– Dzięki szwedzkim trenerom zrobiliśmy spory krok do przodu - wyjawia Artur Kasperek. - Przeciwnicy chwalili styl jaki zaprezentowaliśmy. Łotysze sami przyznali, iż wynik 0:6 był za wysoki jak na naszą świetną grę w obronie.
- W decydującym meczu z Niemcami goniliście wynik. 45 sekund przed zakończeniem regulaminowego czasu zdobyłeś gola na wagę dogrywki.
- Dużo szczęścia było w tej akcji. Dostałem idealne podanie od Dziurdzika na bandę. Trener uczulał nas, żeby strzelać z tych miejsc, bo Niemcy zostawiali wolną strefę. Piłeczka po drodze odbiła się od kija któregoś z zawodników i wpadła do siatki. Szczęście sprzyja lepszym. Ten mecz pokazał jak duży postęp poczyniliśmy szczególnie w taktyce. Dwa lata temu Niemcy byli dla nas nie do ugryzienia, a teraz toczymy z nimi wyrównane boje i co najważniejsze zwycięskie.

- By zagrać z Niemcami trzeba było wyeliminować Kanadę, sprawcę ogromnej niespodzianki. Wyrzuciła Danię za burtę, która z wami wygrała kwalifikacje.
- Duńczycy mieli problemy kadrowe. Wyrzucili z kadry najlepszego zawodnika, bo psuł w niej atmosferę. Mimo to przegrana z Kanadą była sporą niespodzianką. Słabo zagrali, a Kanadyjczycy wnieśli się na wyżyny swoich umiejętności. „Klonowe Liście” to drużyna o świetnych warunkach fizycznych i wybiegana. Tym nas przewyższała, ale technicznie była słabsza. Świetnie się mecz dla nas ułożył. Trener skonstruował dwie piątki. Wszyscy nowotarżanie grali. Udało się ich pewnie ograć, chociaż była chwila niepewności, gdy straciliśmy trzy gole podczas 7- minutowego odpoczynku Gaickiego na ławce kar.
- Byliście chyba zbyt dużymi optymistami przed meczem z Łotyszami w walce o ósemkę?
- To jeszcze nie ta półka. Bardzo dobrze grali w obronie, nie pozwalali nam na oddanie strzału. Oni, Norwegowie, Rosjanie i Estończycy jeszcze nie są przez nas do ruszenia, aczkolwiek nie jest to już tak duża przepaść jak kilka lat wstecz. W tej chwili 9. miejsce to szczyt naszych możliwości. Jesteśmy najlepsi, jakby w drugiej lidze. Wydaje mi się, że za dwa lata będziemy w stanie awansować do ósemki. Rywale są do ogrania, jeśli nadal będziemy solidnie pracować.

- Mistrzostwa pokazały, iż Finlandia, Szwecja, Czechy i Szwajcaria to nietykalna czwórka. Od kilku lat dzieli między sobą medale.
- Potrzeba 10-15 lat, żeby ich dogonić. To co Finowie zagrali w finale ze Szwecją, to kosmiczny unihokej. Szwedzi, wielokrotni mistrzowie świata, którzy są wzorem dla innych nacji, byli bezradni. W Finlandii unihokej jest popularniejszy niż futbol czy hokej. Jakąkolwiek otworzy się gazetę, to na pierwszych stronach unihokeiści. Nic więc dziwnego, że organizacja czempionatu była wzorowa. Niczego nam nie brakowało. Na wysokości zadania stanął również nasz związek. Wywiązał się ze wszystkiego.
- Unihokej będzie dyscypliną olimpijską?
- W 2024 roku. Mamy takie obietnice. Igrzyska już nie dla mnie, chyba, że w roli szkoleniowca.
Tekst Stefan Leśniowski
FOTO: flicker.com oraz Mateusz Leśniowski










