06.11.2012 | Czytano: 1216

Klasa A: Demolka na raty

W minioną niedzielę piłkarze klasy A rozegrali ostatnią kolejkę spotkań. Była tak przewidywalna jak pozostałe dwanaście. No może z jednym wyjątkiem, że po raz pierwszy więcej zwycięstw odnieśli goście.

Ekipy, które poległy przed własną publicznością, zdobyły w sumie trzy gole, a straciły trzynaście. Jak określić tak dramatyczną niemoc? Gościec przewlekły?

Najbardziej jednak szokujący rezultat padł w Kacwinie. Tam doszło do demolki kluszkowian. Wynik 12:0. Słownie dwanaście do zera, by nikt nie myślał, że to chochlik. Wielu nie dowierzało. Kilkakrotnie, gdy dzwonili po wynik, upewniali się, czy przypadkiem nie robię ich w „balona”. Gdy szok minął, zadawano pytanie: czy to jeszcze piłka, czy może już hokej? Nie mogli uwierzyć, że w piłce, nawet na tym szczeblu rozgrywek, padł taki rezultat.

Niespodzianki jednak w Kacwinie nie było, bo ostatnich w tabeli kluszkowian wszyscy bili tej jesieni. Z trzynastu spotkań, wygrali tylko jedno, 15 sierpnia u siebie z Rabką. Dodajmy szczęśliwie, w samej końcówce. Potem jedenaście razy z rzędu schodzili z boiska „zdemolowani”. W siedmiu meczach nie potrafi zdobyć gola. Nie trafiali do bramki rywala przez 314 i 336 minut! To rekordy w tej klasie rozgrywkowej w tym wieku! W całej rundzie jesiennej trafili do bramek przeciwnika zaledwie 10 razy, najmniej ze wszystkich ligowców. Atak marny, ale obrona jeszcze marniejsza. Pozwoliła rywalom aż 68 razy wrzucić futbolówkę do swojej „sieci”.

Choć do mety pozostało jeszcze 13 wiosennych kolejek, to los Zapory wydaje się być przesądzony, chociaż różnica do stery bezpiecznej wynosi 13-14 „oczek”. Nad jeziorem czorsztyńskim liczą zapewne na kolejny cud, drugi z rzędu. Czy się zdarzy? Podobno nic dwa razy się nie zdarza. Wszyscy doskonale pamiętają, że w ubiegłym sezonie tylko przez niedopatrzenie włodarzy z Chabówki, Zapora pozostała w tej klasie rozgrywkowej. Chabówce odebrano punkty za grę nieuprawnionych zawodników. Los zlitował się nad Kluszkowcami, ale nie wyciągnięto tam z tej lekcji żadnych konstruktywnych wniosków.

Wiosną była pierwsza rata demolki, druga nastąpiła jesienią. Kluszkowianie przystąpili do rozgrywek jakby nie wiedzieli czym się tę ligę „je”. Bez przygotowania kondycyjnego do sezonu, bo liczby nie kłamią. Zapora najwięcej goli straciła w ostatniej pół godzinie meczu – 20. Zadyszki dostawała też już przed przerwą, w ostatnich 10 minutach pierwszej odsłony. Wtedy rywale cieszyli się z 14 bramkowych zdobyczy. Chociaż trzeba przyznać, iż 50% wszystkich goli zdobyła też w końcówce meczu. Tylko raz, w wygranym z Wierchami, w drugiej serii, były to gole „ważące”, w pozostałych przypadkach zdobyte, gdy wynik był już dawno przesądzony i wynikający z rozluźnienia przeciwnika. Kluszkowianie przekonali się, że drużyny nie da się budować „na chybcika”, w ostatniej chwili. Na tyle wąską, że brakowało zawodników na ławce rezerwowych.

Latem działaczom zabrakło zdrowego rozsądku. Jeśli spadło się w sportowej walce, a nie miało się podstaw, by mogło być lepiej, trzeba było grać szczebel niżej. Tam drużyna okrzepłaby sportowo. Dopiero po tej zbawiennej „kwarantannie” można było myśleć o odbudowie uszkodzonej Zapory. Stało się inaczej. Dzisiaj uszkodzenie się powiększyło i zapora przecieka. Zaś piłkarze niestety muszą pić bez smaku nawarzonego przez siebie piwa.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama