Ci, którzy znajdowali się blisko boksów zawodników mieli czym się fascynować. Trudno było się zdecydować, czy obserwować zmagania piłkarzy na murawie, czy też trenerskie popisy przy linii bocznej. Momentami widowisko na murawie było mniej ciekawe ( szczególnie w drugiej połowie, pierwsza mogła zadowolić nawet najwybredniejszego kibica) niż reakcje szkoleniowca przyjezdnych i jego zawodników. Trener Podhala tylko w pierwszych minutach spotkania miał „zajawkę”, gdy skiksował Ojrzanowski. W ostrych słowach go zrugał. Piłkarz też nie pozostał mu dłużny, ale szybko wymienili „sorry” i zaowocowało to dwoma golami. W obu akcjach główną rolę odegrał Sulka, postać meczu. Najpierw świetnie dograł do Swiętka, a za moment sam wykończył akcję. Wcześniej dwa razy spudłował i jak zauważył „do trzech razy sztuka”.
- Parodia futbolu. Brak myślenia piłkarskiego – złościł się na swoich zawodników szkoleniowiec Łososia. Z biegiem czasu nerwy mu coraz bardziej puszczały. Obserwatorzy z boku radzili mu wziąć głęboki oddech. – Może ma za mało cukru – ktoś zasugerował z boku. Bez przerwy podbiegał do linii bocznej i miał pretensje do pracy arbitra. Po raz pierwszy w 26 minucie, kiedy domagał się rzutu karnego za zagranie ręką Podhalanina. Atmosfera z boksu udzieliła się graczom Łososia, którzy na każdy gwizdek arbitra, który nie był po ich myśli, rzucali w pogoń za nim lub za arbitrem z chorągiewką. W 57 minucie sędzia żółtymi kartkami musiał utemperować trzech graczy gości.
– To kompromitacja jak prowadzicie to spotkanie – wrzeszczał Adam Ciastoń. – Przeprosi pan, panie sędzio? – włączył się kierownik drużyny. – Za co? – padła odpowiedź arbitra liniowego.
Kolejny napad złości miał miejsce w 91 minucie. Trener przyjezdnych domagał się „jedenastki”, a tymczasem gwizdek sędziego milczał jak zaklęty. Szkoleniowiec pogniewał się i poszedł do szatni. Zawodnicy również chcieli opuścić boisko, ale uprzedził ich sędzia odgwizdując koniec spotkania. Potem rozpętała się kolejna burza przed szatniami. – Trzeci mecz gramy i jeszcze uczciwy sędzia nam nie gwizdał - mówił jeden z piłkarzy Łososia schodzący z boiska. – Panowie uderzmy się w piersi. Po prostu nic nie gramy – studził gorące głowy Krawczyk.
Trenerskie opcje
Adam Ciastoń (Łosoś) – Na początku meczu zrobiliśmy dwa prezenty gospodarzom, ale najbardziej bulwersuje mnie postawa sędziów. Nie po to taki szmat drogi jechaliśmy, by walczyć nie tylko z rywalem, ale także ze „sprawiedliwymi”. Prowadzę grupy młodzieżowe i muszę się zastanowić, czy nie dać sobie spokój z futbolem, bo sporo mnie to nerwów i zdrowia kosztuje. Sędziowie wypaczają sportową rywalizację. Po ich wypowiedziach najlepiej widać, że nie panowali nad wydarzeniami na boisku. Nie mam do nich pretensji o pomyłki, które nie wypaczają wyniku meczu, ale nie uznali nam dwóch ewidentnych karnych. Co można w takiej sytuacji zrobić. Nawet najspokojniejszy człowiek może nie wytrzymać.
Krzysztof Leśniakiewicz (Podhale) – Cieszy pierwsza historyczna wygrana w piątej lidze. Przez 70 minut moi podopieczni bezbłędnie realizowali założenia taktyczne. Byliśmy zespołem lepszym, bardziej poukładanym wiedzącym co chcemy grać i co osiągnąć. Szkoda, że w kilku przypadkach zabrakło chłodnej głowy i wykończenia, bo rezultat byłby bardziej okazały na naszą korzyść. Jak zwykle tracimy gola przez naszą niefrasobliwość. Przeciwnik stworzył tylko jedną klarowną sytuację, na początku meczu, potem niewiele mógł zdziałać. Myślałem, że lepiej zagra. Będziemy starali się grać ładny futbol, by cieszył oko kibice, by sprawiał mu radość. Dziękuję chłopakom za serce, które dzisiaj zostawili na boisku.
NKP Podhale Nowy Targ - Łosoś Łososina Dolna 2:1 (2:0)
1:0 Świętek (Sulka) 29
2:0 Sulka (Świętek) 33
2:1 Skirło 80
Atrakcyjność meczu: * * *
Sędziował Damian Opaliński z Gorlic.
Żółte kartki: Misiura – Ł. Krok, M. Krok, Słomka, Skirło, Pałka.
NKP Podhale: Rabiasz – D. Żółtek, Bobek, Chorążak, Wójciak, Nykaza (86 A. Hajnos), Sulka (55 Hołyst), Gardoń (90+1 W. Żółtek), Misiura (90+2 Yoko), Świętek, Sulka.
Łosoś: Grzegorzek – Dudek (36 Wrona), Gródek, Ł. Krok, M. Krok, Krawczyk, Słomka (65 Grzybowski), Klóska, Augustyn (65 Maciuszek), Bomba (36 Pałka), Skirło.
Momenty były
5 – kiks obrony Podhala; przed szansą na objęcie prowadzenie Skirło, ale Rabiasz jest na posterunku. Broni nogami, a dobitka Klóski pofrunęła nad poprzeczką.
8 – uderza Sulka, broni Grzegorzek.
9 – Chorążak z dystansu, tuż obok słupka.
10 – Sulka z 20 metrów, z trudem broni ostatnia instancja przyjezdnych.
15 - główka Sulki z 5 metrów zbyt lekka i bramkarz z łatwością łapie futbolówkę.
20 – daleka wrzutka D. Żółtka na głowę Chorążaka, ale ten przestrzelił.
23 –piłka spadła mu za kołnierz D. Żółtkowi, ale naprawił swój błąd uprzedzając Klóskę.
26 – na ławce gości wrze. Domaga się karnego za zagranie Podhalanina ręką w polu karnym.
29 GOL! 1:0 – Nykaza ( rozgrywał świetne spotkanie) zainicjował kontratak w środkowej strefie boiska. Posłał długą piłkę na prawą flankę do Sulki, który wpadał w pole karne i mógł strzelać, ale dostrzegł kolegę w lepszej pozycji i dograł mu do pustaka.
33 GOL! 2:0 – goście wybijali piłkę, która odbiła się od Świętka i spadła pod nogi Sulki. Ten rozciągnął bramkarza niczym żabę na murawie i obok niego wpakował piłkę do siatki.
42 – Wrona oszukał dwóch piłkarzy Podhala w polu karnym, ale miał zbyt ostry kat, by oddać strzał. Próbował piłkę dograć górą na drugi słupek, ale zrobił to za mocno i kolega nie był w stanie zamknąć akcji.
57 – Pałka, M. Krok i Słomka zapoznają się z żółtym kolorem, za zbyt impulsywne komentowanie decyzji arbitra.
58 – uderzenie Świętka w krótki róg, z wyczuciem obronił Grzegorzek.
65 – Hołyst przestrzelił w dogodnej sytuacji.
80 GOL! 2:1 – wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą miejscowych, a tymczasem wystarczył moment nieuwagi, niechlujne podanie Ojrzanowskiego, minięcie się z piłką D. Żółtka i Skirło wlał nadzieje w serca garstki kibiców drużyny przyjezdnej.
85 – piękne uderzenie Nykazy; piłka pofrunęła minimalnie nad poprzeczką.
90 +1 – goście protestują, iż ich piłkarze był faulowany w polu karnym. Trener wpada w furię, udaje się do szatni.
Postać meczu – Mirosław Sulka
Od początku bardzo aktywny, szukający pozycji do oddania strzału. Miał dwie świetne, ale zabrakło precyzji, a może łutu szczęścia. Za trzecim razem już trafił, a zrobił to w mistrzowskim stylu. – Dwie nie weszły, to trzecia musiała wejść - śmieje się bohater meczu. – Otrzymałem bezpańską piłkę i początkowo chciałem uderzyć po długim rogu. Zauważyłem jednak, że bramkarz przesunął się w tamtą stronę, chciał szybko wrócić i rozłożył się na murawie. Zdecydowałem się uderzać w krótki róg i wpadło.

Nie zasępił przy trafieniu Świętka. Mógł strzelać, bo praktycznie większa cześć bramki była odkryta, a on z piłką przy nodze na 8 metrze. – Mogłem strzelać, ale kolega był lepszej pozycji, dograłem mu do pustej bramki –mówi.
W 50 minucie wszyscy zadrżeli, bo Mirek, po jednym z wejść przeciwnika, zwijał się na murawie. Potrzebna był pomoc masażysty. Po 5 minutach opuścił boisko. – Od początku grałem z kontuzją. Na rozgrzewce, bo dobrze się czułem, zdecydowano, że wystąpię. Przeciwnik zaatakował mnie nakładką. Mam spuchniętą nogę. Mało tego, wolnego wykonywali goście. Zszedłem, bo przed nami kolejne mecze.
W drugim meczu:
Jordan Jordanów – Glinik Gorlice 6:3 (1:3)
Stefan Leśniowski










