12.09.2012 | Czytano: 1255

III, IV, V liga: Sensacja w Andrychowie

PODSUMOWANIE KOLEJKI: W sporcie o wyniku decyduje szereg czynników miedzy innymi umiejętności zawodników (talent), przygotowanie (trening) i psychiczne nastawienie do zawodów. Właśnie psychiczne nastawienie legło u podstaw sensacyjnego zwycięstwa Lubania Maniowy w Andrychowie.

III LIGA
Po remisie 2-2 w poprzedniej kolejce z Dalinem Myślenice maniowianie jechali do lidera wprawdzie, jako outsider, ale już nie jak chłopiec do bicia. I stało się nasza drużyna pokonała gospodarzy na ich boisku 3-1 wprawiając ponad 600 miejscowych widzów w osłupienie a zawodników Beskidu w prawdziwy szok. Okazało się, że ten punkt zdobyty z Dalinem pozytywnie nastawił naszych piłkarzy do kolejnego spotkania i oby ten stan trwał jak najdłużej, jako, że sytuacja naszej drużyny w tabeli nadal daleka jest od zadawalającej. Czasami jednak takie zwycięstwo nadmiernie uspakajają, czego chyba przykładem byli andrychowianie, którzy dotychczas z łatwością zdobywali punkty. I tak samo miało być z Lubaniem. I oby tego błędu nie popełnili nasi piłkarze. W tym meczu w bramce maniowian wystąpił niechciany w Zakopanem Jakub Kożuch. Zakopiańczyk debiut w III lidze miał nieudany, ale w Andrychowie był jednym z głównych autorów sensacyjnego zwycięstwa. I w jego przypadku jak w lustrze odbiło się określenie, że psychika w sporcie, pozytywne nastawienie to połowa sukcesu.

Trener Lubania Marek Żołądź: - Wreszcie wszystko zadziałało, była gra, były bramki, mogliśmy mieć więcej goli na swoim koncie po tym meczu, ale nie ma, co narzekać. Teraz musi już być z górki, musimy robić punkty, bo jesteśmy w nieciekawej sytuacji. Ten dzień musiał nastąpić, pokazaliśmy świetny futbol, w poprzednich meczach zawsze czegoś zabrakło. Po takim meczu uczymy rywali pokory, wszyscy się dziwią, już w Myślenicach przyjechał słaby Lubań z jednym oczkiem i pokazał charakter, dziś przyjechał Lubań do Andrychowa i Beskid jest w szoku. Trzeba się cieszyć po takim meczu! Gospodarze zagrożenie pod naszą bramką stwarzali jedynie przy stałych fragmentach gry. Doskonale w naszej bramce spisał się Kuba Kożuch, który w 100 procentach odkupił swoje winy z pierwszej kolejki. Dziś był prawdziwą naszą podporą zespołu.

IV LIGA:
Rekordowe zwycięstwo 6-0 nad Heleną Nowy Sącz odniósł nasz lider grupy wschodniej małopolskiej IV ligi Poroniec Poronin. Podopieczni trenera Tomasza Rogali rozbili w pył drużynę z lewobrzeżnej strony Dunajca, ale dopiero w drugiej połowie spotkania. Jak by na ten mecz nie patrzeć to Poroniec na boisku jeszcze w tegorocznych rozgrywkach punktów nie stracił. Jedyne, jakich nie dopisali sobie zawodnicy Porońca to walkower po nieodbytym spotkaniu z Nową Jastrząbka. Kierownictwo Porońca oczywiście odwołało się od decyzji WGiD OZPN Tarnów do Małopolskiego Związku Piłki Nożnej i ta sprawa prawdopodobnie będzie rozpatrywana przez odpowiednie gremium MZPN jutro we wtorek 11 września. I oby z korzyścią dla naszej drużyny.

Trener Tomasz Rogala: - Wynik, jaki dziś osiągnęliśmy jest konsekwencja naszej w tym meczu przewagi aczkolwiek z postawy zawodników w pierwszej połowie zadowolony być nie mogę. Być może był to efekt naszych kłopotów z dotarciem na mecz, bo praktycznie prosto z autokaru musieliśmy wychodzić na boisko. Wprawdzie mieliśmy i w pierwszych 45 minutach swoje okazje, ale niewykorzystane. W drugiej połowie wszystko już funkcjonowało dobrze i stąd taki a nie inny rezultat. Trochę mam pretensji do zawodników o samą końcówkę meczu, gdy zamiast poszanować piłkę, aby przeciwnik biegał wdaliśmy się w „bijatykę” cios za cios. Ostatecznie jednak każde zwycięstwo cieszy. To, że w opinii wielu jesteśmy faworytami ligi jeszcze o niczym nie świadczy. My na takie opinie wpływu nie mamy tym bardziej, że to dopiero szósta kolejka a przed nami jeszcze bardzo trudne mecze. Ja zawsze powtarzam zawodnikom, że pod koniec tygodnia zawsze zdają egzamin z wykonanej pracy i albo go zdadzą albo obleją. Z Heleną egzamin został zaliczony na plus.

Poroniec Helenę rozgromił a już w środę 12 września mecz z tą drużyną w Nowym Sączu zagra nasz wicelider IV ligi KS Zakopane. Będzie to spotkanie rozegrane awansem z X kolejki 6 października. Zmiana terminu nastąpiła na prośbę zakopiańczyków, bowiem 6 października w związek małżeński wstępuje jeden z czołowych graczy KS Zakopane Andrzej Król. Młodemu żonkosiowi już teraz życzymy wszystkiego najlepszego na nowej lepszej drodze życia. W minionej kolejce podopieczni trenera Mariana Tajdusia zainkasowali komplet punktów na swoim boisku zwyciężając Olimpię Wojnicz 2-1. Uczciwie trzeba przyznać, że ta wygrana była trochę szczęśliwa aczkolwiek zasłużona, bo zakopiańczycy, chociaż wielu okazji do strzelenia goli nie mieli to, gdy już je sobie wypracowali je sfinalizowali. Goście, którzy w polu prezentowali się nieco lepiej szczególnie w pierwszej połowie okazji mieli więcej, ale tylko jedną zamienili na gola i dlatego przegrali. Tak już jest w piłce nożnej, co zawsze powtarzał trener Kazimierz Górski „wygrywa ten, kto strzeli o jedną bramkę więcej”. I ta banalna sekwencja miała zastosowanie w tym meczu.

Trener Marian Tajduś: - Nie mogę odmówić naszym chłopakom ambicji i zaangażowania, jakie włożyli w to spotkanie. Natomiast, jeżeli chodzi o samą grę to zadowolony nie jestem. Krótko mówiąc nie był to nasz najlepszy mecz. Przykładowo z Porońcem, co tu dużo mówić zespołem lepszym od Olimpii zagraliśmy dobre spotkanie, mimo iż przegrane. W tamtym meczu gra była płynna poukładana, natomiast w dzisiejszym spotkaniu zabrakło współdziałania poszczególnych formacji i między poszczególnymi zawodnikami. Z pewnością potrafmy lepiej operować piłką i może stąd taki a nie inny obraz dzisiejszego meczu. Muszę przyznać, że to nasi rywale dziś przeprowadzali składniejsze dwójkowe czy trójkowe akcje. Reasumując dzisiejszy wynik jest lepszy niż nasza gra.

Niestety porażki doznała na swoim boisku Watra Białka Tatrzańska 0-1 ze Skalnikiem Kamionka Wielka. Po prostu goście w tym meczu byli o tę jedną bramkę lepsi. Przy dobrej koncentracji i przy odrobinie szczęścia nasza drużyna mogła wszakże pokusić się o lepszy rezultat.

Trener Stanisław Strama: - Nie ma co ukrywać nie braliśmy pod uwagę naszej porażki w tym meczu. Niestety zagraliśmy słabsze spotkanie i nie zdobyliśmy w nim punktów a tych bardzo nam brakuje. My mieliśmy dwie dobre okazje, rywale trochę więcej i statystycznie to im należało się zwycięstwo. Szkoda, bo u siebie trzeba wygrywać, bowiem na wyjazdach o punkty będzie jeszcze trudniej.

V LIGA:
W V lidze w minionej kolejce grała tylko jedna drużyna: Podhale Nowy Targ na wyjeździe z Grodem Podegrodzie i niestety przegrało 0-2. Nowotarżanie byli wyżej notowani w tabeli i można było mieć nadzieję na jakąś ich zdobycz. Niestety porażka, pokazuje, że nowotarskiemu beniaminkowi w V lidze nie będzie łatwo.

Swojego spotkania nie rozegrał Jordan Jordanów. Goście Victoria Witowice do Jordanowa nie przyjechali. Swoją absencję tłumaczyli tym, że zepsuł się im samochód w drodze, z koeli arbitrów tego spotkania informowali, że utknęli w korku. Jak tam było tak było bo to zbadać musi WGiD OZPN Nowy Sącz. jest mocno sceptyczny czy jego drużynie zostanie przyznany walkower.

Trener Jakub Jeziorski: - Już w tamtym sezonie mieliśmy takie przypadki i mecze były powtarzane. Oczywiście ja tak bardzo nie wierzę w tą awarię, bo uzasadnienie absencji było dość pokrętne tym bardziej, że my chcieliśmy wysłać swój transport po drużynę gości, ale się nie zgodzili.

Mecz trzeciego z naszych V ligowych LKS Szaflary z Kobylanką został przełożony aż na 18 listopada.

Ryb

Komentarze







reklama