– Niestety ale to jest nasza największa bolączka – mówi Bartłomiej Walczak. - Trafiliśmy na trudnego rywala, z górnej półki, który jest w „grze” o awans do wyższej ligi. Nam się z tą drużyną zazwyczaj dobrze grało i zdobywaliśmy z nią punkty. Tym razem również byli do ogrania. Wcale nie byliśmy gorsi. Z tym tylko wyjątkiem, że oni wykorzystali nasze dwa błędy w obronie, a my ich potknięć nie zdołaliśmy zamienić na gole. Nie potrafimy zdobywać goli nawet z wymarzonych sytuacji. Zmarnowaliśmy mnóstwo okazji, w tym dwie stuprocentowe (Komorek i Pietrzak).
MKS Trzebinia Siersza – Wolski Lubań Maniowy 2:0 (1:0)
Bramki: Czech 20, Sabuda 84.
Wolski Lubań: Zając – Kowalczyk, Babik, Gąsiorek (82 K. Potoczak), Anioł – Komorek (70 Waksmundzki), Górecki (55 Sral), Hałgas, Zasadni – Kurnyta (75 Ciesielka), Pietrzak.
Stefan Leśniowski
Bez armat
Nasz czwartoligowy jedynak – Wolski Lubań Maniowy – przed wyjazdem do Trzebini nie miał wesołych min. W trzech spotkaniach zdobył zaledwie jeden punkcik. Nic więc dziwnego, że „Poprawić dorobek punktowy” było przewodnim hasłem przed sobotnia potyczką. Wyprawa maniowian zakończyła się kolejnym fiaskiem. Wrócili bez punktów i bramek. Strzelecka niemoc nadal trapi zespół dowodzony przez Bartłomieja Walczaka.










