06.01.2009 | Czytano: 1673

Katamaran Podhale

Synoptycy gdańskiego Stoczniowca zapowiadali sztorm na Bałtyku. Widocznie nie skorzystali ze zdobyczy najnowszej techniki, tylko byli u wróżki, a ta nie przewidziała, iż wiatr zmieni kierunek. Kapitan i załoga okrętu „KS Podhale” nie wystraszyła się sztormu, wyszła w morze i pokonała wzbierające się fale.

Niestety dla okrętu „Stocznia” nie był to handicap. Statek został źle przygotowany do wyprawy w morze. Miał sporo wad, a już na pewno nie przypuszczał, iż wiatr nagle zmieni swoją siłę i kierunek. Niespodziewanie, po wyjściu z portu, powiał halny, a w takich okolicznościach górale pouczyli się jak „ryba wodzie”. „KS Podhale” przekształciło się w katamaran, niezwykle szybki statek. „Stocznia” nie była w stanie go dopędzić.

Pierwszy, którego zaskoczył nagła zmiana podmuchów był bramkarz Odrobny. Już po 15 minutach wypadł za burtę. Posłał go tam głównodowodzący „Stoczni”, kapitan Henryk Zabrocki. Nie spodobały mu się jego działania Odrobnego na rufie. Pierwszą fatalną decyzję podjął już w 3 minucie. Kačiř trafił w niego, a ten próbował sparować „gumę” nad bramkę. Zrobił to tak nieudolnie, że krążek po plecach wturlał mu się do bramki. Jeszcze go ratował, ale…było za późno. Niemniej arbiter nie był przekonany w stu procentach, że czarny kauczukowy przedmiot przekroczył całym obwodem linie bramkową. Dopiero analiza wideo go w tym utwierdziła.

Uszkodzenie „trapa” było szokiem do stoczniowców, którzy długo nie mogli się z niego wydobyć. W miedzy czasie stracili kolejny. Malasiński z dziecinną łatwością minął przy bandzie dwóch zawodników, łukiem wyjechał przed bramkę i znalazł lukę między parkanami ostatniej instancji gospodarzy. 2 minuty później gospodarze się odgryzają. Łopuski zagrywa wzdłuż bramki, a Rzeszutko dostawia tylko łopatkę kija i krążek grzęźnie w siatce. Wzmógł się gorący doping na trybunach, ale szybko został stłumiony przez Petrinę. Baranyk co prawda nie wykorzystał sytuacja sam na sam, ale za moment Petrina strzałem niemal z czerwonej linii zaskakuje miejscowego golkipera. Zabrocki dość miał „popisów” reprezentacyjnego bramkarza i posadził wysadził go za burtę. Jego miejsce na tylnej rufie zajął Soliński. W końcówce odsłony, gdy górale grali w osłabieniu (Sulka przebywał na ławce kar), gospodarze mocno przycisnęli, ale tylko Rzeszutko zdecydował się na sprawdzenie depozycji Zborowskiego.

Po zmianie stron gospodarze, nie mający nic do stracenia, próbowali zmienić kierunek powiewów. Furo, Ziółkowski, Łopuski i B. Wróbel nie potrafili rufowego Zbrowskiego pokonać. „Zbora” solidnie wykonywał swoją robotę, a koledzy z pola cierpliwie czekali aż „rybacy” się wyszumią. Gdy ocenili, że tak się stało, przystąpili do niszczycielskiej roboty. Jeszcze w 32 min. Soliński zatrzymał Zapałę w samotnym najeździe, ale potem nastąpiło 169 sekund halnego, który zawiał z podwójną siłą. Zmiatał wszystko co było na jego drodze, aż wreszcie zatopił Stocznię. Na rufie dziobowej był Różański. To on w odstępie 95 sekund uderzył ze zdwojoną mocą. Mało tego, 74 sekund później Baranyk po raz trzeci naruszył okręt stoczniowców, przy okazji ośmieszając jego załogę i bosmana.

Zatapiany jeszcze raz się poderwał, ale też załoga „KS Podhale” poszła odpocząć. Przez minutę na pokładzie okrętu znajdowało się tylko trzech Podhalan, lecz dzielnie się bronili. Niemniej, gdy jeden z nich wrócił na pokład, Ziółkowski zdołał się przebić i troszkę namieszać w kabinie sterowniczej. Ten incydent potwornie zeźlił górali, którzy szybko odpowiedzieli dwoma uderzeniami. Szczególnie Zapały do pustej bramki, po wcześniejszym demontażu obrony przeciwnika przez kapitana Różańskiego, miało znamiona misternej roboty.

- Nastawieni byliśmy na większy opór ze strony gospodarzy – mówi drugi trener „Szarotek”, Marek Ziętara. – Poszło nam bardzo łatwo, ale też mecz świetnie się dla nas ułożył. Szybko zdobyliśmy dwie bramki. I w zasadzie kontrolowaliśmy już do końca przebieg wydarzeń na tafli. Przeciwnik w każdym elemencie był słabszy. Nie miał żadnych atutów, by nas pokonać. Drużyna zagrała dynamicznie, zarówno w obronie jak i ataku.

Energa Stoczniowiec Gdańsk – Wojas Podhale Nowy Targ 3:8 (1:3, 0:3, 2:2)
0:1 – Kačiř – Zapała (2:59),
0:2 – Malasiński (9:28),
1:2 – Rzeszutko – Łopuski (11:19),
1:4 – Różański – Petrina (34:04),
1:5 – Różański – Kačiř (35:39),
1:6 – Baranyk – Kubenko (36:53),
2:6 - Ziółkowski – Rzeszutko (44:51 w przewadze),
2:7 – Petrina – Dutka – Voznik (48:28 w przewadze),
2:8 – Zapała – Różański (50:26),
3:8 – Łopuski (52:52 w przewadze).

Sędziowali: Dzięciołowski (Bydgoszcz) – Moszczyński i Szachniewicz (Toruń).
Kary: 6 – 16 min.
Widzów 1200.

Stoczniowiec: Odrobny (14:59 Soliński); B. Wróbel (4) - Benasiewicz, Rompkowski – Skrzypkowski, Bigos – Leśniak, Maj; Urbanowicz - Zachariasz – Furo, Ziółkowski - Rzeszutko (2) - Łopuski, Poziomkowski - Hurtaj - Strużyk oraz Prygoń, Kabat. Trener Henryk Zabrocki.

Podhale: Zborowski; Sroka – Sulka (2), Dutka (2) - Petrina (2), Kret (4) – Łabuz (2), Gaj – Galant (4); Różańśki - Zapałą – Kačiř, Kubenko – Voznik – Baranyk, Malasiński - Dziubiński - Gruszka, Kmiecik – K. Bryniczka - Batkiewicz. Trener Milan Jančuška.


Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama