Niektórym podhalańskim zespołom te punkty były potrzebne, aby zapewnić sobie awans, inni walczyli o pozostanie w swoich klasach rozgrywkowych, albo o ugruntowanie bezpiecznej lokaty w tabeli. Przed samym finiszem rozgrywek w najtrudniejszej sytuacji jest Lubań Maniowy inne nasze drużyny też czeka ciężka walka o utrzymanie się w swoich klasach. Dotyczy to Watry Białka Tatrzańska, Podhala Nowy Targ i Jordana Jordanów.
Lubań Maniowy dotychczas najwyżej postawiony w hierarchii piłkarskiej klub Podhalański walczy o pozostanie w małopolsko-świętokrzyskiej III lidze. Maniowianie w dwu ostatnich meczach za rywali mieli zespoły grające o awans: Łysicę Bodzentyn i w niedzielę Limanovię Limanowa. O ile z drużyną z województwa świętokrzyskiego podopieczni trenera Marka Żołędzia zagrali dobre spotkanie i mieli szanse na zdobycie punktów (ostatecznie przegrali 1:2) to już z Limanovią nie mieli nic do powiedzenia i polegli aż 0:6. Jeżeli nawet jak twierdzi trener Żołądź wynik nie w pełni odzwierciedla to, co działo się na boisku i był konsekwencją gry w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Gąsiorka przez 2/3 meczu to nie ma, co rozdzierać szat nad tym rezultatem. Maniowianie nadal mają szansę na uratowanie ligi i na tym przez najbliższy tydzień muszą się skupić. Wyleczyć urazy, których przecież nie brakuje w końcówkach rozgrywek i zmobilizować się na cztery ostatnie spotkania. Kalendarz gier nasza drużyna ma korzystny. Trzy mecze rozegra u siebie: z Juwentą Starachowice (9 czerwca z Popradem Muszyna 19 i 22 czerwca Janiną Libiąż) i tylko raz na wyjeździe, z Przebojem Wolbrom 15 czerwca. Do bezpiecznego miejsca zajmowanego przez Janinę maniowianom brakuje 4 punkty, ale mają od rywali jeden mecz do rozegrania więcej. Bardzo prawdopodobne, że ostatnie spotkanie z libiążanami będzie dla obu zespołów spotkaniem „być albo nie być”. Oby dla naszego klubu na „być”.
Liderujący w IV lidze od początku rozgrywek Poronic Poronin awans do III ligi zapewnił sobie już tydzień temu, a w Boże Ciało pokonując Skalnika Kamionka Wielka 4:0 jeszcze ten awans ugruntował. Wydawało się, że skoro poronianie rozgromili wicelidera to już w ostatnich meczach wygrają albo zremisują pozostałe mecze ustanawiając trudny do pobicia rekord. Tak się nie stało, bo na przeszkodzie stanęły rezerwy Sandecji Nowy Sącz. Ta drużyna pokonała Poroniec 3:1.
- Jestem zły, bo przegraliśmy mecz, który patrząc na jego przebieg, a przede wszystkim ilość wypracowanych sytuacji bramkowych, przegrać nie powinniśmy. Gospodarze oddali na naszą bramkę cztery strzały i zdobyli trzy gole. My marnowaliśmy okazję za okazją. W pierwszej połowie lekko licząc mieliśmy sześć stu procentowych sytuacji – ocenił mocno podenerwowany szkoleniowiec Porońca Tomasz Rogala.
Trener Rogala oczywiście ma rację denerwując się na swoich zawodników za niewykorzystywanie stwarzanych przez jego zespół sytuacji bramkowych, ale przyczyna przegranej jest też inna. Z powodu kontuzji Artura Prokopa i choroby Marcina Cudzicha rozleciała mu się obrona. Skalnik tej sytuacji nie wykorzystał, ale sądeczanie tak i dlatego taki a nie inny był wynik w Nowym Sączu. Ta porażka daje do myślenia włodarzom Porońca, jakie przed klubem staną wyzwania w wyższej klasie.
Porażka Porońca w Nowym Sączu była swoistym wydarzeniem, ale podhalańskich kibiców elektryzował derbowy mecz Kotelnicy Watry Białka Tatrzańska z KS Zakopane. Było to spotkanie znacznie ważniejsze dla białczan, bo Watra broni się przed spadkiem, Zakopane gra, co najwyżej o miejsce na podium. Watra ten ważny mecz przegrała 3:4 i teraz znalazła się w trudnej sytuacji. Na szczęście dla białczan zespoły ze strefy spadkowej też nie zdobyły punktów, zatem na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek Watra nadal ma siedem punktów przewagi nad najlepszą drużyną znajdująca się na miejscu spadkowym Olimpia Wojnicz. Białczanie jednak muszą zdobyć te dwa brakujące oczka. W ostatnich meczach zagrają z Jadowniczanką w Jadownikach 9 czerwca, ze zdegradowaną już Heleną Nowy Sącz 15 czerwca u siebie i na zakończenie rozgrywek z Barciczanką w Barcicach. Niby sytuacja jest korzystna, ale piłkarze Watry prowadzeni przez duet Andrzej Rabiański Stanisław Strama nie mogą niczego zaniedbać, aby nie przeżyć goryczy przegranej jak to było w meczu z Zakopanem.
- W pierwszej połowie przeszliśmy obok meczu. Może i faktycznie staraliśmy się grać ładnie, ale piękno w piłce nie jest najważniejsze. Nie potrafiliśmy wykorzystać swoich okazji, a gdyby, chociaż jedną z nich udało się zamienić na bramkę to pewnie mecz wyglądałby inaczej. Za to w defensywie graliśmy przede wszystkim za miękko, z małym zaangażowanie i to nas kosztowało utratę bramek. W przerwie powiedzieliśmy sobie parę mocnych słów, nasza gra wyglądała już dużo lepiej, ale błędy bramkarzy zadecydowały o naszej porażce – ocenił grający prezes Watry Andrzej Rabiański.
- Wydaje mi się, że nie podlegało dyskusji to, że byliśmy w tym meczu drużyną lepszą. Niemniej zupełnie niepotrzebnie przy wyniku 2:0 czy 4:1 wkradało się w nasze szeregi rozluźnienie. Najważniejsze, że dotrzymaliśmy prowadzenie do końcowego gwizdka arbitra i myślę, że udowodniliśmy, iż zasługujemy na miejsce w górnej części tabeli – stwierdził z kolei trener KSZ Jerzy Grabara.
Bardzo zagmatwana sytuacja jest w tabeli nowosądeckiej okręgówki (V liga). Występuje w niej troje podhalańskich przedstawicieli. Mistrzostwo i pewny awans do IV ligi ma Glinik Gorlice. Trzy drużyny walczą o drugie miejsce dające awans, ze dwie są raczej spokojne, ale na miejscach od 7 do 16 znajdują się zespoły zagrożone spadkiem. Z naszych drużyn LKS Szaflary są raczej spokojne o utrzymanie się natomiast Jordan Jordanów i Podhale Nowy Targ grają o pozostanie w lidze. Szaflarzanie remisując 1:1 w Korzennej tak naprawdę pomogli Jordanowi i Podhalu w ich staraniach o utrzymanie się, bo Korzenna właśnie jest jednym z przeciwników naszych zespołów w rywalizacji o uniknięcie spadku. Jordan Jordanów dokonał nie lada sztuki i pokonał na boisku rywala jednego z kandydatów do awansu Łosoś Łososina Dolna 1:0. Nowotarskie Podhale niestety nie wykorzystało atutu własnego boiska i „tylko” zremisowało z Victorią Witowice 1:1. W tej lidze wyniki są czasami tak zaskakujące, że przewidzieć końcowy układ tabeli będzie bardzo trudno. Oby to był korzystny kształt dla naszych Podhalańskich drużyn.
Tekst Ryb










