O tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć, bo też rywal nie był najwyższych lotów. Początek nie zapowiadał problemów. Nowotarżanie szybko objęli prowadzenie 7:2 i stanęli. Trzciński w 5 minucie miał już na koncie trzy przewinienia, z czego dwa ofensywne. Za chwilę limanowianie prowadzili 18:13. To zmobilizowało górali, którzy pierwszą kwartę zakończyli 7 - punktowym prowadzeniem. Druga piątka powiększyła ją w drugiej ćwiartce do 14 punktów, a zaraz po przerwie wzrosła do 19 „oczek”.
Wydawało się, że jest posprzątane. Widocznie tego samego zdania byli nowotarscy koszykarze, bo trzecia część meczu w ich wykonaniu była fatalna. Raz za razem nadziewali się kontry, tracąc piłkę w stylu, który nie przystoi nawet drużynie początkującej. Podania na wariata, zamiast docierać do rąk partnerów obijały się od pleców lub ściany. Zaś w defensywie radosna twórczość. Nikt nie zastawiał, nikt nie raczył wracać za kontratakami przeciwnika. Jeśli już to deskę z kretesem przegrywali i swoją, i rywala. Nic więc dziwnego, że 4 minuty i 30 sekund przed końcem spotkania gospodarze prowadzili zaledwie 4 punktami. Zrobiło się nerwowo, trener wziął czas, uspokoił grę i jego podopieczni dowieźli zwycięstwo do końcowej syreny.
- Nonszalancja wkradła się w nasze poczynania przy wysokim prowadzeniu - mówi trener Wojciech Polak. – Chłopakom wydawało się, że jest po meczu, że spacerkiem dograją spotkanie. Tymczasem przeciwnik bardzo ambitnie walczył do końca, miał świetny fragment gry w defensywie. Mocno nas naciskał i gubiliśmy się, nie wychodziliśmy na pozycję. Stracić z takim rywalem 72 punkty, to blamaż gry w obronie. Brakowało asekuracji, przegrywaliśmy pojedynki jeden na jeden, lepsi byli w zbiórkach na obu tablicach, nie zastawialiśmy. W tych elementach byliśmy gorsi. W ataku wyszło nam parę składnych akcji, ale to małe pocieszenie.
UKS Piątka Nowy Targ – MKS Limanowa 81:72 (27:20, 13:6, 18:24, 24:22)
Piątka: M. Leja 6, Senio 8, Trzciński 20, Burdyn 16, Żmuda 18, P. Leja 9, Kolasa 1, Szymański 1, Rokicki 2, Balakowicz, Jaskierski. Trener Wojciech Polak.
Stefan Leśniowski










