23.02.2009 | Czytano: 1595

Walka o medale

To już nie przelewki, rozpoczyna się walka o medale. Na drodze „Szarotek” do finału stają hokeiści GKS Tychy, aktualnego wicemistrza kraju. Podhale potrzebowało trzech spotkań, by przejść pierwszą przeszkodę - toruńskie „pierniki”. O jedno spotkanie więcej rozegrali tyszanie z Naprzodem Janów.


Najbliższy rywal nowotarżan nie miał udanego sezonu zasadniczego. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że tyski zespół aż do 16 stycznia pałętał się po obcych lodowiskach. Dojeżdżał na treningi do Katowic, tam też występował w roli gospodarza. Grał praktycznie przy pustych trybunach. To musiało się odbić na kondycji finansowej klubu. Stąd też często dochodziły sygnały o zaległościach w wypłatach wobec hokeistów. Forma sportowa też była taka sobie. Nie wiadomo było na co stać wicemistrzów kraju. Potrafili rozegrać dobre spotkanie, by w następnym odstawić „kichę” i sprawić swym sympatykom niemiłą niespodziankę. Kto wtedy jest winny? Oczywiście trener. 22 września 2008 r. pogoniono Wojciecha Matczaka, który tyszan doprowadził do największych sukcesów w klubowej historii. W takich przypadkach sentymentów nie ma. Niespełna miesiąc ster dzierżył jego asystent Mieczysław Nahunko, ale 18 października 2008 r. i jego czas w Tychach się skończył. Tyszanie sięgnęli po zagranicznego fachowca, Słowaka Miroslava Ihnačaka.

Długo tyszanie byli poza szóstką. Niemal rzutem na taśmę, przy podziale tabeli na dwie grupy, załapali się w tej „silniejszej”. Do play off zdołali odrobić straty, by znaleźć się w pierwszej czwórce.

„Nowa miotła” zatrudniła obcokrajowców. W poprzednich sezonach tyszanie byli jedynym zespołem z czołówki, który korzystał z dwóch, maksimum trzech stranieri. Teraz w play off grają kompletem. Do Tomaša Jakeša i Robina Bacula dołączyli kolejni Michal Prochazka ( obrońca) i dwaj znani z Podhala napastnicy – Ladislav Paciga ( rozpoczął sezon w Podhalu, ale podziękowano mu za usługi) i František Bakrlik ( z Podhalem zdobywał mistrzostwo Polski w 2007 roku).

Słowaccy szkoleniowcy dysponują bardzo doświadczonym zespołem. Sebastian Gonera, Krzysztof Śmiełowski, Krzysztof Majkowski, Adrian Parzyszek, Michał Garbocz, Tomasz Wołkowicz, Piotr Sarnik – to zawodnicy, którzy na swoim koncie mają już tytuły mistrza kraju, krótko mówiąc z niejednego pieca chleb jedli. Bramki zaś strzeże świetny fachowiec – Arkadiusz Sobecki. Już ta wyliczana świadczy o sile zespołu.

Podhale z tyszanami w play off potykało się 27 razy. 18 razy lepsi byli górale. Sześć play off-ów zakończyło się triumfem „Szarotek”, a tylko w dwóch lepsi byli rywale. Po raz pierwszy spotkały się te dwa zespoły w pierwszym w naszym kraju play off, w sezonie 1983/84. To była gra o brązowy medal. Podhale pechowo przegrało rywalizację o finał z sosnowieckim Zagłębiem i musiało się zadowolić „tylko” brązowym medalem, po wygranych 5:0 i 4:2. Najwięcej razy zespoły potykały się w fazie ćwierćfinałowej, aż pięć razy. Tylko raz w półfinale, w poprzednim sezonie i nie wspominamy dobrze tego występu. Zakończył się po sześciu meczach zwycięstwem hokeistów z „piwnego” miasta 4:2 ( 5:4, 2:3, 4:2, 1:5, 2:3, 3:6).

Nowy Targ był w szoku? Nie! Po tym co prezentowały „Szarotki” w sezonie zasadniczym można było liczyć tylko na cud. - Trzeba być szczęśliwym, że dostaliśmy się do czwórki – powiedział wtedy kapitan „Szarotek”, Jarosław Różański. Chociaż... Po trzecim kapitalnym meczu „Szarotek” w ich siedzibie panował hurra optymizm. Tymczasem 24 godziny później humory już nikomu nie dopisywały. Mistrz został pobity przed własną publicznością i wybierał się do „piwnego” miasta. 42 godziny później jeszcze bardziej zmarkotniały miny fanów mistrzów Polski. - Mieliśmy zespół w rozsypce, ale z każdym meczem będziemy grać lepiej i w sześciu meczach przejdziemy Podhale – mówił po tym spotkaniu Józef Zagórski, kierownik tyskiej drużyny.

Kolejna porażka w Tychach i obrońcy mistrzowskiego trofeum znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Aby myśleć o grze w finale nowotarżanie musieli w szóstym meczu pokonać tyszan. Zapewniali, że są w stanie doprowadzić do jeszcze jednej konfrontacji, ale szybko okazało się, że mistrzowie sezonu zasadniczego są lepsi, w każdym elemencie.

- Przegrana w półfinale to pokuta z całej ligi - powiedział obrazowo Jarosław Różański. - W sezonie zasadniczym dobre mecze przeplatały nam się ze słabszymi. Nie byliśmy w stanie rozegrać trzech, czterech z rzędu udanych spotkań. Taka postawa odbiła nam się czkawką. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i pogratulować zwycięstwa lepszemu zespołowi, bo takim w tej serii byli tyszanie.

- Czujemy się największymi przegranymi ligi – mówił po półfinałowej konfrontacji z GKS Tychy prezes SSA Wojas Podhale, Andrzej Podgórski.

My liczymy na powtórkę… sezonu 2006/07. Wtedy „Szarotki” w finale zmierzyły się z tyszanami i jakże szczęśliwy był finał tej konfrontacji. Górale wygrali 4:1 w meczach (2:1, 2:0, 3:4 karne, 2:1, 4:1). Tychy w finałowej serii nie miały żadnych atutów, by sprostać góralom i… Nowy Targ oszalał z radości! Ale też na taką chwilę czekał dziesięć lat! To co się działo, w nocy z 20 na 21 marca 2007 roku przed halą lodową i na nowotarskim Rynku przeszło wszelkie wyobrażenia. To była wyjątkowa noc. Chcielibyśmy ja powtórzyć w tym roku.

- Przed dwoma laty drużyna miała farta, sięgając po mistrzowską koronę. Teraz bez farta liczę na finał, bo zespół jest zdecydowanie mocniejszy. Mamy najbardziej stabilny skład i długą ławkę - przekonuje właściciel drużyny, Wiesław Wojas.

- Walczymy o pełną pulę, do tego nas zobowiązuje mistrzostwo sezonu zasadniczego – mówi prezes SSA Wojas Podhale, Andrzej Podgórski. Mamy mocną drużynę, bez słabych punktów, przygotowaną mentalnie do walki o tytuł.

Hokeiści Podhala po wygranej rywalizacji z Toruniem dostali od trenera dwa dni wolnego. W czwartek rano ćwiczyli tylko ci, którzy mało grali w ostatnim meczu w grodzie Kopernika i ci, którzy nie znaleźli się w autobusie z napisem „Toruń”. Ćwiczył także Marcin Kolusz (bez sprzętu, bo go nie miał), który wzmocnił „Szarotki”, po rozwiązaniu kontraktu z słowackim Popradem. Raz dziennie trenowali górale od piątku do poniedziałku. Nie mieli też wolnej niedzieli.

W tym sezonie Podhale z GKS Tychy potykało się sześć razy – trzy razy triumfowali nowotarżanie ( 7:1, 4:3 i 6:0) i tyleż samo ich przeciwnicy ( 2:3, 3:5 i 1:3). Stosunek bramek jest korzystny dla podopiecznych Milana Jančuški: 24 -15.

Bramki w tych meczach zdobywali:
PODHALE: Baranyk - 4, Voznik i Ziętara – 3, Zapała i Kačiř – 2, Dziubiński, Kubenko, Malasiński, Paciga, Sroka, Batkiewicz, Gaj, Różański, Łabuz i Ivičič – 1;
TYCHY: Bacul – 4, Paciga – 3, Bagiński – 2, Sarnik, Parzyszek, Kotlorz, Proszkiewicz, Gonera, Woźnica – 1.

Asystenci:
PODHALE: Baranyk i Priechodsky – 5, Kačiř, Kubenko – 4, Zapała – 3, Gruszka, Voznik, Petrina, Dziubiński – 2, Łabuz, Sroka, Gaj, Bryniczka, Różański, Malasiński – 1;
TYCHY: Parzyszek, Wołkowicz – 5, Bacul – 3, Maćkowiak, Proszkiewicz, Kotlorz, Mejka, Śmiełowski, Woźnica, Paciga – 1 .

Bramkarze:
PODHALE: Zborowski – 290 min./ 12 puszczonych goli; Rajski – 80 min./ 3 gole;
TYCHY: Sobecki – 282 min./21 goli; Witek – 38 min./ 3 gole (Tychy).

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama