16.12.2010 | Czytano: 1279

Mocna liga gwarantem sukcesów

Z Dominikiem Saśkiewiczem, menedżerem reprezentacji Polski w unihokeju, która w Helsinkach podczas mistrzostw świata osiągnęła historyczny sukces - rozmawia Stefan Leśniowski.

- Dziewiąte miejsce w debiucie w światowej elicie to niewątpliwie największy sukces polskiego unihokeja. Klucz do sukcesu?
- Przede wszystkim świetny dobór trenerów, którzy potrafili wpłynąć na drużynę, przygotować ich pod względem taktycznym i mentalnym. Zawodnicy wiedzieli co mają grać. Półtora roku temu otrzymali wytyczne z taktyki. Mieli się nauczyć, jak pacierz, jakim schematem mają grać w komplecie, a jakim w przewadze bądź osłabieniu. Oczywiście przed każdym meczem taktyka była weryfikowana, ale głównie założenia zostały zachowane. Wpływ na wynik miała także dobra organizacja w Związku. Wszystko mieliśmy zapewnione - świetny hotel, wyżywienie, odżywki i sprzęt. Osiągnęliśmy maksimum tego co mogliśmy osiągnąć.

- Pojechaliście na czempionat z marszu. Nie obawialiście się braku zgrania?
- Nie można powiedzieć, że z marszu. Drużyna była budowana półtora roku. Do składu wskoczył tylko Mateusz Podraza, który z powodu kontuzji nie brał udziału w konsultacjach. Niemniej przygotowywał się pod względem taktycznym. Ponadto mistrzostwa trwają długo i trzeba urlopować się z pracy, bo nasza dyscyplina jest amatorska.

- Najmocniejsze i najsłabsze ogniwa reprezentacji?
- Najmocniejszym ogniwem był Mikulski. Zawodnik waleczny, który motywował i budował drużynę. Było kilku zawodników, których stać było na lepszą grę. Niestety mamy słabą ligę, mało gramy i bramkarze nie mają gdzie podnosić swoich kwalifikacji. Ci, którzy bronili, zagrali na miarę swoich umiejętności.

- Jak zaprezentowali się nowotarżanie?
- Najbardziej na pochwały zasłużyła czwórka obrońców. Lech, Kasperek, Dziurdzik i Ligas nie popełniali większych błędów i konstruowali akcje ofensywne. Więcej oczekiwaliśmy od napastników. Augustyn nie bardzo mógł się odnaleźć. Grał na 80% swoich możliwości. Kostela miał słabą pierwszą fazę. Nie mógł odnaleźć swojego rytmu, jakby był przetrenowany. Niemniej w fazie play off pokazał, że jest dobrym graczem, zdobywał bramki i ciągnął swój atak. Podrazie warunki fizycznie nie pozwalały pokazać wszystkich atutów, ale zasługuje na wyróżnienie. Chlebda grał dobrze, zdobywał punkty, ale mógł wykazać się lepszą skutecznością. Wypełnił powierzone mu zadanie.

- Co trzeba poprawić, by za dwa lata znaleźć się w ósemce globu?
- Podnieść poziom ligi. Zwiększyć ilość drużyn i spotkań. Z obecnym stanem nie mamy szans utrzymać się w pierwszej dziesiątce. Ósemka wyraźnie nas przewyższa. Z Łotyszami uzyskaliśmy w miarę dobry rezultat, ale tylko dlatego, że graliśmy destrukcyjnie. Staraliśmy się wyprowadzać kontry, ale bramki nie zdobyliśmy. Może z Estończykami i Rosjanami udałoby się korzystniej wypaść, ale... Oni mają ligi mocniejsze i w decydujących momentach meczu być może ich ogranie wzięłoby górę.

- Plany reprezentacji na najbliższy okres?
- Zawodnicy otrzymali pół roku wolnego. Do pierwszego spotkania dojdzie w sierpniu w Nowym Targu, skąd udamy się na turniej do Czech. Następne zgrupowanie planowane jest na listopad i wypad do Niemiec na kolejny turniej. Teraz priorytetem są kadry seniorek i juniorów, które w przyszłym roku czekają mistrzostwa świata.

- Jak przebiegać będą kwalifikacje do kolejnego czempionatu? Czy dziewiąte miejsce gwarantuje nam rozstawienie?
- Tylko pięć pierwszych zespołów ma zapewniony udział w kolejnym czempionacie w Szwajcarii. Federacje do końca grudnia mają czas zgłosić drużyny narodowe do eliminacji. W europejskiej strefie zapowiadają się rekordowe zgłoszenia. Być może będą cztery grupy kwalfikacyjne. Gdyby tak się stało, to bylibyśmy rozstawieniu w pierwszym koszyku.

 Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama