21.04.2009 | Czytano: 2188

Patryk znowu zwycięża (+zdjecia)

Patryk Galica Gudbaj, po kontuzji, która uniemożliwiła mu w zeszłym roku walkę o medal mistrzostw Polski, wrócił na motocrossowe tory! Dodajmy od razu, że we wspaniałym stylu. W miniony weekend wygrał zawody w Žilinie, zaliczane do mistrzostw Słowacji w klasie Junior.

Pozostawił w pobitym polu reprezentantów Słowacji, Czech i Węgier. Obsada była naprawdę mocna, a więc sukces poroninianina cieszy, bo pierwsza runda mistrzostw Polski tuż, tuż.

Patryk wygrał pierwszą jazdę, mimo iż start mu nie wyszedł. Z maszyny startującej wyszedł na drugiej pozycji. Cały czas zaciekle atakował pierwszą pozycję i na trzecim okrążeniu wyprzedził prowadzącego Patryka Kwaśnego, drugiego wicemistrza Polski. Z każdym okrążeniem, a było ich dwanaście, zwiększał przewagę. Na mecie przewaga nad Kwaśnym wyniosła ponad 10 sekund. Jechał płynnie, skocznie pokonywał fruwając, aż obserwatorom dech w piersiach zapierało. Robił to z ogromna swoboda i łatwością, co świadczy o jego doskonałej technice. Gdy był w powietrzu robił jeszcze ewolucje i pozdrawiał kibiców, zbierając od nich gromkie brawa. Słowacy kochają i znają się na motocrossie, wiedzą jak trudna to dyscyplina, więc docenili wspaniałą jazdę polskiego jeźdźca. Poroninianin z całej stawki 30 motocyklistów miał najlepszy czas jednego okrążenia – 2:09.379. Dokonał tego na jedenastej pętli, co dało prędkość 51,476 km /godzinę.


- Tor był miejscami twardy, a miejscami sypki, na którym usytuowano jedenaście skoczni z przeciwskokami – objaśnia Patryk Galica Gudbaj. – Trzeba było dobrać odpowiednie opony, by w sypkich miejscach się nie ślizgać. Niestety ja dobrałem złe, co odczułem w drugiej jeździe. Zaraz po starcie zaliczyłem dwie wywrotki i spadłem na ostatnią pozycję. Gdzieś na piątym, szóstym okrążeniu wysforowałem się na trzecią pozycję.

Zbliżałem się do liderów, miałem ich w zasięgu wzroku i wtedy…zaliczyłem kolejny upadek. Spadłem na dziesiątą pozycję. Różne wtedy myśli mi chodziły po głowie, ale zwyciężyła ta, by dodać gazu i jeszcze raz spróbować dogonić konkurentów. Udało się, wysforowałem się na drugie miejsce i już go nie oddałem do mety. Prowadzący stawkę Czech Martin Andrisiv był zbyt daleko, by go dogonić, chociaż próbowałem na ostatnich trzech okrążeniach. Dlatego na jedenastej pętli wykręciłem najlepszy czas wyścigu 2:09.08 przy prędkości 51,593 km/godzinę.

Niemniej w punktacji łącznej obu wyścigów zająłem pierwsze miejsce. Cieszę się z tego występu. Po kontuzji już nie ma śladu. Za tydzień wyruszam na swoim nowym Kawasaki na kolejne zawody. Chciałbym wszystkim sponsorom – Łukasik-motocykle, Papi servis i p. Miglowi z Panolin - podziękować, że mogłem wziąć udział w tych zawodach.

W zawodach wzięli również udział zawodnicy Tatrzańskiego Klubu Motorowego z Zakopanego – Słowak Mario Bolibruch i Maciej Chyc Magdzin. Mario w pierwszym wyścigu dojechał do mety na czwartej pozycji, tracąc do zwycięzcy blisko 38 sekund. W drugiemu biegu dał się wyprzedzić jeszcze jednemu jeźdźcowi, ale strata do zwycięzcy była podobna.

Po wielkich perypetiach zdrowotnych w poprzednich dwóch sezonach pojawił się na starcie Maciek Chyc Magdzin. Na swoim KTM wykręcił ósmy czas, zarówno w pierwszym jak i drugim starcie. Czekamy na kolejne jego udane starty.


Stefan Leśniowski < foto archiwum zawodnika>

Komentarze





reklama