Po sobotniej przegranej KS Zakopane z Orkanem Szczyrzyc przedstawiciel zarządu zakopiańskiego klubu wiceprezes Andrzej Gubała w rozmowie z trenerem Jakubem Jeziorskim doszli do wniosku, że trzeba coś w tej trudnej sytuacji dla drużyny seniorów zrobić. Konkluzją było, aby poszukać nowego szkoleniowca przynajmniej taka była relacja trenera Jeziorskiego. - To była wspólna decyzja moja i wiceprezesa - powiedział Jakub Jeziorski. Jak tam było tak było dość, że działacze KS Zakopanego zadziałali w tej kwestii błyskawicznie angażując na to stanowisko nowego trenera Jerzego Grabarę. Nowy trener zakopiańczyków pochodzi ze Śląska, ale nie jest zupełnie nieznaną postacią w podhalańskim futbolu. Przez pół roku po odejściu Marka Żołędzia do Maniów trenował Lubań Tylmanowa.
- Pracuję z seniorskimi zespołami już 15 lat wcześniej trenowałem zespoły młodzieżowe jeszcze w trakcie swojej kariery piłkarskiej. Jako zawodnik grałem na zapleczu ekstraklasy w AKS Niwka i MK Górnik Katowice. Według dzisiejszej nomenklatury to pierwsza i druga liga. Przez te 15 lat prowadziłem zespoły IV i V ligi łącznie z krótkim epizodem w Lubaniu Tylmanowa powiedział nowy szkoleniowiec KS Zakopane. Moim głównym celem na ten najbliższy czas jest odbudowanie morale zespołu. Wiadomo jak czują się zawodnicy po trzech z rzędu wysokich porażkach. Wierzę, że mi się to uda a to powinno zaprocentować wynikami na miarę możliwości tej drużyny – mówi nowy szkoleniowiec.
Jerzy Grabara jest już trzecim szkoleniowcem wywodzącym się ze Śląska, którzy aktualnie pracują w podhalańskich klubach. Jak wiadomo trenerem Porońca jest Tomasz Rogala a w Szaflarach pracuje Marek Majka. Czy to już stała tendencja w podhalańskiej piłce, aby śląską myśl szkoleniową przeszczepić na podhalańską niwę piłkarską? Nie ulega wątpliwości, że Podhale od Śląska w piłce nożnej dzielą „lata świetlne”, ale wcale to nie musi oznaczać podniesienia poziomu naszej góralskiej piłki. Problemem nie jest prowadzenie drużyn seniorów, ale szkolenie narybku a w tej materii na Podhalu jest prawdziwa KATASTROFA. Owszem można zaimportować trenerów i piłkarzy z innych regionów Polski, tylko czy to podniesie poziom podhalańskiego piłkarstwa. Można się zakładać o duże pieniądze, że nie.
Porażka KS Zakopane z Orkanem Szczyrzyc 2-5 skutkowała zmianą na stanowisku trenera, niestety w takim samym stosunku u siebie przegrała Kotelnica Watra Białka Tatrzańska z Tuchovią Tuchów. Jak na razie nic nie słychać o reperkusjach w białczańskiej drużynie po tym meczu. Trenerem nadal jest Stanisław Strama, który podsumowując ten mecz powiedział: - Nie byliśmy w tym spotkaniu, aż tacy słabi, aby przegrać w tak wysokim stosunku. Na naszą przegraną złożyło się kilka czynników. Pierwszy to, że wskutek mojej nieobecności na boisku cały blok defensywny grał w zupełnie innym ustawieniu, co bezwzględnie wykorzystali doświadczeni piłkarze Tuchovii. Nie twierdzę, że moja obecność zapobiegłaby utracie bramek, ale widać było, że niektórzy zawodnicy czuli się na nie swoich nominalnych pozycjach zagubieni. Inna sprawa, że przy wyniku 1-2 nie wykorzystaliśmy dwu bardzo dobrych okazji do strzelania goli a jak wiadomo takie niewykorzystane okazje zwykle mszczą się na drużynie. I to stare piłkarskie porzekadło niestety miało zastosowanie w naszym meczu z Tuchovią. Cóż musimy przełknąć tę bardzo gorzką pigułkę i grać dalej o jak najkorzystniejszy wynik w każdym kolejnym spotkaniu. Czekają nas jednak bardzo ciężkie mecze już ten najbliższy ze Skalnikiem Kamionka Wielka na wyjeździe. Co gorsze to tabela bardzo się już spłaszczyła i o każdy punkt będzie bardzo trudno.
Źle się dzieje w KS Zakopane nie najlepiej u naszego III ligowego jedynaka Lubania Maniowy. W drugim swoim wiosennym występie maniowianie doznali drugiej porażki tym razem u siebie z Beskidem Andrychów 0-3 z którą to drużyną wygrali na wyjeździe 3-1. O ile przegraną w Myślenicach z Dalinem 0-1 można było przyjąć, jako coś normalnego to już przegrana u siebie w tak wysokich rozmiarach z zespołem wcale nie z czuba tabeli jest niepokojąca. Wprawdzie Lubań nie jest jeszcze w strefie spadkowej, ale oddziela go od tej grupy drużyn tylko jeden punkt. Co gorsze przegrana z Beskidem nastąpiła po słabej grze a przed naszą drużyna arcytrudne i arcyważne mecze z Czarnymi Połaniec i Bochnią. To w tych spotkaniach nasi piłkarze muszą pokazać prawdziwie góralski charakter, jeżeli chcą a zapewne chcą obronić dla siebie III ligę.
W trzech wyżej wymienionych podhalańskich klubach nastroje po inauguracji wiosennej rundy nie są najlepsze, zapewne odmienna atmosfera panuje w Porońcu Poronin. Nasz lider grupy wschodniej małopolskiej IV ligi pewnym krokiem zmierza ku III lidze wygrywając mecz za meczem. W swoim ostatnim spotkaniu podopieczni trenera Tomasza Rogali pokonali na wyjeździe Jadowniczankę Jadowniki 3-1. Trener Rogala w tym meczu postawił znowu na swoich doświadczonych piłkarzy i jak na razie daje to efekty w postaci wygranych. Oczywiście trener rozliczany jest za wyniki, ale klub, działacze muszą myśleć perspektywicznie, co ze swoimi wychowankami, co z podhalańskimi piłkarzami. Chyba, że jest inna opcja ściągania do klubów tych zawodników ze szkół sportowych, którzy nie „łapią” się w mocniejszych piłkarskich organizmach. Jeżeli takie jest nastawienie było by to zabójstwo podhalańskiej piłki.
O ile w Poroninie nastoje po inauguracji piłkarskiej wiosny muszą być świetne to także sympatycy Szaflar na razie nie mogą narzekać na wyniki swojej drużyny w V lidze. Po wygranej z Orłem Wojnarowa piłkarze z Szaflar zremisowali na wyjeździe z liderującym Turbaczem Mszana Dolna. Nie jest to może arcywyczyn w wykonaniu podopiecznych trenera Marka Majki, bo przypomnijmy na jesieni piłkarze LKS Szaflary po kierunkiem ówczesnego trenera Stanisława Budzyka pokonali Turbacz 2-1. Jednak, co remis na wyjeździe z liderem to remis.
Zgoła inaczej jest u naszych dwu innych V ligowców. Jordan Jordanów i Podhale Nowy Targ przegrały swoje oba wiosenne spotkania. Bramkarz Jordana Marcin Sitarz twierdzi, że on i jego koledzy zagrali w meczu z Orłem Wojnarowa słabo i chociaż tuż przed końcem meczu 2-2 to w samej końcówce spotkania nie ustrzegli się błędu i gospodarze zdobyli zwycięskiego gola po zagraniu z rzutu rożnego. Jordan mimo dwu z rzędu przegranych nadal plasuje się w środku tabeli, gorzej, jeżeli chodzi o Podhale Nowy Targ. Nasz zespół niestety okupuje ostatnie miejsce w tabeli a meczów do zdobywania punktów ubywa. I na nic zdadzą się konstatacje trenera Marka Leśniakiewicza, że jego podopieczni grali w obu przegranych spotkaniach dobrze skoro na ich koncie nie przybyło punktów. Chyba, że według trenera dobra gra przekształci się w kolejnych spotkaniach w lepsze niż dotychczas wyniki. I oby tak było, czego szczerze życzymy wszystkim podhalańskim drużynom.
Tekst Ryb










