Charakter nowotarżanki pokazały, ale efektywne rezultaty przyniósł tylko w pierwszej odsłonie. Gospodynie rzuciły się na rywali, jak wygłodniałe wilczyce. Chciały je natychmiast pożreć. Wydawało się, że jest to realne, gdyż Absolwent rozpaczliwie się bronił przed atakami góralek. Z wielu okazji zdołały jedynie nadgryźć „ofiarę”. Bez opamiętania atakowały ją, zasypywały gradem strzałów, ale obrończyni „stada” spisywała się rewelacyjnie, mimo iż dopuściła do trzech ukąszeń. Jako pierwsza uszkodziła rywalki Białoń, a potem w odstępie 9 sekund Fuła i Lech. Góralki poczuły krew, ale nie potrafiły dobić przeciwnika. A ten po raz pierwszy próbował się odkuć w 12 minucie. Pocisk wystrzelony z „broni” Pawlak nie był precyzyjny, ale dał sygnał, że „ofiara” nie da się tak łatwo pożreć. Więcej, postanowiła zaatakować i trafiła nowotarżanki w czuły punkt w 19 minucie.
Gol do szatni sprawił, iż przyjezdne śmielej zaatakowały. Miały ułatwione zadanie, bo góralki cofnęły się do defensywy. Po co? Ponadto ich „strażnik” broniący „klatki” wybitnie nie miał swojego dnia. Był sprzymierzeńcem siedlczanek. W drugiej części meczu cztery razy pozwolił uszkodzić swój zespół, przy czym trzy trafienia wybitnie obciążają jego konto.
- Cały zespół zawinił, nie tylko bramkarka – bronił trener Jacek Michalski. – Jedynie druga bramka to jej błąd, pozostałe to kiksy obrony.
W trzeciej tercji przyjezdne bardzo mądrze się broniły, trzymały – używając terminologii bokserskiej – na dystans nowotarżanki. Tym nie można odmówić ambicji, ale też motały się jak ryba w sieci. Akcje były rwane. Nie miały tempa, a jeśli udało się już oszukać defensywę Absolwenta, to z ostatniej instancji zrobiły bohaterkę. Ta skapitulowała tylko raz po strzale Krzystyniak, zaraz na początku ostatniej części gry i wydawało się, że jest sporo czasu, by jeszcze odwrócić bieg wydarzeń na parkiecie. 63 sekundy przed końcem gospodynie poprosiły o czas, a po nim wycofały bramkarkę, ale ten manewr nie przyniósł spodziewanych efektów. Trzeba było pożegnać się z myślą o finale i grze w Pucharze Europy. Nowotarżanie nie obronią wicemistrzostwa kraju.
Końcówkę dziennikarze obserwowali już w drzwiach hali. Zostali wyproszeni z miejsc prasowych. Dlaczego? Bóg raczy wiedzieć. Taki miał kaprys arbiter Zając. Nie miał nawet odwagi wytłumaczyć się ze swojej decyzji. Nie wiem czym zasłużył sobie na prowadzenie spotkań na tak wysokim szczeblu, skoro zachował się jak szóstoklasista. Przepraszam niejednego szóstoklasistę, bo chyba są bardziej elokwentni i potrafiliby wytłumaczyć swoją decyzję. Ten jednak uciekał przed dyktafonami żurnalistów jak spłoszony zwierzak, który wtargnął do cudzej zagrody. Jąkał się, odpychał... Było to żenujące bądź co bądź w wykonaniu dorosłego człowieka. Poważnie to nie wyglądało. Czy wszyscy w obozie Aleksandra Bieńkowskiego mają taki sposób bycia? Jeśli nie potrafią wytłumaczyć decyzji jaką podjęli, to po co sędziują?
O sprawiedliwości też nie ma co mówić. Wyrzucił dziennikarzy najbardziej poczytnych gazet w Małopolsce - „Dziennika Polskiego”, „Tygodnika Podhalańskiego” i „Gazety Krakowskiej Polska the Times”, zostawił portal internetowy poświęcony unihokejowi. Zakazał robienia fotek Maciejowi Zubkowi z „DzP”, a nie uczynił tego w stosunku do fotografa wspomnianego już portalu. Nie jest to dziwne panie prezesie PZU? Mamy nadzieję, że stawi się pan na finał mistrzostw Polski mężczyzn i jak mężczyzna wytłumaczy pan dziennikarzom dlaczego nie mogą wykonywać swojej pracy? Może unihokej nie potrzebuje promocji? A może ludzie typu Zając szkodzą dyscyplinie?
– Ależ ci dziennikarze musieli narozrabiać, że zostali w ten sposób potraktowani – pomyśli ktoś. I jest w błędzie. Oto jak do tego doszło. Przedstawiciel Absolwenta w końcówce meczu zauważył, iż zegar nie ruszył. Poinformował arbitrów, że to trzeci raz. W tym momencie włączył się do akcji Arkadiusz Pysz, trener MMKS Podhale. Ten z kolei twierdził, iż protestujący nie jest wpisany do protokołu. Działacz musiał opuścić zajmowane miejsce. Przy okazji wykurzyli dziennikarzy. Dziwię się tylko Pyjosowi, że „stary wyga” dał się nabrać na taki numer kolegi. Pośrednio również jest winny, tym bardziej, iż nie potrafił w klarowny sposób wytłumaczyć to co się stało. Twierdził, że to dla bezpieczeństwa zawodniczek, bo mogłyby wpaść w reportera. Jakość od kilku lat nikt nie wpadał i nikomu się nic nie stało. Na dobrą sprawę trzeba byłoby też ścianę wyrzucić, bo ta stoi za blisko bandy. Jest chyba bardziej niebezpieczna niż dziennikarze. Strasznie niedorzeczne tłumaczenie.
MMKS Podhale Nowy Targ – Absolwent Siedlec 4:5 (3:1, 0:4, 1:0)
Bramki dla Podhala: Białoń, Fuła, Lech, Krzystyniak.
MMKS Podhale: Guzik (40:00 Mrugała); Lech – Grynia, Grzelec – Bugajska; Krzystyniak – K. Piekarczyk – Siuta, E. Bryniarska – Białoń – Fuła, Skiba - Pohrebny – Sopiarz oraz Timek i Dębska. Trenerzy: Arkadiusz Pysz i Jacek Michalski.
Stefan Leśniowski










