25.10.2011 | Czytano: 1337

NLPH: Falstart mistrza

Na Podhalu zima za pasem, więc piłkarze z trawiastych boisk przenoszą się pod dach. Ruszyła właśnie siódma edycja Nowotarskiej Piłki Halowej. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Bogdan Szeliga. W 2003 roku zorganizował turniej w hali z udziałem 16 drużyn, które podzielił na dwie ligi. Co prawda wcześniej, za sprawą Jana Leśnickiego i Pawła Batkiewicza, toczyły się rozgrywki w hali, ale nie były one cykliczne i w formie lig.

Inauguracyjna kolejka w pierwszej lidze przyniosła sensację sporego kalibru. Obrońca mistrzowskiego tytułu „rozstrzelany” został przez beniaminka Drużynę A, która do ligi trafiła z barażu, po zajęciu drugiego miejsca na drugim froncie. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, iż mistrzowie pokpili sprawę, bo dysponowali bardzo krótką ławką. Dopóki starczyło im sił, to toczyli wyrównany bój. Przez 3/4 meczu wynik był na styku (2:1) i trwała wymiana ciosów. Było sporo akcji, interwencji bramkarskich, a także festiwal słupków i poprzeczek. Z mistrzów uszło powietrze, gdy stracili czwartego gola. Szósta bramka padła sekundę przed końcową syreną (6:1).

Również drugi beniaminek MIX40 postawił się Gaździe. W tym przypadku Gazda również nie mogła skorzystać z pełnego składu. Mecz przebiegał pod dyktando beniaminka, który na początku drugiej odsłony prowadził już 2:0. Czyżby sensacja? – zastanawiali się kibice. Nie doszło do niej, gdyż sprawy w swoje ręce wziął Zięba. Świetne rozgrywał piłkę i koledzy mieli okazję sprawdzić swoje snajperskie możliwości. Udało się dogonić, a nawet prześcignąć rywala (3:2), ale MIX 40 nie poddawał się i doprowadził do wyrównania. Odpowiedź Gazdy była jednak piorunująca.

Okrasą inauguracyjnej serii była potyczka Gladiatora z Piekarnią Hajnos. - Porywający show – mówi organizator Grzegorz Wrona. – Odnosiło się wrażenie, że chłopcy są niesamowicie głodni piłki, jakby jej nie kopali, co najmniej przez pół roku. Szaleńcze tempo, mnóstwo sytuacji podbramkowych, cała masa fenomenalnych interwencji bramkarzy. Kibice zastanawiali się, czy piłkarze wytrzymają szaleńcze tempo. Wytrzymali, dzięki wspanialej technice.

„Piekarze” cały mecz gonili rywala. Doszli ich na 3:3, ale w końcówce gapiostwo obrońców, sprawiło, iż Pucharski znalazł lukę w defensywie, wszedł w nią jak w masło i zdobył zwycięskiego gola.

Supra po mistrzostwie na trawie chce pójść za ciosem i również pod dachem zostać najlepszym teamem na Podhalu. Poczuli to na własnej skórze piłkarze Asów, przegrywając 2:4. Supra dyktowała warunki gry, a już tradycyjnie pierwsze skrzypce w zespole grali Możdżeń i Strama. Mecz bez fajerwerków, ale podobnie jak pozostałe bez fauli.

- To mnie ogromnie cieszy, gdyż wprowadzone przez nas przepisy z futsalu miały na celu bezpieczeństwo zawodników – twierdzi Grzegorz Wrona. – Gra przez to stała się szybsza, płynniejsza. Przypomnę, że po pięciu faulach w każdej połowie wykonywany jest rzut karny przedłużony. Piłkarze starali się nie przekraczać limitu. W tej kolejce ani jeden taki rzut karny nie był wykonywany.

Gladiator – Piekarnia Hajnos 4:3 (3:2)
Bramki: Gotkiewicz 2, Pucharski, Kasperek – Kulesza, A. Hajnos, Nedermayer.

Gazda – Mix40 4:3 (0:1)
Bramki: Skawski 2, Czech, Mastalski – Czubiński, Dobrzyński.

Paka Jana – Drużyna A 1:6 (1:2)
Bramki: Subik – Batkiewicz 2, Wójciak, Sarna, Leja, Sadowski.

Asy – Supra 2:4 (1:2)
Bramki: Rak, Zgierski – Możdżeń 2, Strama, Kukliński.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama