Niestety nadal nie ma rozstrzygnięcia w sprawie walkoweru Porońca z Nową Jastrząbka. Sprawa rozpatrywana przez Komisję Odwoławczą MZPN została ponownie zwrócona do OZPN Tarnów. Naszym zdaniem ten problem jeszcze długo nie zostanie definitywnie rozwiązany, bo oprócz spraw regulaminowych jest w nim też aspekt ducha sportu. Poroniec nawet z tym walkowerem i tak z dużą przewagą punktową przewodzi ligowej tabeli.
Bardzo cenne zwycięstwo w minionej serii spotkań odniósł inny nasz IV ligowiec Watra Białka Tatrzańska pokonując na swoim boisku Rylovię Rylowa 2-0. Z wygranej i to w derbowym pojedynku mogli cieszyć się piłkarze i kibice Szaflar, którzy w ramach rozgrywek V ligi pokonali Podhale Nowy Targ 3-2. Pozostali nasi ligowcy w minionej kolejce przegrali.
Najbardziej dotkliwa wydaje się być porażka naszego przedstawiciele w III lidze Lubania Maniowy. Maniowianie po trzech z rzędu meczach, w których zdobywali punkty tym razem polegli na swoim boisku z Wierną Małogoszcz 0-2. Drużyna z województwa świętokrzyskiego zapewne była w zasięgu naszego zespołu (Wierna wyprzedzała Lubań o 3 punkty), zatem kibice, trener a i sami zawodnicy mieli prawo liczyć na jakąś zdobycz w tym spotkaniu. Niestety nasi piłkarze sami pomogli rywalom w odniesieniu zwycięstwa. Najbardziej do utraty obu bramek przyczynił się bramkarz Lubania Wojciech Okręglak. Obsada tej pozycji w zespole Lubania staje się już obsesją. Po wykluczeniu, z co najmniej rocznej gry Jakuba Hładowczaka żaden z jego następców nie stanowi mocnego a przede wszystkim pewnego punktu zespołu. Owszem każdemu z obecnych golkiperów Lubania zdarzały się wielce udane mecze, ale też zupełnie niespodziewane wpadki, po których pozostali piłkarze tracili animusz i wręcz motywację do walki o jak najlepszy wynik. Oczywiście bramkarz Lubania w tym meczu nie pomógł swoim kolegom w polu, ale też oni sami nie wykorzystując kilku dogodnych okazji do strzelenia goli muszą wziąć odpowiedzialność za porażkę w tym meczu na swoje barki. Dla trenera maniowian Marka Żołędzia tegoroczne rozgrywki to istna huśtawka nastrojów. Przed sezonem wydawało się, że Lubań może zostać wycofany z ligi. Gdy już udało się skompletować w miarę przyzwoity skład początek rozgrywek był dla Lubania najgorszy od kilku sezonów. Później przyszły dwa zwycięstwa i remis, które dawały nadzieję, że maniowianie wszystko, co najgorsze mają za sobą. Niestety ostatnia porażka może tę wiarę zachwiać i przed trenerem teraz trudne zadanie jak odbudować psychikę zespołu i poszczególnych piłkarzy. I oby to Markowi Żołędziowi się udało.
W zdecydowanie odmiennym nastroju musi być trener i kierownictwo Porońca Poronin, (chociaż pewien cień na tą atmosferę kładzie walkower, jakim nasz zespół został ukarany na rzecz Nowej Jastrząbka). Poroniec na boisku gromi rywali jednego po drugim. W minionej kolejce poronianie pokonali na wyjeździe jeden z najgroźniejszych zespołów IV ligi Wolanię Wola Rzędzińska 5-1 prowadząc do przerwy już 4-0. Zaraz po zmianie stron Poroniec zdobył piątego gola i stało się jasne, że tego meczu podopieczni trenera Tomasza Rogali przegrać już nie mogą. Ostatni rywal Porońca to drużyna wywodząca się z miejscowości położonej na przedmieściach Tarnowa. Pewnie niektórzy piłkarze Wolanii mają bliżej do swego stadionu niż zawodnicy Unii Tarnów na swój obiekt. W IV lidze Wolania gra chyba już od niepamiętnych czasów. Poroniec oczywiście też swojego czasu grywał w małopolskiej IV lidze, ale nie tak regularnie. Czy to będzie przełomowy sezon dla poronińskiego klubu w jego piłkarskiej historii. Wszystko na to wskazuje. Rodzina Pawlikowskiech ze Stasikówki zbudowała mocną podstawę finansową nie tylko dla piłkarzy, ale i dla wielu wybitnych zawodników z innych dyscyplin jak: biegi narciarskie, czy łyżwiarstwo szybkie. Oczywiście piłkarze na tle innych klubów grających na tym samym poziomie rozgrywkowym mają się jak „paczki w maśle”. Po prostu opływają w dostatki. No i muszą odpłacać się właścicielowi klubu i głównemu sponsorowi dobrymi wynikami. Na razie to się udaje. Bo jeżeli Poroniec rozgromił Wolanię na jej boisku to rodzi się pytanie, kto powstrzyma poronian w ich marszu do III ligi. Może Watra Białka Tatrzańska, z którą Poroniec zagra mecz już w najbliższą niedzielę? Byłaby to mega sensacja, ale przecież Poroniec najgroźniejszego dotychczas rywala znalazł właśnie w drużynie z naszego regionu KS Zakopane, z którą wygrał w najskromniej jak to możliwe rozmiarach 1-0. Czy taki scenariusz zaprezentują nam nasze drużyny w niedzielne południe w Poroninie. Mecz zostanie, bowiem rozegrany o godzinie 13 i będzie transmitowany przez małopolską telewizję regionalną w internecie.
Poroniec w spotkaniu z Wolanią zagrał w składzie: Gawron – Cudzich, Czerwiec, Prokop, Drąg, Waksmundzki (60 Walczak-Wójciak), Gogola (80 Stasik), Chrobak (82 M. Grela), Zasadni, Drąg, Drobny (65 Ustupski).
Najbliższy rywal Porońca Watra Białka Tatrzańska w minionej serii spotkań też wygrała, chociaż nieco skromniej 2-0 z Rylovią Rylowa. Bramki w tym spotkaniu zdobyła białczańska młodzież: Patryk Duda i Patryk Skawski. To dobrze świadczy o polityce transferowej prezesa Andrzeja Rabiańskiego i trenera Stanisława Stramy. Ta wygrana przesunęła nasz zespół na 4 miejsce w tabeli. Ostatnia wygrana białczan ma znaczenie nie tylko w kontekście zbliżającego się ich meczu z Porońcem, ale w całokształcie występów Watry w tegorocznych rozgrywkach. Bądź, co bądź drużyna teoretycznie została osłabiona, ale skoro radzi sobie nieźle to trzeba się cieszyć.
Mecz z Rylovią zdaniem trenera Stanisława Stramy miał dwa oblicza: -Muszę przyznać, że w pierwszej odsłonie tego spotkania optyczną przewagę posiadali goście, ale jakichś bardzo klarownych sytuacji sobie nie stworzyli, bo też i bramek do 45 minuty nie było. My mieliśmy dwie dobre okazje, ale Marcin Zubek przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gości a Paweł Janasik w dobrej sytuacji nieczysto trafił w piłkę. Po zmianie stron my ruszyliśmy do bardziej energicznych ataków, co skończyło się jednym z fali na Janasiku. Zawodnik Rylovii po otrzymaniu żółtej kartki protestował i chyba niecenzuralnie odezwał się do arbitra, za co otrzymał czerwony kartonik. To był przełomowy moment w tym meczu, ponieważ grając z przewagą jednego zawodnika zaczęliśmy dominować na boisku a efektem był gol zdobyty po akcji właściwie całego zespołu. Końcowym precyzyjnym podaniem do wychodzącego na czystą pozycję Patryka Dudy popisał się Robert Teper a nasz napastnik oddał strzał nie do obrony. Później, gdy goście próbowali doprowadzić do remisu mieliśmy cztery wyśmienite okazje do podwyższenia rezultatu, gdy w kontrujących akcjach pięciu naszych piłkarzy miało przed sobą stopera i bramkarza gości. Chyba ostatni znajdujący się przy piłce zawodnicy chcieli wpisać się na listę strzelców, co było błędem i goli nie było. Dopiero kolejna kontra została rozegrana prawidłowo i Skawski wpakował piłkę do pustej bramki.
Nasza drużyna w tym spotkaniu grała w składzie: Teper – Kowalczyk, Strama, Florek, Kostrzewa, Nowobilski (75 Rabiański), Janasik (85 G. Bochnak), Teper, Duda (66 Skawski), Zubek (75 Remiasz).
Trzeci z naszych reprezentantów w IV lidze KS Zakopane przegrał wyjazdowe spotkanie, z Barciczanką Barcice 1-2. Po początkowych sukcesach zakopiańczycy jakby tracili impet. Zostali pokonani przez Helena Nowy Sącz 4-1 w spotkaniu rozegranym awansem a teraz także na wyjeździe przez Barciczankę, drużynę, która przed tym spotkaniem zajmowała przedostatnie miejsce w tabeli. Trener zakopiańczyków przyczyn porażki doszukuje się w absencji kilku zawodników z wyjściowej jedenastki. Z pewnością nieobecność w meczach graczy z podstawowego składu to mankament każdej drużyny, ale też chyba nikt nie może zakładać, że będzie grał „gołą” jedenastką przez cały sezon. Kontuzje, kartki to nieodłączny element piłkarskich meczów, różne warianty trzeba brać pod uwagę. Ten mecz jest już poza zespołem z pod Tatr trzeba, zatem skupić się nad najbliższym spotkaniem z Jadowniczanką, bo chociaż zakopiańczycy zajmują 3 miejsce w tabeli to przewagę nad resztą stawki mają niewielką a rozegrali już o jedno spotkanie więcej.
Najważniejszym wydarzeniem dla naszych V ligowców były derby Szaflar z Podhalem Nowy Targ. Zwycięstwo w tym meczu 3-2 odnieśli gospodarze Szaflary. Jak to w derbach bywa był to typowy mecz walki a o wyniku zadecydowały indywidualne błędy, których więcej popełnili nowotarżanie i oni zeszli z boiska pokonani.
O ile nowotarżanie mogli czuć niedosyt po tym spotkaniu to, co mają powiedzieć kibice Jordana Jordanów? Ich drużyna została pokonana na swoim boisku przez Dobrzankę Dobra 2-3. To bardzo przykra wpadka drużyny prowadzonej od kilku sezonów przez trenera Jakuba Jeziorskiego. Po sukcesach z początku rozgrywek Jordan zaliczył dwa nieudane występy najpierw z Kobylanką a teraz z Dobrzanką. Wprawdzie trener Jeziorski sygnalizował, że druga część rundy będzie dla jego podopiecznych trudniejsza i niestety miał rację. Może jednak jordanowianie przeżywają tylko chwilowy kryzys, bo przecież polegli też w pucharowym meczu z Wierchami Rabka? Oby pozytywny zwrot nastąpił już w kolejnym ligowym meczu. Test już w najbliższy weekend.
Tekst Ryb










