowy zadecydował, że jestem bardziej potrzebny w zespole juniorów starszych. Szybko w nowej drużynie znalazłem z kolegami wspólny język. Było mi łatwo, bo znałem chłopaków ze wspólnych zajęć – wyjawia Jarek. – Niemniej początek nie był łatwy, bo trzeba było zgrać się z kolegami, ale z meczu na mecz moja gra wyglądała coraz lepiej. Trener Kamil Zieleźnik zaufał mi i za co mu bardzo dziękuje. Mecz z GKS Katowice był dla mnie przełomowym momentem. Choć nie udało się wygrać, zdobyłem gola, który mnie podbudował. Dobrze wspominam również mecz ze Stadionem Śląskim Chorzów, w którym zdobyłem dwie bramki. Z rezerwami Górnika udało nam się awansować do czwartej ligi. W dwóch ostatnich meczach wpisywałem się na listę strzelców. Ostatni sezon był dla mnie dużym wyzwaniem, bo wróciłem na boisko po kontuzji. To była dla mnie niezła lekcja futbolu, za co chciałem podziękować trenerom. Jestem jednak świadom tego, że jeszcze dużo czeka mnie pracy, by spełnić marzenia o grze w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Jarek ponad przeciętność wybijał się już w podhalańskich ligach młodzieżowych. Bramki, które są sola każdego meczu, strzelał niemal na zawołanie.

- Jest jak Gerd Müller w polu karnym. Piłka po prostu go szuka, a on wie co z nią zrobić. Najczęściej pakuje do bramki – tak o nim mówią ci, którzy go często oglądają.

Taki zawodnik to skarb. Każdy chciałby mieć takiego w drużynie. Jego strzelecki instynkt szybko dostrzegli skauci z Górnika Zabrze. Wystarczyło, że zobaczyli go w meczu reprezentacji Podhala i Małopolski, a od razu zaczęli działać.

- Gdy trener reprezentacji wyczytał mój numer na koszulce, wskazany przez skauta z Górnika, poczułem się jakbym trafił szóstkę w totolotka. Odkąd zacząłem na poważnie kopać piłkę, a było to w czwartej klasie podstawówki pod okiem Ryszarda Darlewskiego marzyłem o wielkiej piłce. W gimnazjum prowadził mnie Zbigniew Jaworski - wspomina.

Jego piłkarskim idolem jest Frank Lampard z Chelsea Londyn, jeden z najinteligentniejszych zawodników Premier League. - Na boisku słynie z żelaznej kondycji, atomowego strzału i świetnego przeglądu pola gry. Jak na gracza środkowej formacji strzela wyjątkowo dużo goli, będąc najskuteczniejszym pomocnikiem w historii Premier League – tłumaczy Jarosław Potoniec. - Czy chciałbym grać w Chelsea? Tak daleko nie wybiegam w marzeniach. Najpierw chciałbym zaistnieć w Górniku, tam rozwinąć się piłkarsko. Dlatego solidnie pracuję nad sobą. Staram się dać z siebie wszystko na treningach i w meczach.

Jarek ma piłkarskie geny. To syn byłego piłkarza maniowskiego klubu Wiesława, którego starsi kibice z pewnością pamiętają. Jarek wzbił się na wyżyny pod okiem trenera juniorów, Zbigniewa Jaworskiego.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama