04.12.2010 | Czytano: 1312

Udany debiut

Zwycięstwem nad Singapurem rozpoczęli zmagania polscy unihokeiści w mistrzostwach świata, które rozgrywane są w Helsinkach i Vantaa (Finlandia). Biało- czerwoni, z ośmioma nowotarżanami, debiutują w gronie 16 najlepszych ekip świata.

Polacy trochę się obawiali egzotycznego rywala, który był dla nich wielką niewiadomą. – Nie jest to wygodny przeciwnik – mówił przed wyjazdem Piotr Kostela. – Może nie zbyt dobry technicznie, ale wybiegany. W pierwszym występie będzie miał dużo sił i może zawiesić nam wysoko poprzeczkę.

Nie zawiesił, chociaż już w 38 sekundzie objął prowadzenie. Na szczęście radość Sinapuru z prowadzenia trwała zaledwie 59 sekund. Nowotarżanin Chlebda znalazł sposób na ich bramkarza. Potem Gaicki wykorzystał grę w przewadze, a dwa gole Mikulskiego sprawiły, iż Polacy na przerwę schodzili z bezpieczną przewagą trzech goli.

Wydawało się, że biało –czerwoni po przerwie pójdą za ciosem. Tymczasem dostroili się do stylu gry Singapuru. Ci co prawda byli szybcy, bardzo zwinni, ale ich akcje były chaotyczne. Polacy nie potrafili utrzymać rytmu gry z pierwszych 20 minut. Atakowali, ale ich akcjom ofensywnym brakowało polotu, przyspieszenia, finezji. Rozgrywali piłeczkę w jednostajnym tempie i przytrafiały się im szkolne błędy w rozegraniu ażurowego przedmiotu. Przeciwnik po przechwyceniu piłeczki szybko przechodził do kontrofensywy. Nieraz jego ataki trzeba było nieprzepisowo zatrzymać i... za ten wyczyn odpocząć na ławce kar. W połowie meczu przeciwnicy mieli już tylko jednobramkowe manko (4:3). Zrobiło się nerwowo. Na szczęście Polacy szybko wzięli się w garść, zwarli szyki i odpowiedzieli golami Mikulskiego i Gaickiego.

Na kolejne trafienie Polaków czekaliśmy aż do 56 minuty. Wtedy zawodnik nowotarskiej Szarotki, Lech strzałem z zawijasa spod bandy nie dał najmniejszych szans ostatniej instancji rywala. Chwilę później Damian Girys zabawiał się z piłeczką w strefie ataku i sprytny przeciwnik mu ją odebrał. By nie znalazł się w sytuacji sam na sam Polak sfaulował go z tylu i arbiter podyktował rzut karny. W pięknym i skutecznym stylu wykonał go Hafeez Mohd Kassim. Końcówka biało – czerwonych była jednak zabójcza. W 60 minucie, w odstępie 23 sekund, Kryński i dwa razy Hantsch pokonali bramkarza Singapuru.

Zawodnikiem meczu z polskiej drużyny wybrano Hajdusa, który otrzymał kapelusz przypominający cylinder.

Polska – Singapur 10:4 (4:1, 2:2, 4:1)
Bramki dla Polski: Mikulski 3, Gaicki 2, Hantsch 2, Chlebda, Lech, Kryński.

Polska: Rybacki; Lech – Mikulski, Dziurdzik – Kasperek, Damian Girys – Ligas; Daniel Girys – Gaicki – Hajdus, Adamczak – Augustyn – Kostela, Chlebda – Podraza – Antoniak, Kryński – Chlebowski – Hantsch.

W drugim meczu naszej grupy (B) Szwajcaria pokonała Łotwę 6:2.
Grupa A: Kanada – Rosja 6:9, Finlandia – Dania 8:1.
Grupa C: Estonia – Szwecja 1:21, Niemcy – Australia 12:3.
Grupa D: Włochy – Czechy 0:16, Norwegia – Japonia 10:1.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama