Już w Jastrzębiu Podhalanie urządzili swoim fanom huśtawkę nastrojów. Do połowy meczu nic ciekawego nie prezentowali i przegrywali 0:2. Potem udało im się doprowadzić do wyrównania i...chyba drużyna spoczęła na laurach, gdyż w pół minuty przegrała mecz. Nie można w tak krótkim czasie oddać potyczki na styku. Czyżby znowu zabrakło koncentracji?
Tychy kandydat do „pudła” przyjechał osłabiony brakiem dwóch graczy, ale przy ich personalnym potencjale nie powinno być odczuwalne. Nasze osłabienie było bardziej bolesne. Zabrakło dwóch podstawowych graczy w defensywie. Zmusiło to szkoleniowców „Szarotek” do przemeblowania ustawień i kto wie czy nie był to strzał w „dziesiątkę”. Różański przesunięty został do obrony i nieźle zagrał jak na długą przerwę w występach na tej pozycji. Gra w obronie to coś innego niż w ataku. To kwestia obycia i przyzwyczajenia. „Różak” dobrze sobie radził, ale co doświadczenie, to doświadczenie. Drugi ruch polegał na przesunięciu Kolusza na skrzydło. To jego nominalne miejsce. Zdecydowanie lepiej się tam czuje. To było widać w meczu z Tychami, chociaż... Znamy tego zawodnika z lepszej gry. Trzeba jednak dać mu więcej szans gry na jego nominalnej pozycji i być może szybciej odzyska optymalną dyspozycję. Dalej podtrzymuję, że Kolusz na skrzydle, to większa moc zespołu. Zdaję sobie sprawę, że trener ma małe pole manewru na centrze, ale jakoś z Tychami dało się te dwie rzeczy pogodzić. Nie wiem co z „Różakiem”? Czy wróci do ataku, czy pozostanie w defensywie?

W pierwszej rundzie z Tychami, w myśl opinii trenera, zagraliśmy najsłabszy mecz. To co wydarzyło się w pierwszej tercji niedzielnego meczu przypominało powtórkę z Sanokiem. Agresja na całym lodowisku, poświęcenie, gra ciałem i stosunkowo mało kar jak na nowotarskie wydanie. Taka gra kosztuje sporo sił i to było widać w kolejnych odsłonach. Już nie było takiego tempa, takiej agresji. Tychy przejęły inicjatywę, stworzyły sobie bramkowe sytuacje, ale natrafiły na świetnie dysponowanego Rajskiego w bramce. Bronił trochę ze szczęściem, ale bez niego w sporcie trudno egzystować. Tradycyjnie pod koniec meczu zrobiła się w naszym zespole panika. Oczywiście na własne życzenie, bo kary jakie nasz zespół złapał były z gatunku głupich. Tyszanie zdobyli bramkę w przewadze i poczuli wiatr w plecy. Na szczęście do końca pozostawało 87 sekund i zdołaliśmy się obronić.
W lidze zaskakują wyniki Stoczniowca. Sześć punktów z mocnymi rywalami ma swoją wymowę. Dwucyfrówka w Krynicy robi wrażenie. No i wygrana z Sanokiem. Zawodzi Sosnowiec. Nie może się jakoś obudzić. Klub ma finansowe kłopoty, zawodnicy strajkują, bojkotują, z opóźnieniem rozpoczynają mecze. Taka atmosfera nie sprzyja w osiąganiu dobrych rezultatów.
Stefan Leśniowski










