- Gdyby przed sezonem ktoś powiedział mi, że ustrzelimy dublet, to kupiłbym go w ciemno – mówi trener UKS Piątka, Wojciech Polak. – Broniliśmy tytułu, występowaliśmy więc w roli faworyta, ale to mogło nie być naszym atutem. Tym bardziej, iż przeciwnicy zawieszali nam wysoko poprzeczkę. Do rywalizacji z nami obowiązywało hasło „bij mistrza”. W dodatku krakowskie kluby się wzmocniły. Tradycja w mieście Kraka zobowiązuje, a do tego jest w z kogo wybierać. Niemniej chłopcy stanęli na wysokości zadania, a poziom ligi nie był niższy niż w poprzednim sezonie. Na sukces złożyła się systematyczna praca. Cztery razy w tygodniu ćwiczyliśmy, a frekwencja wyniosła 80-90%. Rywalizowaliśmy w dwóch rocznikach i to też miało znaczenie. Młodsi zawodnicy mieli kontakt z szybszą i twardszą grą, która owocowana w konfrontacji z rówieśnikami. Pod względem technicznym nie ustępowaliśmy reszcie drużyn.
Jedynie wzrostem ekipa Wojciecha Polaka ustępowała przeciwnikom. „Niskopienni” – mówiono o zespole. Brakowało zawodnika podkoszowego, który czyściłby przedpole, zbierał piłki z obu tablic, a z atakującej dobijał. Takiego gracz Piątka znalazła na drugą cześć sezonu. – Zwijacz właśnie zrobił różnicę na tablicach – przyznaje Wojciech Polak. – Ma smykałkę do tej gry. Piłka pod koszem go szuka. Umiał się ustawić i piłka trafiała do jego rąk. Dotychczas mieliśmy najniższą drużynę w lidze, ale powstawała spontanicznie i nie było okazji na selekcję. Kto chciał grać, ten grał. Teraz to się zmienia. Choćby przykład Zwijacza. Mirek Ćwikiel polecił mi dwóch wysokich graczy, powyżej 180 cm. Jeden z nich jedzie z nami na obóz, drugi jeszcze się nie określił.
Stefan Leśniowski










