Długo tyszanie byli poza szóstką. Niemal rzutem na taśmę, przy podziale tabeli na dwie grupy, załapali się w tej „silniejszej”. Do play off zdołali odrobić straty, by znaleźć się w pierwszej czwórce.
„Nowa miotła” zatrudniła obcokrajowców. W poprzednich sezonach tyszanie byli jedynym zespołem z czołówki, który korzystał z dwóch, maksimum trzech stranieri. Teraz w play off grają kompletem. Do Tomaša Jakeša i Robina Bacula dołączyli kolejni Michal Prochazka ( obrońca) i dwaj znani z Podhala napastnicy – Ladislav Paciga ( rozpoczął sezon w Podhalu, ale podziękowano mu za usługi) i František Bakrlik ( z Podhalem zdobywał mistrzostwo Polski w 2007 roku).
Słowaccy szkoleniowcy dysponują bardzo doświadczonym zespołem. Sebastian Gonera, Krzysztof Śmiełowski, Krzysztof Majkowski, Adrian Parzyszek, Michał Garbocz, Tomasz Wołkowicz, Piotr Sarnik – to zawodnicy, którzy na swoim koncie mają już tytuły mistrza kraju, krótko mówiąc z niejednego pieca chleb jedli. Bramki zaś strzeże świetny fachowiec – Arkadiusz Sobecki. Już ta wyliczana świadczy o sile zespołu.
Podhale z tyszanami w play off potykało się 27 razy. 18 razy lepsi byli górale. Sześć play off-ów zakończyło się triumfem „Szarotek”, a tylko w dwóch lepsi byli rywale. Po raz pierwszy spotkały się te dwa zespoły w pierwszym w naszym kraju play off, w sezonie 1983/84. To była gra o brązowy medal. Podhale pechowo przegrało rywalizację o finał z sosnowieckim Zagłębiem i musiało się zadowolić „tylko” brązowym medalem, po wygranych 5:0 i 4:2. Najwięcej razy zespoły potykały się w fazie ćwierćfinałowej, aż pięć razy. Tylko raz w półfinale, w poprzednim sezonie i nie wspominamy dobrze tego występu. Zakończył się po sześciu meczach zwycięstwem hokeistów z „piwnego” miasta 4:2 ( 5:4, 2:3, 4:2, 1:5, 2:3, 3:6).
Nowy Targ był w szoku? Nie! Po tym co prezentowały „Szarotki” w sezonie zasadniczym można było liczyć tylko na cud. - Trzeba być szczęśliwym, że dostaliśmy się do czwórki – powiedział wtedy kapitan „Szarotek”, Jarosław Różański. Chociaż... Po trzecim kapitalnym meczu „Szarotek” w ich siedzibie panował hurra optymizm. Tymczasem 24 godziny później humory już nikomu nie dopisywały. Mistrz został pobity przed własną publicznością i wybierał się do „piwnego” miasta. 42 godziny później jeszcze bardziej zmarkotniały miny fanów mistrzów Polski. - Mieliśmy zespół w rozsypce, ale z każdym meczem będziemy grać lepiej i w sześciu meczach przejdziemy Podhale – mówił po tym spotkaniu Józef Zagórski, kierownik tyskiej drużyny.
Kolejna porażka w Tychach i obrońcy mistrzowskiego trofeum znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Aby myśleć o grze w finale nowotarżanie musieli w szóstym meczu pokonać tyszan. Zapewniali, że są w stanie doprowadzić do jeszcze jednej konfrontacji, ale szybko okazało się, że mistrzowie sezonu zasadniczego są lepsi, w każdym elemencie.
- Przegrana w półfinale to pokuta z całej ligi - powiedział obrazowo Jarosław Różański. - W sezonie zasadniczym dobre mecze przeplatały nam się ze słabszymi. Nie byliśmy w stanie rozegrać trzech, czterech z rzędu udanych spotkań. Taka postawa odbiła nam się czkawką. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i pogratulować zwycięstwa lepszemu zespołowi, bo takim w tej serii byli tyszanie.
- Czujemy się największymi przegranymi ligi – mówił po półfinałowej konfrontacji z GKS Tychy prezes SSA Wojas Podhale, Andrzej Podgórski.
My liczymy na powtórkę… sezonu 2006/07. Wtedy „Szarotki” w finale zmierzyły się z tyszanami i jakże szczęśliwy był finał tej konfrontacji. Górale wygrali 4:1 w meczach (2:1, 2:0, 3:4 karne, 2:1, 4:1). Tychy w finałowej serii nie miały żadnych atutów, by sprostać góralom i… Nowy Targ oszalał z radości! Ale też na taką chwilę czekał dziesięć lat! To co się działo, w nocy z 20 na 21 marca 2007 roku przed halą lodową i na nowotarskim Rynku przeszło wszelkie wyobrażenia. To była wyjątkowa noc. Chcielibyśmy ja powtórzyć w tym roku.
- Przed dwoma laty drużyna miała farta, sięgając po mistrzowską koronę. Teraz bez farta liczę na finał, bo zespół jest zdecydowanie mocniejszy. Mamy najbardziej stabilny skład i długą ławkę - przekonuje właściciel drużyny, Wiesław Wojas.
- Walczymy o pełną pulę, do tego nas zobowiązuje mistrzostwo sezonu zasadniczego – mówi prezes SSA Wojas Podhale, Andrzej Podgórski. – Mamy mocną drużynę, bez słabych punktów, przygotowaną mentalnie do walki o tytuł.
Hokeiści Podhala po wygranej rywalizacji z Toruniem dostali od trenera dwa dni wolnego. W czwartek rano ćwiczyli tylko ci, którzy mało grali w ostatnim meczu w grodzie Kopernika i ci, którzy nie znaleźli się w autobusie z napisem „Toruń”. Ćwiczył także Marcin Kolusz (bez sprzętu, bo go nie miał), który wzmocnił „Szarotki”, po rozwiązaniu kontraktu z słowackim Popradem. Raz dziennie trenowali górale od piątku do poniedziałku. Nie mieli też wolnej niedzieli.
W tym sezonie Podhale z GKS Tychy potykało się sześć razy – trzy razy triumfowali nowotarżanie ( 7:1, 4:3 i 6:0) i tyleż samo ich przeciwnicy ( 2:3, 3:5 i 1:3). Stosunek bramek jest korzystny dla podopiecznych Milana Jančuški: 24 -15.
Bramki w tych meczach zdobywali:
PODHALE: Baranyk - 4, Voznik i Ziętara – 3, Zapała i Kačiř – 2, Dziubiński, Kubenko, Malasiński, Paciga, Sroka, Batkiewicz, Gaj, Różański, Łabuz i Ivičič – 1;
TYCHY: Bacul – 4, Paciga – 3, Bagiński – 2, Sarnik, Parzyszek, Kotlorz, Proszkiewicz, Gonera, Woźnica – 1.
Asystenci:
PODHALE: Baranyk i Priechodsky – 5, Kačiř, Kubenko – 4, Zapała – 3, Gruszka, Voznik, Petrina, Dziubiński – 2, Łabuz, Sroka, Gaj, Bryniczka, Różański, Malasiński – 1;
TYCHY: Parzyszek, Wołkowicz – 5, Bacul – 3, Maćkowiak, Proszkiewicz, Kotlorz, Mejka, Śmiełowski, Woźnica, Paciga – 1 .
Bramkarze:
PODHALE: Zborowski – 290 min./ 12 puszczonych goli; Rajski – 80 min./ 3 gole;
TYCHY: Sobecki – 282 min./21 goli; Witek – 38 min./ 3 gole (Tychy).
Stefan Leśniowski










