22.03.2009 | Czytano: 1092

Justyno! Jesteś wielka!

To był niezwykle udany sezon dla Justyny Kowalczyk. Do dwóch złotych i brązowego medalu mistrzostw świata dorzuciła dwie „kryształowe kule” – „dużą” w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i „małą” na dystansach. Do niedzieli jeszcze żaden Polak, ani żadna Polka nie zdobyła kryształowej kuli! Kryształową kulę odebrała z rąk króla Szwecji Karola VI Gustawa.

Kowalczyk główne trofeum Pucharu Świata wywalczyła rzutem na taśmę. Przed ostatnim startem w Falum na dystansie 10 km techniką dowolną, na czele była Słowenka Petra Majdic. Kowalczyk musiała wygrać ostatni bieg, a Słowenka być najwyżej na trzecim miejscu. Wtedy „Kryształowa kula” trafiała do rąk Polski. Niemożliwe? Ciężka praca, upór w dążeniu do celu się opłacił.

Po to najcenniejsze trofeum Kowalczyk wyruszyła jako pierwsza z 48 sekundowym handicapem nad drugą zawodniczką Anną Olsson (Szwecja). Majdic traciła do Polski minutę i sześć sekund. Słowenka nie dała rady dopędzić naszej reprezentantki. Nawet wywalczyć drugiego miejsca, które dawało jej Puchar Świata. Do mety dotarła na 12 miejscu. Potwierdziła się reguła, że Słowenka nie potrafi biegać długich dystansów.

Kowalczyk finałowy bieg doskonale rozegrała taktycznie, dobrze rozłożyła siły. W połowie dystansu prowadziła z bezpieczną przewagą, nad drugą Norweżką Charlotte Kallą miała ponad 41 sekund przewagi, trzecia także Norweżka Therese Johaug traciła do Polki 45,3 sek. W końcówce biegu Norweżki jeszcze przyśpieszyły, ale żadna z nich nie zdołała wyprzedzić dwukrotnej mistrzyni świata z Liberca. Polka jako pierwsza minęła linię mety.

- Po raz pierwszy wystartowałam do biegu w żółtym trykocie liderki zawodów finałowych Pucharu Świata i wygrałam! – mówi uśmiechnięta Justyna Kowalczyk. - Jestem szczęśliwa, ale bardzo zmęczona. Bolały mnie już nogi, ale chyba zachowałam sporo sił. Przed biegiem w moim teamie była pełna mobilizacja. Całemu zespołowi bardzo dziękuje. Spisali się na medal. Teraz marzę tylko o odpoczynku. W przyszłym roku nie przewiduję żadnych zmian, będziemy pracowali w tym samym zespole.

- Kryształowe kule są deserem – mówi trener Justyny, Aleksander Wierietielny. - Puchar Świata wywalczyliśmy trochę po drodze.

- Przygotowywaliśmy się do mistrzostw świata w Libercu. Od kilku lat ciężko pracujemy. Każdy sezon mieliśmy lepszy od poprzedniego. Po takiej katorżniczej pracy wyniki musiały przyjść. I przyszedł! W tym sezonie rozwiązał się worek z medalami - mówił szczęśliwy na mecie w Falun trener Justyny Kowalczyk

W tym sezonie w zawodach rangi Pucharu Świata Polka czterokrotnie wygrywała (17 stycznia w Whistler, 24 stycznia w Otepaeae, 14 lutego w Valdidendro i 8 marca w Lahtu), a jeszcze częściej stawała na niższych stopniach podium (29 listopada w Kuusamo, 16 stycznia w Whistler, 12 i 14 marca w Trondheim, 20 i 21 marca w Falun).

Stefan Leśniowski

Komentarze





reklama